Koronawirus w Polsce. Prof. Matyja szczerze o ochronie zdrowia. "Załamał się nam system"

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej profesor Andrzej Matyja stwierdził, że "świata medycznego, w którym do tej pory funkcjonowaliśmy, już nie ma". Ekspert dodał, że w obecnej sytuacji epidemiologicznej pracownicy ochrony zdrowia "pracują ostatkami sił".

W poniedziałkowym raporcie Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 21 713 nowych przypadkach zakażenia koronawirusem. Względem niedzielnych statystyk jest to spadek o nieco ponad trzy tysiące pozytywnych wyników, jednak bardzo źle wygląda zestawienie tej liczby z przeprowadzonymi testami - 43,4 tys. testów i ok. 50 proc. pozytywnych.

KoronawirusKoronawirus. Ministerstwo chce rozszerzyć krąg lekarzy kierujących na badania

Prof. Matyja: Jest brak totalnie miejsc. Załamał się nam system

- Od kilku dni Polska znajduje się w czołówce krajów z najgorszymi wskaźnikami, jeśli chodzi o zachorowalność na COVID - zauważył prof. Andrzej Matyja, niedzielny gość TVN24. Wskazał, że zarówno w piątek, jak i sobotę nasz kraj znalazł się na piątym miejscu pod względem całkowitej liczby nowych potwierdzonych zakażeń.

Prof. Matyja przyznał, że "systemu chyba już nie ma", odnosząc się w ten sposób do funkcjonowania ochrony zdrowia. - Mam czasami takie wrażenie, że świata medycznego, w którym do tej pory funkcjonowaliśmy my, nasi pacjenci, po prostu już nie ma. Załamał się nam system. Inne są statystyki mówiące o wolnych łóżkach, o możliwościach szpitalnych, a rzeczywistość jest taka, że karetki jeżdżą, jest brak totalnie miejsc - ocenił.

W dalszej części wypowiedzi prezes Naczelnej Rady Lekarskiej przyznał, że obecnie obawa nie dotyczy tylko dostępnych łóżek, ale także samych lekarzy, którym "niebawem może zabraknąć sił". - A tutaj jeszcze ten brak miejsc i chaos organizacyjny, który wszędzie jest. Chyba nie tak trudno skoordynować i pokazać ratownikom medycznym, którzy wożą do nas naszych pacjentów, by wiedzieli wcześniej, gdzie mogą jechać, gdzie to wolne łóżko jeszcze jest - dodał.

Prezes NRL o testowaniu bezobjawowych pacjentów: Jaki to ma sens?

Od soboty w całej Polsce działalności nie mogą prowadzić teatry, kina czy muzea, zaś zaostrzone reguły wprowadzono w przypadku kościołów czy sklepów. Od poniedziałku z kolei uczniowie z klas I-III rozpoczęli naukę zdalną. - Stopniowe wprowadzanie różnego rodzaju restrykcji powinno mieć trochę inny charakter. Te restrykcje nie powinny być rozłożone w czasie. One są najbardziej kosztowne i one wydłużają walkę z pandemią - ocenił prof. Matyja.

Chcąc ograniczyć negatywne oddziaływanie epidemii, zdaniem profesora należy "przyspieszyć identyfikację i izolację pacjentów bezobjawowych". - My na razie testujemy tylko i wyłącznie objawowych. Jeżeli ja słyszę, że rządzący cieszą się, że w podkarpackim czy opolskim wykrywalność wirusa istnieje na poziomie powyżej 90 procent, to tylko świadczy o tym, że błędnie rozumujemy, że testujemy tych, którzy są objawowi, którzy powinni być leczeni - powiedział.

SzpitalKoronawirus w Polsce. 173 pacjentów zmarło na COVID-19 w ciągu 24 godzin

W uzupełnieniu wypowiedzi prof. Matyja przyznał, że "w ogóle nie testują pacjentów bezobjawowych, którzy są roznosicielami epidemii". - Jeżeli na wynik testu czeka się ponad 70 godzin czy czasami dłużej, to jaki to ma sens? Wynik testu powinien być natychmiast. Maksymalnie do 24 godzin, a nie 70 paru - zakończył profesor.

Zobacz wideo Morawiecki: Krok za tą granicą jest tylko narodowa kwarantanna, czyli całkowity lockdown
Więcej o: