Już teraz jest gorzej niż jesienią. W tydzień przybyło 4,3 tys. pacjentów w szpitalach [WYKRES DNIA]

Nie wiemy, kiedy dokładnie dojdziemy do szczytu trzeciej fali epidemii, ale już teraz wiemy, że będzie ona najgorsza z dotychczasowych. Już teraz w szpitalach jest więcej pacjentów z COVID-19 i więcej osób wymaga respiratora. To przełoży się wkrótce na liczbę ofiar i przeciążenie systemu ochrony zdrowia.
Zobacz wideo Konieczny o trzeciej fali wirusa: Sytuacja jest bardzo niestabilna

Trwa trzecia fala epidemii. System ochrony zdrowia jest przeciążony bardziej niż kiedykolwiek. W Gazeta.pl wspieramy pracowników medycznych i oddajemy Wam nasze łamy, by pokazywać, jak rzeczywiście wygląda sytuacja na pierwszej linii. Lekarzu, pielęgniarko, ratowniku medyczny, diagnosto, pracowniku sanepidu, pracowniku ochrony zdrowia - napisz do nas na adres: redakcjagazetapl@agora.pl. Pokaż nam, jak wygląda Wasza codzienna praca, podziel się z nami swoją perspektywą.

- W ciągu ostatniego tygodniach przyrost netto hospitalizacji, czyli obłożenia łóżek, przekroczył już 4 tysiące - powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski. To zdecydowanie najbardziej niepokojąca liczba z poniedziałkowych danych dot. rozwoju epidemii

W ciągu ostatnich 7 dni liczba zajętych łóżek wzrosła o 4 388, z czego tylko w ciągu ostatniej doby liczba pacjentów z COVID-19 w szpitalach wzrosła o ponad tysiąc (a mówimy tu o wzroście netto, czyli od liczby nowych chorych odjęta jest liczba wypisanych ze szpitala oraz zmarłych). Rośnie nie tylko liczba zajętych łóżek, ale też dynamika tego wzrostu. W poprzednim tygodniu liczba zajętych łóżek zwiększyła się o mniej niż trzy tysiące, w jeszcze poprzednim - 2,4 tys. 

embed

- Przez ostatni tydzień dynamika zachorowań była naprawdę duża, większa niż w poprzednich tygodniach. To znajduje odzwierciedlenie w sytuacji w szpitalnictwie, czyli na pierwszej linii frontu - powiedział Niedzielski. 

Po tak dużym wzroście pobiliśmy "rekord" liczby hospitalizowanych pacjentów z COVID-19. W szczycie jesiennej fali zajętych było maksymalnie 23 tys. łóżek. Według podanych w poniedziałek danych to już 24,6 tys.   

embed

Analogicznie ma się liczba pacjentów w ciężkim stanie, którzy wymagają podłączenia do respiratora. Pod koniec listopada ta liczba sięgnęła 2 149. Teraz to 2 421.

embed

Testujemy granice systemu opieki zdrowotnej

Same liczby bezwzględne to jedno, a osobną sprawą jest to, jaki procent łóżek dla pacjentów covidowych oraz respiratorów jest zajęty. To zależy nie tylko od liczby pacjentów, ale też zmieniającej się liczby dostępnych łóżek i urządzeń. Ta może być zwiększana np. przez uruchamianie szpitali tymczasowych. Jednak trzeba pamiętać, że nie chodzi tu o same łóżka i respiratory. Nie są one wiele warte bez pracowników ochrony zdrowia, którzy je obsługują i zajmują się pacjentami - i to ich brak jest rosnącym problemem. 

Według najnowszych danych zajętych jest obecnie 74,3 proc. łóżek covidowych. To więcej, niż w najgorszym momencie epidemii w listopadzie. Obecnie dostępnych jest 33 178 takich łóżek. W ciągu ostatnich siedmiu dni dodano ich do systemu 3 874. To oznacza, że w tym okresie chorych przybywało szybciej niż nowych łóżek. Jakie są limity systemu? Jesienią (deklarowana) liczba łóżek sięgnęła 39 102. Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja różni się w zależności od regionu i w jednym zajętych może być 60 proc. łóżek, a w innym ponad 80 proc. 

embed

Jedynym z wykresów, na którym sytuacja nie prezentuje się gorzej od jesiennej, to odsetek zajętych respiratorów. To obecnie 75 proc., podczas gdy jesienią było to nawet 78,3 proc. Jak wiemy, bezwzględna liczba pacjentów pod respiratorem jest już wyższa niż w drugiej fali. Jednak już teraz do systemu dodano więcej respiratorów. Dostępnych ma być teraz 3 228 urządzeń, o kilkadziesiąt więcej niż wynosił maksymalny poziom w drugiej fali. 

embed

"Jakby w jeden dzień cały szpital wojewódzki zajęli pacjenci covidowi"

Niestety liczba osób hospitalizowanych, a szczególnie tych w stanie ciężkim, jest prognozą dla liczby zgonów. Jesienią dobowa liczba zmarłych z COVID-19 była najwyższa na przełomie listopada i grudnia, a więc około dwa tygodnie po tym, jak osiągnięto szczyt liczby hospitalizacji i pacjentów w ciężkim stanie. To znaczy, że jeszcze przez kolejne tygodnie będzie rosnąć liczba umierających na COVID. 

- Już w tej chwili wkraczamy niestety powoli w stan klęski żywiołowej. Musimy zrobić wszystko, żeby wesprzeć szpitale. Trzeba mieć świadomość, że to, co się dzieje w tej chwili, to jest dużo gorzej niż jesienią - powiedział w rozmowie z TVN 24 prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, profesor Andrzej Matyja. - Wirus, który nas dotyka, jest dużo bardziej zakaźny. On wywołuje dużo cięższe zakażenie i atakuje coraz młodsze osoby - wymieniał.

 - W jednym z ostatnich dni zostało zajętych 700 łóżek w ciągu doby. Dla wyobraźni - to tak, jakby cały szpital wojewódzki został zajęty przez pacjentów covidowych. Liczba respiratorów [w użyciu - red.] jest najwyższa w historii - mówił w niedzielnym wywiadzie (wtedy nie było jeszcze wiadomo, że kolejny dzień przyniesie wzrost o 1000 zajętych łóżek).

Więcej o: