Koronawirus. Gorzki wpis ratownik medyczny kończy: "Do zobaczenia niedługo. Chyba, że nie zdążymy"

"Sikam w karetce do worka, na kebaby nie mogę patrzeć, kolegę z pracy widuję częściej niż żonę" - relacjonuje na Facebooku ratownik medyczny z Warszawy, który codziennie ratuje osoby chore na COVID-19. Najbardziej go wkurza lekkomyślność ludzi, którzy lekceważą koronawirusa. "Nigdy w życiu nie widziałem takiej liczby superbohaterów. Myślicie, że jesteście nieśmiertelni?".

"Wyjechałem z mojej stacji o 7.15. Od tego czasu nie wychodzę z karetki. Sikam do worka, bo trochę wstyd pod drzewko w centrum miasta. Na kebaby nie mogę patrzeć, a ostatnio to i parówa w bułce to podstawa mojej diety. Częściej widzę kolegę z zespołu niż żonę, która ostatnio mi powiedziała, że się już przyzwyczaiła do pustego mieszkania. Wezwanie, szpital, następne wezwanie, dezynfekcja, kolejne wezwanie: kontynuacja misji poprzedniego zespołu" - relacjonował na swoim profilu Michał, ratownik medyczny z warszawskiego szpitala. Wpis już zniknął z Facebooka.

Szpital. Zdj. ilustracyjneLekarz: Coraz młodsi i bardziej otyli pacjenci trafiają na oddział

"W międzyczasie obserwuję sobie 'normalne' życie. Połowa ludzi bez maseczek. Druga w maseczkach usyfionych tak, że w sumie można grzyby z nich skrobać do suszenia. No i oczywiście wszędzie odsłonięte kinole. Nigdy w życiu nie widziałem takiej ilości superbohaterów. Przecież oni muszą być nieśmiertelni. Bo chyba nie głupi?" - przytacza słowa ratownika portal eSopot.

Zobacz wideo Ratownik medyczny: Cały czas doświadczamy strachu o swoje życie

Ratownik medyczny o osobach lekceważących COVID: Myślcie dalej, że jesteście nieśmiertelni

Pan Michał przytoczył także dwa przypadki z wielu, z którymi zetknął się podczas pracy. Pierwszy dotyczył 54-letniego mężczyzny twierdzącego, że "kowid to mistyfikacja" a "maseczki to biznes". 54-latek zarzekał się więc, że będzie żyć po swojemu. Dwa tygodnie później okazało się jednak, że mężczyzna się dusi i wzywa pomocy. Niestety, nie udało się go uratować. Druga historia dotyczyła natomiast duszności u ośmiomiesięcznego dziecka. Ratownicy dostali wezwanie, na które nie mogli się stawić, ponieważ musieli uzupełnić tlen po poprzednim pacjencie.

"Żyjcie dalej w beztrosce. Myślcie dalej, że jesteście nieśmiertelni. Przecież was to nie dotyczy" - pisał ironicznie pan Michał. "Do zobaczenia niedługo. Chyba, że nie zdążymy" - skwitował ratownik.

Epidemia koronawirusa w PolsceDr Szułdrzyński: Takiej liczby ciężkich stanów nie było od listopada

Więcej o: