548 zgonw z powodu COVID-19. Dr Grzesiowski: Pod koniec listopada bdzie ich jeszcze wicej

- Nawet jeli do wit spadnie nam liczba zachorowa, to bdzie to tylko efekt ucieczki przed wirusem, a nie jego zniszczenie. To tak, jakby terrorysta biega po miecie, a my - schowani w domach - czulibymy si bezpiecznie. Jeli zignorujemy obostrzenia i zasady sanitarne, to wirus dalej bdzie robi swoje - mwi w rozmowie z Gazeta.pl dr Pawe Grzesiowski, pediatra i immunolog.

W sobotę Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 25 571 przypadkach zakażenia koronawirusem oraz 548 zgonach. Dzienna liczba ofiar jest najwyższa od początku pandemii. Z doktorem Pawłem Grzesiowskim rozmawialiśmy o obecnej sytuacji pandemicznej w Polsce i wzrastającej liczbie zgonów na COVID-19.

Maria Lipińska, Gazeta.pl: Z czego wynika tak duża liczba zgonów?

Dr Paweł Grzesiowski: Aktualna liczba zgonów to jest pochodna zachorowań sprzed mniej więcej trzech tygodni. Musimy się spodziewać, że pod koniec listopada będzie ich jeszcze więcej, bo w ostatnich dniach października mieliśmy około 15 tys. zachorowań, a obecnie jest 24-28 tys. Taki jest charakter tej choroby, to nie jest łagodna grypa, jak jeszcze niedawno twierdzili niektórzy. Średni czas od rozpoznania choroby do śmierci wynosi około trzech tygodni. Kiedy jest 25 tysięcy zachorowań, to czeka nas około 1000 zgonów dziennie.

Polacy ciężej przechodzą COVID-19 niż podczas pierwszej fali pandemii?

Absolutnie nie. Bzdurą jest mówienie, że Polacy choruj na COVID-19 inaczej niż reszta świata. Dzięki lockdownowi nie mieliśmy tak naprawdę pierwszej fali w marcu i kwietniu, więc nie mieliśmy szansy dotknąć wysokiego poziomu umieralności, bo było mało zachorowań. Od końca września zachorowania rosną i automatycznie pojawia się coraz więcej zgonów.

Zobacz wideo Biejat o lockdownie: Podejrzewam, że to się wydarzy

Zbliża się okres świąteczny. Czy Mateusz Morawiecki słusznie twierdzi, że nie powinno się planować hucznych świąt w rodzinnym gronie?

Oczywiście, zgadzam się z tym stwierdzeniem. Wielkanoc również przeżyliśmy inaczej niż przed pandemią. Nawet jeśli do świąt spadnie nam liczba zachorowań przez wprowadzenie obostrzeń, to będzie to tylko efekt ucieczki przed wirusem, a nie jego zniszczenie. To tak jakby terrorysta biegał po mieście, a my - schowani w domach - czulibyśmy się bezpiecznie. Jeśli zignorujemy obostrzenia i zasady sanitarne, to wirus dalej będzie robił swoje. Tradycja świąt w Polsce to spotkania wielopokoleniowe i jeśli młodzi wyjadą do domów rodzinnych, spotkają się z rodzicami, dziadkami, to miesiąc później wielu z nich będzie walczyć o życie.

Koronawirus (zdjęcie ilustracyjne)Koronawirus w Polsce. Epidemiolożka: Ostatnie dane to "krzywa wyglądająca jak zęby piły"

Co możemy zrobić, żeby zapobiec nowym zakażeniom?

Wirus poluje na nasze błędy. Musimy nosić prawidłowo maseczki i wprowadzić dystans i dezynfekcję do naszej codzienności. Nawet spotkanie kilku młodych osób na kawie może skończyć się zakażeniami. Powinniśmy zmienić naszą mentalność. Jeśli przyjaciółka zaprasza nas na ciasto, to porozmawiajmy przez telefon albo na Skype. Niestety lockdownem nie ograniczymy zakażeń rodzinnych, które stanowią dużą część obecnych statystyk.

Koronawirus (zdjęcie ilustracyjne)Największa liczba zgonów od początku epidemii. Zmarło 548 osób

Moim zdaniem kluczowe jest, żeby nie puścić dzieci przedwcześnie do szk. Trzeba wprowadzać nauczanie hybrydowe. Musimy obniżać ryzyko i nie obciążać gospodarki. Kluczowe jest noszenie masek i dystans społeczny.

Co powiedziałby Pan osobom, które nie zakrywają maseczką nosa?

Nic innego poza tym, że robią sobie i innym krzywdę. Mogą same zachorować, ale też zakazić swoje otoczenie i mieć na sumieniu życie i zdrowie innych osób.