Działania rządu ws. brytyjskiej mutacji. "Jeżeli ktoś czegoś nie zrobił od roku, to trudno mówić o opóźnieniu"

Weronika Bruździak-Gębura
W czwartek poinformowano o pierwszym przypadku brytyjskiej mutacja koronawirusa w Polsce. Na świecie wiadomo o niej już od wielu tygodni, jednak minister Niedzielski tego samego dnia przekazał, że działania rządu ruszą dopiero w przyszłym tygodniu. - Nie powinno tak być, że maturzysta robi lepsze bazy danych niż instytucje rządowe, a w państwie, gdzie zachorowało 5 - 6 mln ludzi, prywatne laboratorium ogłasza na Twitterze wykrycie nowej mutacji koronawirusa - ocenia działania rządu w rozmowie z Gazeta.pl dr Paweł Grzesiowski.

Minister zdrowia Adam Niedzielski jeszcze pod koniec grudnia mówił, że na początku stycznia w Polsce ruszą badania pod kątem brytyjskiej mutacji koronawirusa. Trzy tygodnie później, czyli w dniu, w którym wykryto brytyjską mutację w Polsce, poinformowano, że jednak ruszą one dopiero teraz - w przyszłym tygodniu, czyli w ostatnich dniach stycznia. Zapytaliśmy eksperta Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z koronawirusem, pediatrę i immunologa dr. Pawła Grzesiowskiego, czy działania rządu nie są spóźnione. Jego zdaniem nie można mówić, że coś jest spóźnione, jeśli tego w ogóle nie ma. - Jeżeli ktoś czegoś nie zrobił od roku, to trudno mówić o opóźnieniu. Nie posiadamy systemu monitorowania mutacji wirusa w Polsce. To jest absolutnie nie do pomyślenia, że nasz kraj nie prowadzi takich skoordynowanych badań - mówi w rozmowie z Gazeta.pl.

Epidemia koronawirusa w PolsceMinister Niedzielski o brytyjskiej mutacji koronawirusa w Polsce

Dr Paweł Grzesiowski o wykryciu brytyjskiej mutacji koronawirusa w Polsce: Nie tak to powinno wyglądać

Dr Grzesiowski informacje o wykryciu "brytyjskiej" mutacji koronawirusa ocenia przez pryzmat tego, że wykrycia dokonało prywatne laboratorium.

 - Największym zaskoczeniem jest to, że pierwszego wykrycia dokonało prywatne laboratorium, które w ogóle nie ma nic wspólnego z nadzorem epidemicznym. To prywatna spółka biotechnologiczna, która zebrała sto próbek i potwierdziła sekwencję nowego wariantu wirusa u pacjentki z Małopolski. Jest to, co najmniej, dziwna sytuacja dla systemu ochrony zdrowia w Polsce, że prywatne laboratorium, które współpracuje z dużą siecią diagnostyczną, niefinansowaną ze środków publicznych, sekwencjonuje bardziej efektywnie niż te laboratoria, które mogłyby robić to w ramach nadzoru służb państwowych. Przecież instytuty naukowo-badawcze właśnie po to są - tłumaczy.

W Polsce wykryto brytyjski szczep wirusa SARS-CoV-2 (zdjęcie ilustracyjne)Koronawirus. W Polsce wykryto brytyjski szczep wirusa SARS-CoV-2

Poza tym, jak zauważa ekspert, to laboratorium wykryło mutację nowatorską metodą, która nie jest stosowana na szeroką skalę w Polsce. 

- Nie powinno tak być, że maturzysta robi lepsze bazy danych niż instytucje rządowe, a w państwie, gdzie zachorowało 5 - 6 mln ludzi, prywatne laboratorium ogłasza na Twitterze wykrycie nowej mutacji koronawirusa - mówi.

Dodaje jednak, że nie tylko Polska jest w tyle.

- W wielu krajach wykrywa się z opóźnieniem nowe warianty wirusa, bo nie można powiedzieć, że jest to planowa działalność, chociażby taka, jak przy grypie. Chciałbym, żeby powstała globalna sieć laboratoriów współpracujących z WHO, które planowo zajmowałyby się nadzorem nad mutacjami - wyjaśnia i dodaje, że napisał w tej sprawie list do WHO i ECDC.

Dr Grzesiowski o mutacjach koronawirusa: Potrzebny jest system monitoringu

Zdaniem dr. Grzesiowskiego taki system powinien opierać się na skoordynowanych badaniach przesiewowych typu sentinel.

- Chodzi o to, że np. każda próbka dodatnia od co pięćdziesiątego czy co setnego pacjenta z różnych regionów  jest poddawana sekwencjonowaniu. Bo jak inaczej trafić na jakiś nowy wariant? Trzeba robić systematyczne badania, żeby można było go jak najwcześniej wyłapać. A są przecież jeszcze warianty nieodkryte. To musi być system stałego monitoringu, polegający na zaplanowanym, finansowanym przez państwo, przesyłaniu materiału od pacjentów, żeby np. szpital X wiedział, że od tego konkretnego pacjenta ma pobrać wymaz i wysłać go do badania do laboratorium np. w Krakowie - wyjaśnia.

Zapytany, co można było zrobić wcześniej, odpowiada jednoznacznie: zbudować taki system, piszemy i mówimy o tym od marca 2020 roku.

W tej chwili gorączkowo jest przygotowywany projekt pod tytułem "badania mutantów wirusa". Nie powinno to wyglądać w ten sposób, że jedno laboratorium otrzyma środki i uprawnienia, bo przecież chodzi o to, żeby mieć reprezentatywne szczepy z całego kraju

- wyjaśnia.

Zobacz wideo Pandemia w Polsce. Michał Wójcik opisuje swoją chorobę

W czwartek Adam Niedzielski ogłosił, że badanie, które określi skalę obecności brytyjskiej mutacji w Polsce oraz możliwe konsekwencje zdrowotne, ruszy w przyszłym tygodniu w Krakowie pod kierunkiem prof. Krzysztofa Pyrcia. Zdaniem dr. Grzesiowskiego, to bardzo dobra kandydatura.

- To naukowiec, który odkrył jeden z typów koronawirusa, który zajmuje się tym tematem od kilkunastu lat - wyjaśnia. - Ale nie chodzi tu tylko o to, żeby był jeden ośrodek do sekwencjonowania, powinno być ich kilka, w różnych regionach kraju i musi być też wiarygodny system pobierania i transportu próbek. To wcale nie jest łatwy projekt i nie da się go zrobić w trzy dni - tłumaczy.

Brytyjska mutacja koronawirusa w Polsce. Ekspert o systemie: Takich rzeczy nie robi się w tydzień

Zapytany, ile czasu może zająć tworzenie takiego systemu, dr Grzesiowski wyjaśnia, że taki projekt wymaga co najmniej kilku tygodni przygotowań.

- Takich rzeczy nie robi się w kilka dni. To naprawdę bardzo skomplikowana procedura, bo chodzi o to, by mieć reprezentatywną liczbę próbek z różnych regionów kraju i od różnych pacjentów, z lekkim i ciężkim przebiegiem zakażenia - mówi.

Jako przykład podobnego rozwiązania podaje badania opinii publicznej. 

- Nie bierzemy przypadkowych ludzi, tylko selekcjonujemy ich na podstawie PESEL-u, miejsca zamieszkania, wieku, czy jeszcze dokładniejszych parametrów. Musi powstać algorytm. Oczywiście, pewnie ktoś może rzucić wszystko i w tydzień go stworzyć, ale potem trzeba zawrzeć umowy z poszczególnymi ośrodkami, załatwić kurierów, którzy będą wozić próbki, bo muszą one być zamrożone w - 70 stopniach. To nie są banalne sprawy. To wymaga dobrego przygotowania i jeżeli to ma być coś porządnego, to zajmie to dobry miesiąc, zanim będzie przygotowane w taki sposób, żeby nie można było później zarzucić, że badania dały wyniki niewiarygodnie, bo próbki były przegrzane albo skażone w transporcie. Trzeba wybrać ośrodki współpracujące, zaopatrzyć je w odpowiednie materiały i przeszkolić personel. Sam kurier, który może przewozić próbkę w - 70 stopniach, to są konkretne koszty. Przecież nikt nie będzie tego płacił z własnej kieszeni, tylko musi dostać na to jakąś państwową dotację - dodaje dr Grzesiowski.

Zdaniem eksperta kluczowe jest także powstanie systemu monitorowania mutacji na poziomie międzynarodowym.

- Mamy obecnie kumulację dwóch kierunków mutacji: jeden to doskonalenie przyczepiania się wirusa do naszych śluzówek, a drugi to wymykanie się naszej odporności. Jeżeli w tym drugim kierunku pójdą te mutacje, to mamy problem. To mogłoby znaczyć, że osoby, które są ozdrowieńcami, mogą zachorować drugi raz na nowy wariant. Podobnie mogłoby się stać z osobami szczepionymi, które mogłyby zapadać na nowy wariant wirusa. To byłoby poważne zagrożenie, bo mielibyśmy praktycznie pandemię od nowa. Dlatego potrzebna jest koordynacja międzynarodowa i badania nie tylko występowania mutacji, ale także tego, czy wymykają się one naszej odporności, czy to poszczepiennej, czy poinfekcyjnej. Musi powstać międzynarodowa sieć laboratoriów, która będzie monitorować skuteczność ludzkich przeciwciał wobec nowych wariantów koronawirusa. Musi być tak samo, jak jest z grypą. Szczepionkę mRNA jesteśmy w stanie zmienić w miesiąc, więc jeśli będzie nowy wariant, który będzie powodował zagrożenie wystąpienia kolejnej fali pandemii, to jesteśmy w stanie ją  szybko zmodyfikować: dołożyć ten nowy wariant do już istniejącej albo zamienić ją na nową - podsumowuje dr Grzesiowski.