Wirusolog o nowych wariantach koronawirusa. "Niektórych mutacji nigdy nawet nie odnotujemy"

- Koronawirusy, takie jak SARS-CoV-2, nie mają takich zdolności mutacyjnych, jak chociażby wirusy grypy. Owszem, one będą mutować, ale wcale nie jest powiedziane, że zmiany w obrębie białka kolca będą na tyle istotne, żeby wpływać na efektywność działania szczepionki - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. W jego opinii istnieje prawdopodobieństwo, że ostatnie wzrosty zakażeń mają związek z brytyjskim wariantem koronawirusa. Zawsze jednak na sytuację epidemiczną w kraju wpływ ma więcej niż jeden czynnik.

W ubiegłym tygodniu Minister Zdrowia Adam Niedzielski stwierdził, że rozpędzająca się trzecia fala epidemii będzie stała pod znakiem nowych mutacji koronawirusa. W Polsce pierwszy przypadek zakażenia brytyjską odmianą wirusa SARS-CoV-2 (B.1.1.7) potwierdzono w styczniu. Teraz - według słów rzecznika resortu zdrowia - odpowiada ona za około 30 proc. wszystkich zakażeń. W województwach warmińsko-mazurskim i pomorskim, w których obserwowane są wysokie wskaźniki zachorowań, brytyjska mutacja stanowi ponad 70 proc. wszystkich przypadków.  

Koronawirus. Zdjęcie ilustracyjneMinisterstwo Zdrowia: 17 260 zakażeń koronawirusem i 398 ofiar śmiertelnych

Wirusolog: Wariant brytyjski może, ale nie musi być główną przyczyną wzrostu zakażeń 

Gdy we wrześniu brytyjscy naukowcy poinformowali o zidentyfikowaniu nowego wariantu koronawirusa, niemal od samego początku wskazywali, że może on się rozprzestrzeniać szybciej niż "standardowy" SARS-CoV-2. Jest zakaźność - według różnych źródeł - może być od 30 do nawet 70 proc. wyższa. Potwierdza to w rozmowie z Gazeta.pl dr hab. Tomasz Dzieciątkowski. Zaznacza jednak, że wariant brytyjski nie musi odpowiadać za większą liczbę hospitalizacji z powodu wystąpienia choroby COVID-19. 

- To, że wariant brytyjski jest bardziej zakaźny niż poprzednie, wiadomo od dawna. Natomiast wyższy wskaźnik zakażalności nie oznacza automatycznie, że dany wariant wirusa jest bardziej patogenny, czyli chorobotwórczy - mówi mikrobiolog i wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. 

Jak dodaje, istnieje prawdopodobieństwo, że rosnąca w skali całego kraju liczba nowych przypadków zakażeń może być związana z wystąpieniem wariantu brytyjskiego. Zaznacza jednak, że jest za wcześnie, by stwierdzić to z całą stanowczością, a na obecny stan rzeczy może składać się wiele czynników. - Bardzo możliwe, że ostatnie wzrosty mają kilka przyczyn. Jedną z nich są dobrze już znane beztroska i lekceważenie zagrożenia, jakie niesie ze sobą zakażenie wirusem SARS-CoV-2. Biorąc pod uwagę całą Europę, istotnym czynnikiem wpływającym na takie, a nie inne wskaźniki, są również opóźnienia w programach szczepień. Proszę pamiętać też o tym, że w niektórych krajach dzieci wróciły do szkół - wylicza ekspert. 

- Wirusy, w tym koronawirus SARS-CoV-2, mutowały, mutują i będą mutować. Taka jest ich zdradziecka natura. W przyszłości mogą pojawić kolejne mutacje, które przełożą się np. na jego zakaźność. Zarówno dodatnio, jak i ujemnie. W drodze mutacji może się bowiem stworzyć taki wariant, który będzie replikacyjnie defektywny, czyli nie będzie w stanie się namnażać. A skoro nie będzie się przenosił, to nawet go nie odnotujemy jego istnienia - tłumaczy Dzieciątkowski. 

Dzieciątkowski: Nawet w zbliżonych populacjach mogą występować bardzo różne objawy zakażenia

Od kilku dni lekarze informują, że z objawami COVID-19 do szpitali często trafiają teraz ludzie młodzi - 30-, 40-latkowie. Ciężki przebieg choroby klinicyści zaobserwowali też u dzieci, o czym w rozmowie z portalem medonet.pl mówiła dr Lidia Stopyra, specjalistka chorób zakaźnych i pediatrii, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala Specjalistycznego im. S. Żeromskiego w Krakowie. 

- Niepokojące jest to, że chorują ludzi młodsi i odsetek ten będzie wzrastał. Nie jest to jednak tylko efekt działania brytyjskiej mutacji SARS-CoV-2, ale też tego, że obecnie szczepimy ludzi starszych, którzy w związku z tym są już odporni. Wśród młodszych osób zaszczepieni są nieliczni (medycy, nauczyciele) - stwierdza. Pewność przyniosą dopiero wyniki szczegółowych badań.

Zobacz wideo Masowe szczepienia w Wielkiej Brytanii. Jakie są efekty?

W kontekście ciężkiego przebiegu choroby COVID-19 dr Dzieciątkowski zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. Jak tłumaczy, niektórzy pacjenci zbyt późno zgłaszają się po profesjonalną pomoc. - Osoby chore w sposób absolutnie nieuzasadniony boją się zgłaszać do lekarzy, przez co odwlekają terminy wizyt lekarskich. Powoduje to naprawdę duże perturbacje, ponieważ później pacjenci trafiają już do szpitali z zaniedbanymi chorobami, co już jest sporym wyzwaniem terapeutycznym dla lekarzy, jak i wiąże się z utrudnieniami dla całego systemu opieki zdrowotnej. Dotyczy to zarówno pacjentów z COVID-19, jak i zmagających się z innymi chorobami. A przecież wiemy też, jakie skutki może przynieść zakażenie u osoby przewlekle chorej - przypomina.

- Jeżeli ktoś czuje, że jest chory, powinien jak najszybciej zgłosić się po pomoc, nawet poprzez teleporadę. Nie wolno tego unikać - tłumaczy Dzieciątkowski. 

Według analizy przeprowadzonej przez brytyjski urząd Office for National Statistics (ONS) wśród zakażonych brytyjskim wariantem koronawirusa nieco rzadziej występuje utrata węchu i smaku, a częściej ból gardła, zmęczenie i kaszel. Różnice są jednak niewielkie i wynoszą zaledwie kilka punktów procentowych. Nie stwierdzono też istotnych różnic jeśli chodzi o inne dolegliwości. Badania przeprowadzono na grupie 6 tys. osób - u 3,5 tys. z nich wykryto mutację brytyjską. 

Jak tłumaczy ekspert, organizm może reagować na zakażenie bardzo indywidualnie, a brak któregokolwiek z symptomów choroby nie powinien działać na nas uspokajająco.

Koronawirus. 10 marca rusza rejestracja dla osób przewlekle chorych - kogo dotyczy?Jak zapisać się na szczepienie przeciw COVID-19? Są trzy możliwości

- Wirus zachowuje się w tym momencie jak kameleon, bowiem nawet w zbliżonych populacjach mogą występować bardzo różne objawy zakażenia. W ubiegłym roku rzeczywiście mówiło się o triadzie objawów charakterystycznych choroby COVID-19, czyli suchym kaszlu, gorączce i uczuciu duszności w klatce piersiowej. Później okazało się, że powszechna jest również utrata węchu, a u niektórych pacjentów występują też objawy neurologiczne. Tak więc nie ma ściśle określonej listy objawów, które pozwoliłyby na jednoznaczne stwierdzenie tego, czy ktoś jest zakażony, czy nie. U niektórych osób może pojawić się tylko część z nich, a niektórzy przejdą zakażenie bezobjawowo - wskazuje Dzieciątkowski. 

Nowe warianty koronawirusa niekoniecznie wymuszą konieczność szczepień co rok 

Czy w kontekście pojawiających się dość regularnie nowych mutacji konieczne okażą się częstsze szczepienia przeciwko SARS-CoV-2, np. co roku? Jak tłumaczy Dzieciątkowski - niekoniecznie, ponieważ nie każda mutacja musi się wiązać ze zmianą budowy wirusa. 

- Koronawirusy, takie jak SARS-CoV-2, nie mają takich zdolności mutacyjnych, jak chociażby wirusy grypy. Owszem, one będą mutować, ale wcale nie jest powiedziane, że zmiany w obrębie białka kolca będą na tyle istotne, żeby wpływać na efektywność działania szczepionki. Pamiętajmy o tym, że białko kolca jest odpowiedzialne za łączenie wirusa z naszymi komórkami. Jeżeli mutujący wirus - upraszczając - za bardzo pozmienia to białko, nie będzie już w stanie połączyć się z komórką, co z jego punktu widzenia wcale korzystne nie będzie - mówi wirusolog. 

Koncerny Pfizer i Moderna ogłosiły niedawno, że produkowana przez niego szczepionka jest skuteczna wobec mutacji N501Y, obecnej w brytyjskim wariancie B.1.1.7

Więcej o: