Czarnek: Pierwsi do szkół mają wracać maturzyści i inni uczniowie przed egzaminami

Kolejne setki tysięcy uczniów przeszło w tym tygodniu w tryb edukacji zdalnej i nie wiadomo, jak długo w nim pozostaną. Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek powiedział na konferencji, że w pierwszej kolejności będą wracać klasy mające w tym roku egzaminy. Podkreślał, że "polskie szkoły są bezpieczne".
Zobacz wideo Gowin szuka kompromisu ws. aborcji. „To w ogóle nie rozwiązuje problemu”

Uczniowie klas od 4 do 8 w szkole podstawowej od poniedziałku uczą się w trybie zdalnym. Ze względu na epidemię rząd wprowadził nowe zasady funkcjonowania szkół. Wg informacji MEiN zdalny tryb nauki dotyczy około 1,8 mln. uczniów szkół ponadpodstawowych i prawie 2 mln uczniów klas od 4 do 8. Młodsi uczniowie i przedszkolaki pozostają w trybie stacjonarnym. 

Zgodnie z rozporządzeniem nauka zdalna ma obowiązywać do 8 listopad - jednak najpewniej się to przedłuży i nie wiadomo, kiedy uczniowie będą mogli wrócić do szkół. 

- Będziemy dążyć do tego, by jak najszybciej powrócić do formy nauczania stacjonarnego we wszystkich możliwych szkołach i rocznikach - zapewnił na konferencji prasowej nowy minister Edukacji i Nauki  Przemysław Czarnek. Jednak - jak dodał - rząd będzie profetyzował część uczniów w kwestii powrotu do szkół.

Wg Czarnka "w pierwszej kolejności" do nauczania stacjonarnego mają wrócić ci uczniowie, którzy "najbardziej tego potrzebują", czyli tegoroczni maturzyści, uczniowie klas ósmych i szkół zawodowych, którzy mają przed sobą swoje egzaminy.

"Szkoły są bezpieczne"

Czarnek stwierdził, że "polskie szkoły są bezpieczne" w czasie epidemii". - W polskich szkołach potwierdzone przypadki zarażeń to tylko około 2 proc. z ogólnej liczby przypadków zarażeń, a więc absolutnie zdecydowana mniejszość - powiedział. 

Dodał, że "mobilność" związana edukacją to nie tylko samo przebywanie dzieci w szkołach, nauczycieli w pracy, pracowników administracji, ale "cały ruch, opieka na dziećmi, przejazdy rodziców, opiekunów".

Jednak nawet w samym rządzie są sprzeczne opinie co do tego, jak szkoły wpływają na rozwój epidemii. 

- Szkoły są bardzo ważnym elementem utrzymania ciągłości życia gospodarczego, ale one są rozsadnikiem epidemii. Dzieci przechodzą to bezobjawowo, przynoszą do domów. To nie jest tylko hipoteza. Wraz z pójściem do szkoły znacznie rośnie liczba interakcji społecznych - mówił niedawno minister zdrowia Adam Niedzielski. 

Więcej o: