Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Ministerstwo Zdrowia, zdecydowana większość pacjentów, którzy w ciągu ostatniej doby przegrali walkę z koronawirusem miała choroby współistniejące - takich przypadków było łącznie 298. Pozostałe 69 osób takich chorób nie miało. Czwartkowy bilans sprawia, że od początku epidemii w Polsce odnotowano 6 842 zgony.
Resort zdrowia podał również informację o liczbie nowych zakażeń, potwierdzonych w ciągu ostatnich 24 godzin. Pozytywny wyniki testów odnotowano u 27 143 osób, co łącznie daje liczbę 466 679 zakażeń od początku epidemii w Polsce.
Według ekspertów perspektywa najbliższych tygodni i miesięcy nie jest najlepsza. Wirusolog z Zakładu Wirusologii NIZP-PZH, prof. Włodzimierz Gut przyznał, że "jeśli nic się nie zmieni, to w okolicach świąt Bożego Narodzenia będziemy mieć od 30 do 70 tys. zakażeń dziennie. Jest też czarniejszy scenariusz, który zakłada nawet 100 tys. zakażeń na dobę".
Wprowadzone przez rząd w środę obostrzenia ograniczyły kolejne aspekty życia społecznego, w tym edukację, handel czy działalność instytucji kulturalnych. Zdaniem immunologa i eksperta w dziedzinie zdrowia publicznego dr Paweł Grzesiowskiego "decyzje te są bardziej chyba emocjonalne, niż racjonalnie oparte na danych epidemiologicznych".
Swój komentarz w sprawie aktualnych statystyk dotyczących zachorowań na COVID-19 wygłosił również rzecznik rządu Piotr Müller. Stwierdził on, że "gdyby rząd nie wprowadził kolejnych obostrzeń, do końca stycznia na koronawirusa mogłoby zachorować dodatkowych 600 tys. osób, a kilkadziesiąt tysięcy chorych na COVID-19 mogłoby umrzeć".