Chorują na COVID-19, jednak nie zgłaszają się na test. Lekarze alarmują. "Może być ciężko"

- Mamy około 20 procent takich pacjentów, którzy nie są wcześniej zdiagnozowani - mówi w rozmowie z "Faktami" TVN Janusz Sokołowski, dyrektor szpitala tymczasowego we Wrocławiu. Lekarze podkreślają, że część osób zakażonych nie widnieje w systemie, ponieważ nie zgłasza się na testy. Powody są różne. Niektórzy obawiają się kwarantanny, inni w pandemię w ogóle nie wierzą. - Bez pełnej wiedzy może być ciężko pokonać pandemię - alarmują lekarze.

W poniedziałek Ministerstwo Zdrowia poinformowało o wykryciu zakażenia u 16 965 osób, a dzień wcześniej było to 29 253 przypadków. Jednak lekarze podkreślają, że zachorowań jest o wiele więcej, ponieważ część osób nie zgłasza się na testy. Janusz Sokołowski, dyrektor szpitala tymczasowego we Wrocławiu powiedział "Faktom" TVN, że ma "około 20 procent takich pacjentów, którzy nie są wcześniej zdiagnozowani".

Prof. Anna Piekarska: Potrzebujemy twardego lockdownuProf. Anna Piekarska: Potrzebujemy twardego lockdownu na 2-3 tygodnie

Zobacz wideo Dr Zaczyński: Każdy powinien spędzić ten lockdown odpowiedzialnie, jak w ubiegłym roku

Osoby zakażone nie zgłaszają się na testy

Jedna z kobiet, która przeszła COVID-19, podkreśliła, że zna 20-30 osób, które były zakażone i "nikt się nie zgłaszał". Jej partner zakaził się w pracy, zrobił test antygenowy, który wykazał obecność SARS-CoV-2 w organizmie, jednak na test PCR mężczyzna już nie poszedł. Pozostali domownicy nie zrobili żadnego testu. Razem z dzieckiem poddali się "autoizolacji", którą sami sobie narzucili. Jak podkreślają "Fakty", to tylko trzy osoby, które nie trafiły do systemu.

- Warto jednak powiadomić inspekcję sanitarną po to właśnie, żebyśmy mieli lepszy obraz realnej skali zakażeń - podkreślił w rozmowie z "Faktami" dr Grzegorz Juszczyk, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny. Kobieta przyznała, że to właśnie przez doświadczenia z sanepidem znajomych zdecydowała się nie powiadamiać inspekcji. - Oni siedzieli po półtora miesiąca w domu, totalnie zdrowi, z dziećmi - wyjaśniła. Jak dodała, miała kontakt telefoniczny ze znajomym lekarzem. Po dwóch tygodniach samoizolacji rodzina zrobiła prywatnie testy PCR, które wykazały wynik negatywny. - Mamy odpowiedzialność cywilną za to. Poinformowaliśmy wszystkich, z którymi mieliśmy kontakt - zaznaczyła kobieta.

Pracownicy inspekcji sanitarnych podkreślają, że zakażeni, do których docierają inspektorzy, ukrywają dane osób, z którymi mieli kontakt, "w dowód jakiejś fałszywej 'bratniej duszy'".

Rozmówcy "Faktów" zwracają również uwagę, że nie tylko z obawy na nałożenie kwarantanny ludzie nie poddają się testom. Są także osoby, które nie wierzą w pandemię i, mimo wyraźnych objawów świadczących o zakażeniu, chodzą do pracy, odwożą dzieci do przedszkola czy do dziadków. Lekarz Bartosz Fiałek określa takie zachowanie "kompletnie nieobywatelskim" i bardzo niebezpiecznym - podają "Fakty".

Punkt szczepień i szpital tymczasowy w Netto ArenieOtwarta rejestracja na szczepienia "jak najszybciej". Ale wciąż w etapach

Więcej o: