Lekarz po dyżurze: Nie ma po co liczyć chorych, mamy ich na miejscu pod dostatkiem po jednym dniu

Ponownie napisał do nas Pan Maciej, który co tydzień przesyła nam relację z codziennej walki z koronawirusem na dyżurach. "Walczymy o zdrowie i życie pacjentów chorujących na 'zwykłe choroby' - one nie zniknęły, a pacjenci w obawie przed zarażeniem wirusem w szpitalach czekają z wezwaniem pomocy czasem do granic własnej wytrzymałości. Może dlatego pierwszy raz od dłuższego czasu były u nas aż 3 zgony w ciągu doby" - pisze lekarz po dyżurze w "strefie wojennej".

Lekarzu, pielęgniarko, ratowniku medyczny, diagnosto, pracowniku sanepidu, pracowniku ochrony zdrowia, farmaceuto - napisz do nas na adres: redakcjagazetapl@agora.pl. Pokaż nam, jak wygląda Wasza codzienna praca, podziel się z nami swoją perspektywą. Oddajemy Wam nasze łamy, bo to jest dziś nasza misja. Nie jesteśmy w stanie pojechać na front wojny z wirusem i relacjonować, jak wygląda walka z pandemią. Byłoby to nieodpowiedzialne i niebezpieczne. Wysyłajcie do nas nagrania, zdjęcia, informacje, raporty z codziennej walki z COVID-19. Tylko Wy możecie pokazać, jak podstępny jest koronawirus. Tylko Wy możecie nam wskazać, jak możemy Was teraz wesprzeć.

Pan Maciej co tydzień relacjonuje nam, jak przebiegło kolejne 7 dni jego pracy na pierwszej linii frontu w szpitalu. Tym razem opowiedział, o tym jak powstają oddziały "covidowe" i ile osób pracuje z pacjentami chorymi na COVID-19.

Dzisiaj, zupełnie jak równo tydzień temu, znowu jest niedziela. Na Warmii i Mazurach piękna jesienna pogoda, słońce ogrzewa żółto-pomarańczowo-czerwone liście. Idziemy z dzieciakami na spacer, to powinien być piękny rodzinny czas po wyczerpującym fizycznie i emocjonalnie tygodniu. Ale nie jest, bo z tyłu głowy zaczynający się za kilka godzin dyżur, który trzeba obstawić dodatkowo.

Lekarz w przerwie od pracy - dołączone do listuLekarz w przerwie od pracy - dołączone do listu Lekarz w przerwie od pracy - dołączone do listu - skrzynka red.

Według twitterowego konta Ministerstwa Zdrowia 340 nowych potwierdzonych zakażeń SARS-CoV-2 w regionie, kilka zgonów. Nasz oddział "covidowy" powstał zaledwie trzy dni temu, a już jest w 85 proc. pełen, zaliczył też pierwszy zgon, 3 respiratory w użyciu (i nie mówimy tu o najbardziej specjalistycznych miejscach anestezjologicznych). Nasz młody kolega dzielnie dawał sobie radę przez dwie z ostatnich trzech dób, mimo typowych kłopotów organizacyjnych w jednostce, którą tworzy się „z biegu i w biegu”. Humoru nie poprawia świetny „mem” z Jarosławem Kaczyńskim, który mówi do informatyka: „daj dziś trochę mniej, bo niedziela i trzeba iść do kościoła”. Wszystko zaczęło się w poniedziałek już na poważnie -od środy ma działać "covidowy".

Polska w budowie

Nikt nie pytał czemu i nie miał wątpliwości, bo każdy widział chyba po raz pierwszy w historii Szpitala kilka karetek stojących w kolejce do Izby Przyjęć. Ale kto, jak, ile i za ile - tego nie raczono oficjalnie ustalić i zaproponować.

We wtorek na dotychczasowym oddziale budowlany chaos – diagnozujemy i leczymy ludzi bez COVIDa, kilka naprawdę ciężkich „stanów” wymagających bardzo intensywnego nadzoru i terapii, żeby za kilka/kilkanaście godzin nie potrzebowały leczenia w OIT, który i tak jest pełen. Pan klei dodatkowe ściany tworzące śluzę, odgłosy budowlanki głośniejsze niż nasza praca. Jednorazowe fartuchy, maska FFP2, przyłbica, paczka rękawiczek i uciekam do poradni zrobić echa serca i utrzymać pacjentów w najlepszym możliwym zdrowiu bez konieczności leczenia szpitalnego.

Nie wiem, jak przetrwaliśmy kolejny dzień bez większej awantury, bo emocje były w zenicie. "Covidowy" ma działać, ale Wojewoda nikogo dotychczas nie skierował, cały szpital patrzy na "internę", ale ta ma roboty po sufit.

Brak rąk do pracy w "strefie wojennej"

W dodatku oprócz neurologii (w postaci szefa we własnej osobie) i dwóch lekarzy z interny nikt się nie zgłosił do pierwszej miesięcznej tury. Przenosiny pacjentów, przenosiny całego oddziału - zaplanowane poprawnie logistycznie z dużym wyprzedzeniem i trwające tydzień byłyby trudne i zawsze obarczone ryzykiem zdarzeń niepożądanych. Te trwały niecałe dwa dni. W czwartek wieczorem po całym dniu pracy w przeniesionej Klinice, a potem w przychodni (żadne tele[porady], ale oko w oko), musiałem jeszcze wstąpić do gabinetu na "nowy" "covidowy" - przerażający!! Jak strefa wojenna, której na szczęście nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Jak świdrujące pamięć obrazy ze świetnego filmu "12 małp" (też o wirusie).

Kilka postaci w kombinezonach majaczących w oddali w oparach środków do dezynfekcji za śluzą i hałdy sprzętu ochronnego przed nią - biorąc pod uwagę poranne zużycie pewnie starczy na 1-2 dni. Na Twitterze Ministerstwo Zdrowia rośnie liczba łóżek, respiratorów, ludzi w kwarantannie w zastraszającym tempie, a na horyzoncie nie widać nawet grzbietu przybierającej na sile fali. Dużo jest za to bałwanów.

Lekarz podczas pracy w przychodniLekarz podczas pracy w przychodni Dołączone do listu

"Walczymy o zdrowie i życie pacjentów"

O piątku nie wspomnę. COVIDowy psychoterror wszędzie dookoła. Nie ma po co sprawdzać, ilu [jest] chorych, mamy ich na miejscu pod dostatkiem po jednym dniu!! Pierwsze respiratory odpalone, koledzy uwijają się jak w ukropie - kto raz założył na siebie ten kombinezon, spoci się na samą myśl o nim. Rozparcelowaliśmy dyżury po koledze, który poszedł na "covidowy" - żona i dzieci się nie ucieszą. Walczymy o zdrowie i życie pacjentów chorujących na "zwykłe choroby" - one nie zniknęły, a pacjenci w obawie przed zarażeniem wirusem w szpitalach czekają z wezwaniem pomocy czasem do granic własnej wytrzymałości. Może dlatego, pierwszy raz od dłuższego czasu, były u nas aż trzy zgony w ciągu doby.

Poniedziałek musi zacząć się dużo lepiej. Przynajmniej nie będzie korków, w międzyczasie ogłoszono mały lockdown. Papier toaletowy podobno jeszcze jest na szczęście.

Zobacz wideo Jak wygląda codzienna praca medyków?