Krystyna Ptok: Myśleliśmy, że najgorzej było jesienią, to nieprawda. Teraz przechodzimy przez piekło

- Trzecia fala pandemii to dla nas ogromny stres i przemęczenie. Sytuacja jest nadzwyczajna. Myśleliśmy, że najgorzej było jesienią, ale to nieprawda - mówi Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Koronawirus przybiera na sile, co coraz dotkliwiej odczuwają lekarze, ratownicy medyczny czy pielęgniarki.

Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych wzięła udział w rozmowie z Wirtualną Polską, w której trakcie opowiedziała, jak z perspektywy personelu medycznego wygląda obecna sytuacja pandemiczna w Polsce.

Zobacz wideo Jak wygląda codzienna praca medyków?

Trzecia fala koronawirusa. Jest gorzej niż jesienią

Trzecia fala koronawirusa przynosi okrutne żniwo. Brak miejsc w niektórych szpitalach, karetki jeżdżące setki kilometrów w poszukiwaniu łóżka dla zakażonych to dziś codzienność. Rząd postawił w czwartek, 25 marca, wprowadzić nowe obostrzenia – w tym zaostrzenie krajowego lockdownu.

- Trzecia fala pandemii to dla nas ogromny stres i przemęczenie. Sytuacja jest nadzwyczajna. Myśleliśmy, że najgorzej było jesienią, ale to nieprawda. Teraz przechodzimy przez piekło - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

"Pracujemy w ekstremalnym tempie, stresie i pod ogromną presją, często w obliczu śmierci"

- Z oddziałów wywozimy tygodniowo tylu zmarłych, ilu wcześniej wywoziliśmy w ciągu miesiąca lub kwartału. Pracujemy w ekstremalnym tempie, stresie, pod ogromną presją i często w obliczu śmierci. Nie potrafimy przejść obok tego obojętnie - mówi Krystyna Ptok.

Dodaje również, że pielęgniarki coraz częściej pracują nie na dwóch, a na trzech etatach w kilku placówkach. Wszystko dlatego, że brakuje rąk do pracy przy zakażonych. - Na oddziałach w szpitalach tymczasowych przybywa bardzo duża liczba chorych pacjentów, a personelu jest tak mało, że nie ma się kto tymi osobami zająć - wyjaśnia przewodnicząca OZZPiP.

"Mamy problem, aby chorym zagwarantować odpowiednią opiekę zdrowotną"

Pacjentów w szpitalach przybywa z każdym dniem. W województwie świętokrzyskim ratownicy medyczni apelują do lekarzy POZ, aby przyjmowali chorych, zamiast odsyłać ich od razu do szpitala.

Krystyna Ptok już 18 marca w rozmowie z RMF FM przyznała, że jesteśmy bliscy zamknięcia niektórych oddziałów z powodu niedoboru lekarzy i pielęgniarek.

Także obecnie podkreśla, że system ochrony zdrowia boryka się z brakami kadrowymi w szpitalach. Jak podaje:

Mamy problem z tym, aby chorym osobom, które przebywają teraz w szpitalach zagwarantować odpowiednią opiekę zdrowotną i właściwe standardy postępowania. Wszyscy mówią, że czują się z tym źle, że tak pracować nie chcą. Obawiają się również ewentualnych zdarzeń niepożądanych, na które w związku z brakami personelu mają ograniczony wpływ. 

O pogłębiających się brakach kadrowych, w trakcie konferencji prasowej mówił w czwartek premier Mateusz Morawiecki. Stwierdził, że zbliżamy się coraz bardziej do granic wydolności służby zdrowia. Nie chodzi wyłącznie o wolne łóżka lub respiratory – zaczyna brakować medyków, którzy mogliby zająć się zakażonymi.

Koronawirus niczym wojna - "Obawiam się, że medycy będą cierpieli na stres pourazowy"

- Personel pracuje resztkami sił i obawiam się, że zarówno pielęgniarki, jak i lekarze, ratownicy medyczni czy pracownicy niemedyczni będą cierpieli na stres pourazowy, jakby byli po wojnie. Pracujemy w ekstremalnym tempie, stresie i pod ogromną presją, często w obliczu śmierci i odczujemy tego konsekwencje zdrowotne. Nie jesteśmy niezniszczalni - opowiada Krystyna Ptok.

Protest pielęgniarek się odbędzie? "Nie odejdziemy od łóżek"

W poniedziałek, 22 marca Porozumienie Rezydentów poinformowało o rozpoczęciu protestu. Powodem, zdaniem organizacji, jest nieodpowiednia reakcja resortu zdrowia na epidemiękoronawirusa oraz decyzje resortu zdrowia, który nie odwołał ustnej części Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego dla tych, którzy zdali już test pisemny.

Także pielęgniarki pod koniec 2020 r. weszły w spory zbiorowe z pracodawcami. - Nigdy nie odejdziemy od łóżek, bo nie pracujemy z łóżkami, tylko z pacjentami. W całej historii naszego związku nigdy nie protestowaliśmy ze szkodą dla nich, pacjenci nigdy nie byli naszymi zakładnikami - wyjaśnia Krystyna Ptok.

Protest nie jest jednak wykluczony w innej formie. Teraz prowadzimy spory zbiorowe, część jest już po rokowaniach i mediacjach, potem będziemy mieć prawo do referendum. Wiele koleżanek mówi o oddawaniu prawa do wykonywania zawodu lub odejściu z pracy po pandemii.

- dodaje przewodnicząca OZZPiP. Warto nadmienić, że Polska obecnie ma jeden z najgorszych w Europie wskaźników zatrudnienia pielęgniarek na tysiąc mieszkańców. - To tak jakby do zatrudnienia w 200 łóżkowym szpitalu mieć tylko jedną pielęgniarkę. Nasi sąsiedzi Czesi mają osiem pielęgniarek na 1000, a Węgrzy sześć na 1000 osób - komentuje Ptok.

Koronawirus. Najtrudniejsza sytuacja w województwie śląskim i mazowieckim

- Pacjenci z województwa mazowieckiego muszą być przewożeni karetkami po kilkaset kilometrów w inne miejsce, bo brakuje łóżek w poszczególnych szpitalach - dodaje kobieta.

Trudna sytuacja jest również m.in. w województwie śląskim. Według Krystyny Ptok, w pewnym momencie w szpitalu tymczasowym na Śląsku na ponad 100 pacjentów przypadało dwóch lekarzy, dwie pielęgniarki oraz dwóch ratowników medycznych.