Liczba osób pod respiratorami pokazuje, jak bardzo jest źle. Przybywa też zajętych łóżek [WYKRES DNIA]

Liczba nowych zakażeń nie jest jeszcze tak wysoka, jak w jesiennej fali epidemii. Jednak inne wskaźniki pokazują, jak poważna jest sytuacja. Liczba osób pod respiratorami jest już tak wysoka, jak w szczycie drugiej fali pod koniec listopada. Szybko topnieje liczba dostępnych łóżek dla pacjentów "covidowych".
Zobacz wideo Posobkiewicz: Do szpitali trafia dużo więcej osób młodszych

W ciągu minionej doby odnotowano 10 896 kolejnych zakażeń koronawirusem. Dane raportowane po weekendzie zawsze są niższe, ale wystarczy porównać je do poprzedniego tygodnia, by widzieć bardzo niepokojący trend rozwoju epidemii. 

To "skok dziennej liczby zachorowań o ponad 75 proc. w stosunku do poprzedniego tygodnia" - napisał na Twitterze minister zdrowia Adam Niedzielski. "To bardzo niepokojący sygnał. Może to oznaczać odwrócenie trendu malejącej dynamiki liczby nowych zachorowań w ostatnim czasie" - ostrzegł. Liczba nowych zakażeń na razie nie przebiła maksymalnego poziomu z szczytu jesiennej fali, który przypadł na koniec listopada.

Jednak inne wskaźniki - te, które obrazują, jak wygląda epidemia w Polsce - już dotarły do tych poziomów. Według najnowszych danych resortu zdrowia 2084 osoby w Polsce leżą w szpitalach pod respiratorami. Przy dalszych wzrostach maksymalnie kilka dni dzieli nas od najwyższego poziomu z listopada (2149). 

embed

Liczba dostępnych respiratorów to 2882. Oznacza to, że zajętych jest 72,31 proc. z nich (w listopadzie było to maksymalnie 77 proc.).

embed

Liczba osób hospitalizowanych to obecnie 20,2 tys. W najgorszym momencie drugiej fali było to 22,4 tys. Przy przyroście liczby pacjentów w szpitalach rzędu kilkuset dziennie także niewiele czasu potrzeba, by przebić tamten poziom.

embed

Co niepokojące, na tę chwilę mniejsza jest liczba łóżek dostępnych dla pacjentów covidowych (zgodnie z danymi podawanymi przez ministerstwo). Pod koniec listopada było ich blisko 40 tys., w tej chwili jest ich 28 tys. Zatem o ile jesienią odsetek zajętych łóżek sięgnął maksymalnie 66 proc., to teraz wynosi on już 71 proc. i stale rośnie. 

embed

By zwiększyć liczbę dostępnych łóżek, rząd otwiera kolejne szpitale tymczasowe. Rzecznik rządu Piotr Mueller powiedział, że szpitale tymczasowe są uruchamiane w regionach, gdzie notowany jest szybki wzrost zachorowań na COVID-19. - Na obszarach o wysokiej liczbie zakażeń obłożenie w szpitalach jest dość wysokie i tam konieczna jest pomoc placówek rezerwowych - powiedział rzecznik, który był gościem TVP Info.

Piotr Mueller podkreślił, że w tej chwili największym wyzwaniem są niedobory kadry medycznej. - Limity i ograniczenia dotyczą tego, kto może pomóc fizycznie, jacy lekarze i pielęgniarki. Nie jest problemem sama liczba łóżek, bo te są przygotowane w nadmiarze - wyjaśniał Piotr Mueller.

W tym tygodniu w placówkach tymczasowych uruchomionych zostanie ponad 1500 łóżek dla pacjentów zakażonych koronawirusem. Według danych Ministerstwa Zdrowia, obecnie zajętych jest prawie 70 procent miejsc dla pacjentów covidowych w szpitalach stacjonarnych.

Posobkiewicz: Do szpitali trafia dużo więcej młodszych osób

Były Główny Inspektor Sanitarny, dr Marek Posobkiewicz mówił w Porannej rozmowie Gazeta.pl, że dzięki szczepieniom seniorów wielu z nich nabyło już odporność, co przekłada się na obniżenie średniego wieku pacjentów przebywających w szpitalach covidowych. Jak powiedział, teraz do szpitali trafia coraz więcej młodszych pacjentów z COVID-19.

Więcej o: