Koronawirus. Słowacja prawie jak Bergamo. W szpitalach umiera 30 proc. zakażonych. Rząd prosi o pomoc UE

Słowacja wysunęła się na pierwsze miejsce na świecie pod względem liczby covidovych zgonów na milion mieszkańców. W kraju brakuje doświadczonego personelu medycznego. Rząd zwróci się do UE o pomoc.

Słowacja z niemal 18 zgonami na milion mieszkańców w ciągu tygodnia przesunęła się na pierwsze miejsce światowych statystyk. Nie stało się tak dlatego, że nagle wzrosła śmiertelność, bo na wysokim poziomie utrzymuje się już od początku roku (4 stycznia wskaźnik wynosił prawie 17), ale ponieważ gwałtownie spadła w Portugalii, która 1 lutego notowała rekordowe 28,5 zgonów na milion mieszkańców w ciągu siedmiu dni, a we wtorek 16 lutego już niecałe 15.

Ale właśnie to długotrwałe i stabilne utrzymywanie się wskaźnika liczby zgonów na Słowacji na wysokim poziomie, budzi niepokój.

Prawie jak w Bergamo

Spośród wszystkich pacjentów, którzy trafiają z koronawirusem do słowackich szpitali, umiera 30 procent - alarmuje ukazujący się w Bratysławie "Denník N". We włoskim Bergamo na wiosnę umierało 33 procent chorych. W Brazylii aż 38 procent. Natomiast w Wielkiej Brytanii do sierpnia umierało 31 procent hospitalizowanych z powodu Covid-19, w USA w kwietniu i maju - 20 procent, we Francji - 17 procent.

Zobacz wideo Trzecia fala wirusa. Na jaką pomoc mogą liczyć firmy?

Gdy chory wymaga intensywnej opieki medycznej, jego szanse maleją. Na Słowacji umiera na OIOM-ie co drugi pacjent: 48 procent z tych, którzy nie korzystają respiratorów i 53 procent wymagających wspierania oddychania.

Brakuje lekarzy i pielęgniarek

Słowacki dziennik nie podaje, w ilu przypadkach przyczynami zgonów są braki personelu medycznego. Być może nie sposób nawet tego ustalić. Ale nie ma wątpliwości, że brakuje zarówno lekarzy, jak i pielęgniarek, którzy są w stanie zająć się pacjentami wymagającymi najbardziej fachowej opieki.

Otwarcie przyznaje to sekretarz stanu w ministerstwie zdrowia Peter Stachura: - Chodzi o wysoce wyspecjalizowany personel, którego nie da się łatwo zastąpić, na przykład lekarzami z przychodni - cytuje go portal Topky.sk.

W słowackich szpitalach znajdują się aktualnie już niemal cztery tysiące chorych na Covid-19, z których dwie trzecie wymaga terapii tlenowej, a niemal co dziesiąty respiratora. Dlatego ministerstwo zdrowia zwróciło się do rządu z wnioskiem o aktywowanie mechanizmu ochrony ludności Unii Europejskiej.

102 razy w 2020 roku

Ten mechanizm istnieje od 2001 roku, a oprócz wszystkich państw UE należą do niego również Norwegia, Islandia i Lichtenstein, a także Macedonia Północna. Do tej pory był już uruchamiany ponad 420 razy, nie tylko zresztą na obszarze państw członkowskich, bo i na przykład także po przejściu cyklonu Idai przez Mozambik, czy po trzęsieniu ziemi w Albanii w 2019 roku i po wybuchu w Bejrucie w 2020 roku.  W ubiegłym roku został uruchomiony 102 razy, w tym 85 razy z powodu koronawirusa.

Gabinet premiera Igora Matovicza przychylił się do wniosku resortu zdrowia, by sprowadzić z zagranicy dziesięciu lekarzy i 25 pielęgniarek. Ich pobyt ma potrwać według ministerstwa jedynie tak długo, jak będzie to niezbędne, żeby osiągnąć zaplanowane cele. - Wstępnie oczekujemy, że będzie to miesiąc - ocenia ministerstwo.

To nie jest pierwszy raz, że Słowacja prosi zagranicę o pomoc, ale przedtem nie chodziło o wysoce wykwalifikowanych specjalistów. Podczas pierwszego powszechnego testowania mieszkańców na przełomie października i listopada wsparło ją 33 lekarzy wojskowych z Austrii i 200 sanitariuszy z Węgier. W styczniu zaś ponad 200 lekarzy z Polski, którzy pomagali głównie w Bratysławie i w regionach przygranicznych.

Polityczna odpowiedzialność

Tymczasem wielu komentatorów zarówno na Słowacji, jak i poza jej granicami, zastanawia się, jak to się stało, że kraj, który tak dobrze sobie poradził podczas fali wiosennej, a jesienią przetestował większość mieszkańców, tym razem stracił panowanie nad pandemią. Naukowcy i lekarze z inicjatywy "Wiedza pomaga", którzy we wtorek spotkali się na covidovej naradzie z prezydentką Zuzaną Czaputovą, są zdania, że główną przyczyną był późny lockdown. Oni domagali się wprowadzenie go jeszcze przed Bożym Narodzeniem, rząd jednak zdecydował się na to dopiero od 1 stycznia.

Fakt, że w przeliczeniu na liczbę mieszkańców na Słowacji umiera dziś na Covid-19 najwięcej ludzi na świecie, jest według Zuzany Czaputovej "tragiczną wiadomością". W tej sytuacji na miejscu jest pytanie o wyciągnięcie odpowiedzialności politycznej. Odpowiedzi na nie oczekuje od rządzącej koalicji.

Czaputová: Mniej eksperymentujmy

Tymczasem trzeba zająć się jej zdaniem sprawami, które wymagają nakładu pracy i być może nie są aż tak bardzo atrakcyjne. - Mniej eksperymentujmy - powiedziała prezydentka. Można to zrozumieć jako aluzję do forsowanego od miesięcy przez premiera Matovicza powszechnego testowania ludności, które jednak nie uchroniło Słowacji przed covidovą katastrofą.

W innym momencie szefowa państwa odniosła się już wprost do antygenowych testów, które jej zdaniem mają sens, ale były przeceniane. Wskazała też na uboczny efekt psychologiczny masowych testów: Ludzie mogą mieć po nich wrażenie, że są zdrowi, bo dostali papierki, które są ważne przez siedem dni.

Według Czaputovej trzeba teraz konsekwentnie zająć się wyszukiwaniem kontaktów ludzi z pozytywnymi wynikami testów i lepiej kontrolować obowiązujące obostrzenia – zarówno przestrzeganie kwarantanny, jak i reżimu na granicach.

Autor: Aureliusz M. Pędziwol

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

*** 

W marcu minie rok od stwierdzenia pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem w Polsce. Jak pandemia zmieniła Wasze życie? Co straciliście, a co zyskaliście w mijającym roku? Czekamy na Wasze relacje. Na adres e-mailowy listydoredakcji@gazeta.pl możecie przesyłać zarówno pisemne wypowiedzi, jak i w formie nagrań wideo (do 20 sekund, najlepiej nagrywane w poziomie). Wasze historie zostaną wykorzystane w materiałach publikowanych w Gazeta.pl.