Lekarze ze szpitala na stadionie: Weźcie kilka dyżurów i potem krytykujcie. Praca jest ciężka

Dlaczego w szpitalu tymczasowym w Warszawie nie są leczeni chorzy w ciężkim stanie? - Nie chodzi o to, że się boimy, ale przy początku i rozruchu, kiedy organizacyjnie nie wszystko jest jeszcze dopracowane, lepiej żebyśmy nie zajmowali się najciężej chorymi - tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl pracujący tam lekarz. Medycy podkreślają, że szpital działa zgodnie z założeniem, a wbrew komentarzom personel pracuje tam ciężko i leczy poważnie chorych, a nie jest "sanatorium".
Zobacz wideo

Kilkaset dodatkowych łóżek dla pacjentów z CODVID-19 na Mazowszu ma zapewniać szpital tymczasowy, zbudowany na Stadionie Narodowym w Warszawie. Powstał on w kilka tygodni i przyjmuje już pacjentów.

Jednak pojawiły się już głosy krytyki wobec funkcjonowania placówki - ponieważ na razie jest tam ok. 30 pacjentów i wielu chorych nie może tam trafić, ponieważ ich stan jest zbyt ciężki lub mają choroby współistniejące, których nie można tam odpowiednio leczyć. O to, jak wygląda praca w szpitalu tymczasowym zapytaliśmy pracujących tam lekarzy.

Dr Jacek Nasiłowski jest specjalistą chorób płuc i chorób wewnętrznych. W szpitalu tymczasowym pulmonolog pracuje jako koordynator tzw. odcinka zachowawczego, czyli pacjentów, którzy nie wymagają intensywnej opieki (OIOM). Z racji na swoją specjalizację konsultuje pacjentów z innymi lekarzami pracującymi na stadionie. 

- Z racji mojej specjalizacji lekarskiej mam doświadczenie w leczeniu chorych z niewydolnością oddychania. Stąd moja obecność i wsparcie kolegów, którzy zgłaszają się i chcą pomóc, ale często nie mieli dotychczas doświadczeń z takimi chorymi - mówi w rozmowie z Gazeta.pl. 

Lekarz na co dzień pracuję w szpitalu przy ul. Banacha i ośrodku, który zajmuje się chorymi wymagającymi respiratora w domu. Pod koniec października zaczął pracę w szpitalu tymczasowym na Stadionie Narodowym. To dodatkowe zajęcie, które wykonuje poza codzienną pracą. - W szpitalu tymczasowym staram się być 3-4 razy w tygodniu, po 8 godzin, czasami dłużej. W tym czasie muszę zrobić obchód, pomóc z przyjęciami, przeniesieniami, wypisami. Trzeba też pozałatwiać mnóstwo spraw organizacyjnych, bo wiadomo, taka praca to nigdy nie jest sama medycyna. Tym bardziej, że szpital nadal się tworzy - opisuje. 

- Czas pandemii, to powinien być czas szeroko rozumianej solidarności społecznej. Trudno, żebym "dekował" się w domu, kiedy koledzy z mniejszym doświadczeniem w leczeniu niewydolności oddychania zajmują się chorymi z COVID. Do pracy w szpitalu tymczasowym skłoniło mnie poczucie obowiązku. Z jednej strony wobec chorych, a z drugiej wobec lekarzy, którym mogę zapewnić wsparcie merytoryczne - mówi dr Nasiłowski. W szpitalu tymczasowym pracują lekarze z różnych specjalizacji. - Każdy lekarz, który spełnia podstawowe wymagania i chce pracować w szpitalu tymczasowym, może się tam zgłosić. Często są to lekarze, którzy nie mają specjalizacji z chorób wewnętrznych i nie mieli dotąd do czynienia z leczeniem niewydolności oddychania - wyjaśnia. 

W tworzeniu szpitala wykorzystano m.in. doświadczenia z Lombardii 

Michał Hampel na co dzień pracuje w klinice chirurgii gastroenterologicznej i transplantologii szpitala MSWiA w Warszawie. Szpital tymczasowy jest oddziałem tej placówki. Hampel był członkiem sztabu kryzysowego tego szpitala. Ten zespół został później włączony we współtworzenie szpitala na Stadionie Narodowym.

- Obecnie zajmuje się głównie koordynowaniem pracy personelu medycznego i rekrutacją. Ale jak najbardziej zajmuję się też leczeniem. Mam doświadczenie w pracy z pacjentami "covidowymi" od marca, byłem uczestnikiem misji medycznych związanych z epidemią w Lombardii i Tadżykistanie - mówi.

To doświadczenie przydało się przy tworzeniu szpitala tymczasowego w Warszawie. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak wyglądała tam organizacja pracy, jak dbano o bezpieczeństwo pacjentów i personelu. W Lombardii mieliśmy okazję widzieć szpitale polowe, które powstawały w najtrudniejszych warunkach

- opisuje Hampel.

Cały czas trwa tworzenie i "docieranie się" zespołu

Szpital tymczasowy w Warszawie zaczął przyjmować pacjentów w pierwszym tygodniu listopada. Teraz jest w pierwszej, wstępnej fazie funkcjonowania. - Działa już oddział zachowawczy. Jeszcze czekamy na uzupełnienie kadry pielęgniarek i lekarzy - mówi Nasiłowski.  

Cały czas trwa "docieranie się" zespołu lekarskiego, który stanowi swoiste pospolite ruszenie z terenu całej Polski. Siłą rzeczy dotychczas nie znaliśmy się, a grupa jest duża i stale powiększa się. Do tego na sali "brudnej" - gdzie leżą chorzy z COVID-19 - pracujemy w kombinezonach, gdzie nie mamy dużych szans się poznać, bo tak naprawdę nie widzimy siebie. Ale powoli się poznajemy, mamy regularnie szkolenia online, na których omawiamy sprawy merytoryczne, metody leczenia, przypadki pacjentów czy sprawy organizacyjne

- opisuje. - Ciągle pewne rzeczy nas zaskakują, uczymy się gdzie co się znajduje, jak działa, kto za co odpowiada i tak dalej. Zwykle taką działalność dopracowuje się latami, a my musimy przejść przez ten proces bardzo szybko - podkreśla. 

Między innymi z tych powodów - tłumaczy dr Nasiłowski - obecnie do szpitala tymczasowego nie są przyjmowani pacjenci w bardzo ciężkim stanie. - Ich odsyłamy do standardowych szpitali dla bezpieczeństwa samych chorych. Nie chodzi o to, że się boimy, ale przy początku i rozruchu, kiedy organizacyjnie nie wszystko jest jeszcze dopracowane, lepiej żebyśmy nie zajmowali się najciężej chorymi - chyba, że będzie taka konieczność - wyjaśnia.

Dr Hampel także mówi, że nie jest to placówka wielospecjalistycznym i nie może zapewnić całodobowej opieki np. neurochirurgicznej czy kardiologicznej. Ale zwraca też uwagę, że pewne aspekty wyróżniają szpital tymczasowy pozytywnie na tle innych. - Dużym komfortem jest dla nas to, że ten szpital mógł być zaplanowany od podstaw. Dzięki temu mogliśmy zadbać o bezpieczeństwo i ustalić, co jest najbardziej potrzebne. Choćby dostęp do tlenu - tutaj każde łóżko ma taki dostęp. W standardowych szpitalach nie ma zawsze takich możliwości - wyjaśnia. - Wcześniej zaplanowane zostały strefy, wejścia, wyjścia, śluzy - z zachowaniem norm epidemiologicznych. To daje nam większe bezpieczeństwo, niż coś budowanego w już istniejących murach szpitala. Tworzenie szpitala od zera pozwala też na lepszą koordynację - opisuje

Jaka jest rola szpitala tymczasowego?

Duże zdziwienie wzbudziła informacja, że ze szpitala odesłano pacjentów, których stan się pogorszył. - Zwykle nie przyjmujemy pacjentów już będących w ciężkim stanie. Natomiast często w przebiegu tej choroby w ciągu kilku dni dochodzi do pogorszenia na skutek rozwijającego się zapalenia płuc. Pacjent wymaga wówczas coraz więcej tlenu i zachodzi ryzyko, że trzeba go będzie podłączyć do respiratora - wyjaśnia Nasiłowski. 

Jak dodaje Nasiłowski, poza chorymi w najcięższym stanie, w szpitalu tymczasowym jest "pełen przekrój pacjentów". - Od "lekkich", którzy po jednym dniu są wypisywani, przez wymagających tlenu i gorączkujących, po takich, którzy wymagają dużych stężeń tlenu, specjalistycznych metod poprawy utlenowania organizmu i ścisłej obserwacji - mówi. 

Lekarze wyjaśniają, że przyjmowanie części pacjentów wynika po pierwsze z charakteru szpitala tymczasowego, a po drugie - z przyjętych założeń co do jego roli w systemie i obecnej sytuacji epidemicznej. - Szpital tymczasowym różni się od standardowych tym, że mamy ograniczone możliwości diagnostyczne i terapeutyczne. Nie mamy konsultantów wszystkich specjalności, nie mamy możliwości wykonania wszystkich badań, jakie byśmy chcieli - opisuje Nasiłowski. Jak mówi:

Szpital tymczasowy  w systemie ochrony zdrowia pełni role rezerwową. Dopiero jeżeli w szpitalach regularnych zabraknie miejsc, to chorzy powinni być przyjmowani do szpitala tymczasowego. Poziom opieki siłą rzeczy nie jest taki sam, jak w szpitalu regularnym, choćby z uwagi na warunki lokalowe (wielołóżkowe sale). Podkreślam jednak, że poziom leczenia jest taki sam. Chorzy otrzymają tlen, leki, a w razie konieczności respirator. 

Szpital tymczasowy ma odciążać inne placówki

Szpital tymczasowy pozwala na wcześniejszy wypis pacjenta z regularnego szpitala, jeśli jego stan nie pogarsza się, a nadal wymaga leczenia szpitalnego. Dzięki temu zwalnia się łóżko w szpitalu standardowym, które jest wtedy dostępne dla osoby w ciężkim stanie lub wymaga specjalistycznej opieki. 

- Dopiero zaczynamy nasze funkcjonowanie i z każdym dniem poszerzamy nasze możliwości. Pod względem sprzętowym i terapeutycznym jesteśmy przygotowani na pacjentów w ciężkim stanie. Ale na teraz sytuacja epidemiologiczna wygląda tak, że szpitale są wypełnione po brzegi, ale nie jest tak, że ktoś pomocy nie otrzymuje - zapewnia dr Hampel.  

Założenia pierwszej fazy zakładają, że kiedy pojawia się pacjent, który wymaga leczenia specjalistycznego, operacyjnego, to potrzebuje on miejsca w szpitalu, który mu taką opiekę zapewni. My jesteśmy szpitalem, który ma pomóc takie miejsce zorganizować w taki sposób, że gdy dla tego pacjenta nie ma miejsca w szpitalu regularnym, to on może przekazać do nas pacjenta w stosunkowo lżejszym stanie. To pozwoli zwolnić miejsce dla tego chorego, który wymaga specjalistycznej pomocy

- wyjaśnia. Dodaje, że obecne założenia zapewniają bezpieczeństwo zarówno dla pacjentów, jak i personelu. - Łóżka OIOM-owe są dostępne i uruchomione w sensie technicznym. Nie chcemy teraz jednak wykonywać pracy ponad siły i ściągać wszystkich dostępnych anestezjologów, jeśli szpitale wielospecjalistyczne mogą takie miejsca na ten moment zapewnić - mówi. 

W razie potrzeby szpital "gotowy na pacjentów w coraz cięższym stanie"

Spotykamy się z porównaniami do izolatorium czy sanatorium. Ale wszyscy pacjenci, którzy u nas teraz przebywają wymagają leczenia szpitalnego. Gdyby nie potrzebowali tlenu, nie mieli objawów, to mogliby przebywać w domu. I jeśli pacjent jest w takiej sytuacji, to jest wypisywany do domu. U nas pacjenci albo wymagają podawania tlenu, bo bez tego mają duszności, albo wymagają innej formy leczenia szpitalnego. Są w stanie stosunkowo lekkim, ale wymagają leczenia w szpitalu

- podkreśla dr Hampel. - Nie mamy teraz sytuacji, że w szpitalach ościennych ludzie leżą na korytarzu, a my stoimy puści. Gdyby była sytuacja, że szpitale regularne są przepełnione i nie ma miejsca dla pacjentów, to jesteśmy przygotowani, żeby przyjmować pacjentów w coraz cięższym stanie - dodaje.

Ilu pacjentów - w tym tych w cięższym stanie - spodziewa się szpital tymczasowy w kolejnych tygodniach? - To kompletna niewiadoma. Zależy od sytuacji epidemiologicznej - ocenia Hampel. - Jesteśmy przygotowani na dużo większą liczbę pacjentów, ale nie chcielibyśmy, żeby do tego doszło. Nie dlatego, że nie damy rady, ale mamy jednak nawet niewielką nadzieję, że w którymś momencie zacznie się odwrót epidemii - mówi. 

"Weźcie kilka dyżurów na stadionie i potem będziecie krytykować"

Jak lekarze pracujący na stadionie reagują na negatywne komentarze czy wątpliwości nt. szpitala tymczasowego? - Na szczęście nie mam czasu zaglądać do mediów. Wychodzę z domu rano, wracam późnym wieczorem (lub nie wracam w ogóle, bo mam nocny dyżur), wieczorem widzę się z rodziną, potem przed snem zostaje wiele maili do wysłania, spraw do wyjaśnienia lub nadania im biegu na następny dzień. Te komentarze raczej do mnie nie dochodzą, chyba że koledzy z pracy coś konkretnego mi pokażą - mówi Nasiłowski.

Jeżeli to piszą ludzie niezwiązani z medycyną, np. dziennikarze, to rozumiem, że szukają sensacji i chcą, żeby to jakoś wybrzmiało. Natomiast kiedy takie rzeczy piszą lekarze, to jest to dla mnie niezrozumiałe. Mogę im tylko powiedzieć: przyjdźcie proszę na Stadion Narodowy, weźcie kilka dyżurów i potem krytykujcie. Zobaczycie, że praca jest ciężka, a pacjenci są poważnie chorzy

- ocenia dr Nasiłowski i dodaje, że "dziwi się" lekarzom krytykującym szpital tymczasowy. - Wiem, że opieka dla pacjentów "covidowych" w naszym szpitalu nie jest gorsza, niż w regularnych szpitalach, w których też były naprędce tworzone oddziały "covidowe" np. w oddziałach zabiegowych, gdzie są duże problemy organizacyjno-kadrowe, ale o tym się nie mówi - dodaje. 

Dochodzą do mnie te krytyczne sygnały dot. szpitala. Mam wrażenie, że wynika to z braku zrozumienia tych kryteriów przyjmowania pacjentów. Trzeba pamiętać, w jakim celu stworzono szpital tymczasowy i jaką funkcję ma spełniać. Te komentarze w oczywiście w jakiś sposób nas dotykają, bo wkładamy ogrom pracy w przygotowanie, uruchomienie tego szpitala i wielu ludzi poświęca swój czas, żeby pomagać, zrobić coś dobrego. Ale nie możemy na to patrzeć, bo chcemy dalej wykonywać pracę tak dobrze, jak do tej pory

- mówi z kolei dr Hampel.