Prawnik: Zakaz przemieszczania się w sylwestra bez podstawy prawnej, niezgodny z konstytucją

Aby egzekwować jakieś zachowanie obywatela, musi być bardzo wyraźna podstawa prawna i przepisy zgodne z ustawą i konstytucją - mówi dr hab. Mikołaj Małecki. Tymczasem - jak ocenia prawnik - określony w drodze rozporządzenia zakaz przemieszczania się w sylwestra nie ma podstawy prawnej, a do tego jest niezgodny z konstytucją.
Zobacz wideo Rząd ogłasza restrykcje od 28 grudnia. Zamknięte hotele, stoki i galerie handlowe

Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że w noc sylwestrową w godzinach od 19 do 6 w całym kraju ma obowiązywać zakaz przemieszczania się. W rozporządzeniu mają być określone wyjątki, które obejmą m.in. "niezbędne czynności służbowe".

Podobnie jak inne restrykcje, są one wprowadzane na podstawie rozporządzenia. A to - podnosi część ekspertów - jest nielegalne. 

- Rozporządzenie musi być zgodne z ustawą, na podstawie której jest wydawane, czyli w tym wypadku z ustawa o chorobach zakaźnych. W niej nie ma żadnej podstawy prawnej, na podstawie której można by w rozporządzeniu określić, że obywatelom nie wolno wychodzić z domu, czyli w ogóle nie wolno przemieszczać się w przestrzeni publicznej - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl dr hab. Mikołaj Małecki, adiunkt w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego i autor bloga Dogmaty Karnisty.

Zakaz "nie ma żadnej podstawy prawnej"

Jak wyjaśnił, zgodnie z prawem rozporządzenie może "co najwyżej określić, w jaki sposób mamy się przemieszczać, żeby zapewnić większe bezpieczeństwo".-  Na przykład poruszanie się z zachowaniem dystansu, określenie limitu pasażerów w komunikacji zbiorowej. To są zgodne z ustawą restrykcje dotyczące sposobu przemieszczania się - powiedział. 

A zakaz wychodzenia z domu to nie jest "określenie sposobu przemieszczania się", tylko w ogóle zakazanie obywatelom przemieszczania się. To nie ma żadnej podstawy prawnej. Pomijając fakt, że jest to niezgodne z konstytucją, która w art. 52 gwarantuje wolność przemieszczania się po terytorium RP, a ewentualne ograniczenia mogą być ustanowione tylko w ustawie, w sposób proporcjonalny do zagrożenia 

- stwierdził Małecki. 

"Nie ma podstawy prawnej, żeby policja sprawdzała, co kto kupił w sklepie"

Prawnik zwrócił uwagę, że legalność zakazu i podstawa prawna ma znaczenie, gdyż nie chodzi po prostu o rekomendacje dla obywateli, a zakaz, za którego łamanie mają grozić kary. 

 - Co innego uzasadnione medycznie apelowanie, informowanie obywateli o tym, jakich sytuacji warto unikać, a co innego, kiedy chcemy egzekwować jakieś zakazy całym instrumentem represji. Włącznie z policją i sanepidem, którzy będą nakładali mandaty czy kary pieniężne w bardzo wysokich kwotach - powiedział. 

- Aby egzekwować jakieś zachowanie obywatela, musi być bardzo wyraźna podstawa prawna i przepisy zgodne z ustawą i konstytucją. Nie mam nic przeciwko apelowaniu, tak jak przez pół roku apelowaliśmy o noszenie maseczek i w większości się stosowaliśmy do tego - mimo, że nakaz jako taki nie miał podstawy prawnej - zauważył. - Słyszałem już wypowiedzi rzecznika policji, że jeżeli wyjątkiem od zakazu przemieszczania się jest niezbędna potrzeba życiowa, to wyjście do sklepu po pieczywo będzie dozwolone, ale już po szampana - nie. Ale nie ma żadnej podstawy prawnej, żeby policja sprawdzała, co kto kupił w sklepie - dodał. 

Sądy kwestionują legalność restrykcji z wiosny

Planowany na noc sylwestrową zakaz ma być podobny do tego, który obowiązywał w czasie pierwszej fali epidemii i pierwszego lockdownu. Wtedy policja wnioskowała u karanie osób, które miały wyjść z domu bez uzasadnionej potrzeby. Niektórzy od takich kar odwoływali się do sądów. 

Są już orzeczenia sądów, które kwestionują legalność restrykcji z wiosny. W opracowaniu "Restrykcje stanu epidemii" przytaczamy przykład mężczyzny, który został ukarany karą pięciu tysięcy złotych za wyjście do sklepu po piwo w czasie tego pierwszego lockdownu, czy osób ukaranych za nienoszenie maseczek. Pojawiają się już orzeczenia sądów, które mówią, że zarówno zakaz przemieszczania się jak i nakaz noszenia maseczek z pierwszego lockdownu były pozbawione podstawy prawnej

- powiedział Małecki. Zdaniem prawnika "można się spodziewać, że podobna linia orzecznicza będzie zastosowana teraz". - powiedział. Tym bardziej, że tutaj ustawa jest bardzo jednoznaczna. Mówimy o sposobie przemieszczania się - to można regulować w rozporządzeniu - a nie zakazywaniu wyjścia z domu. To byłaby nielegalna godzina policyjna. Zresztą takiej restrykcji są już poddane dzieci, które nie mogą same przemieszczać się w ciągu dnia. To też zakaz wydany bez żadnej podstawy prawnej i dyskryminacja obywatela. 

"Robienie komedii z państwa"

Oficjalna strona rządowa informuje o "zakazie przemieszczania się". Tymczasem poseł obozu rządzącego Kamil Bortniczuk powiedział w TOK FM, że "to, że podstawa prawna wprowadzenia ograniczeń w sylwestra jest wątpliwa, nie oznacza, że jej nie ma", a wcześniej polecał, by traktować to jako "jako prośbę o odpowiedzialność". 

To absurdalne podejście i robienie komedii z państwa. W stanie epidemii powinniśmy mieć również zapewnione bezpieczeństwo prawne. Dziennik ustaw czy Monitor Polski nie jest od tego, żeby publikować prośby czy apele. To można ogłosić na konferencji prasowej. A jeśli uchwalamy rozporządzenie i mówimy, że policja będzie je egzekwować, to nie są "prośby", tylko bezprawna restrykcja. 

 - powiedział Małecki. Zauważył, że "już od pięciu lat obserwujemy, jaki stosunek do standardów państwa prawa ma obecna władza".

- Myli się jej polityka z prawem, a te wypowiedzi dowodzą, że niektórzy politycy całkowicie oderwali się od rzeczywistości. Chciałbym to zobaczyć, jak policja od dzisiaj zacznie jedynie prosić obywateli o rozsądne stosowanie się do zaleceń, a nie wypisywać mandaty czy straszyć sanepidem - stwierdził. - Informujmy, apelujemy do obywateli w kwestii bezpiecznego zachowania. Ale nie nazywajmy bezprawnej restrykcji prośbą. Takie wypowiedzi nie powinny padać z ust osób, które wpływają na tworzenie prawa w Polsce - dodał. 

Więcej o: