Eksperci: "Realny scenariusz wysokiej skuteczności obostrzeń". Ale na normalne wakacje nie ma szans

"W tym momencie zakładamy, że najbardziej realny jest scenariusz wysokiej skuteczności obostrzeń" - informuje w wiadomości przesłanej do Gazeta.pl ekspert z wrocławskiej grupy MOCOS, która prognozuje rozwój epidemii w Polsce. Zdaniem naukowców musimy jeszcze trochę poczekać, by w pełni ocenić skuteczność wprowadzonych restrykcji. - Ale wciąż niewiele mamy możliwości na powrót do normalnego życia w czasie wakacji - dodają w rozmowie z "GW".

Pod koniec marca eksperci z grupy MOCOS (międzynarodowy interdyscyplinarny zespół naukowców zajmujący się modelowaniem epidemii COVID-19, tworzą go m.in. naukowcy z PWr, Uniwersytetu Wrocławskiego i Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu) przygotowali model rozwoju epidemii koronawirusa, w którym uwzględnili decyzję rządu o rozszerzeniu obostrzeń na całą Polskę w terminie od 20 marca do 9 kwietnia. Jak opisywaliśmy na Gazeta.pl, wzięli pod uwagę wprowadzony lockdown i przeanalizowali możliwość rozwoju epidemii na podstawie trzech scenariuszy - średni przyrost zakażeń jest w nich uzależniony od tego, na ile Polacy będą się stosowali do restrykcji (prognoza zakłada, że szczyt zakażeń przypada teraz, czyli początek kwietnia). 

Zobacz wideo Czy szczepienia zarejestrowanych 40-latków zostaną odwołane?

Prognoza epidemii. "Zakładamy, że najbardziej realny jest scenariusz wysokiej skuteczności obostrzeń"

Pierwszy wariant zakładał wysoką skuteczność obostrzeń (spadek liczby kontaktów o 30-60 procent),  drugi wariant - średnią skuteczność (spadek liczby kontaktów o 20-60 procent), a najbardziej pesymistyczny (niskiej skuteczności) zakładał, że jako społeczeństwo ograniczymy kontakty jedynie o 20-40 procent.

Co pokazały kolejne dni? Jeden z ekspertów MOCOS, Marcin Bodych, 2 kwietnia przekazał w wiadomości przesłanej do Gazeta.pl:

W tym momencie zakładamy, że najbardziej realny jest scenariusz wysokiej skuteczności obostrzeń z uwagi na poziom ograniczeń włącznie z zamknięciem przedszkoli. Jednak istnieją pewne różnice między poprzednią falą a tą, które utrudniają oszacowanie efektywności obostrzeń - co sprawia, że musimy jeszcze poczekać, aby upewnić się co do tego, którą ścieżką podążać będzie liczba zakażeń i zgonów w Polsce.

Jak dodał, różnice między poprzednią a obecną falą są przynajmniej dwie. Pierwsza to dominacja brytyjskiego wariantu wirusa, który charakteryzuje się większą zakaźnością i ma inne parametry epidemiologiczne, np. dłuższy czas wylęgania się choroby, co może przełożyć się na trudniejszą walkę z epidemią (niższą efektywność obostrzeń w porównaniu do fali z jesieni 2020). Druga różnica to - jak wskazał - większy odsetek społeczeństwa uodpornionego na zakażenia.

Zakładamy w tym modelowaniu, że współczynnik immunizacji w połowie marca wynosi ok. 30 procent (20 procent to tzw. naturalna immunizacja, a 10 procent - efekt zaszczepienia). Nie można zapomnieć, że akcja szczepień nabiera przyspieszenia, to może przełożyć się na wyższą efektywność obostrzeń w porównaniu z poprzednią falą, gdy poziom immunizacji był znacznie niższy i nie było jeszcze szczepień

- wskazał.

Co pokażą kolejne tygodnie? W rozmowie z "Wyborczą Wrocław" eksperci z grupy MOCOS dodają, że żeby lockdown zadziałał, musi potrwać co najmniej do początku maja, a odmrożenie gospodarki powinno nastąpić, dopiero gdy krzywa epidemii opadnie do 5-10 tys. przypadków zakażenia dziennie.

Wciąż niewiele mamy możliwości powrotu do normalnego życia w czasie wakacji. Będzie lepsza pogoda, będziemy więcej przebywać na dworze. Ale to nie znaczy, że nie grozi nam jesienią czwarta fala. Zbyt mocne poluzowanie restrykcji doprowadzi do tak kiepskiej sytuacji, jaka jest teraz.
A to dlatego, że nie osiągniemy jeszcze odporności zbiorowej na poziomie 70-80 procent, która nas ochroni skutecznie przed epidemią. To będzie trudne do osiągnięcia

- wskazują w rozmowie z "GW".

Więcej o: