Ordynator w szpitalu zakaźnym: Już ćwiczymy wariant włoski. Czasami się odłączy pacjenta na dwie godziny

Wbrew temu, co pokazują statystyki, już teraz brakuje respiratorów dla pacjentów z COVID-19. Dr Grażyna Cholewińska-Szymańska, ordynator w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie powiedziała, że nowych pacjentów można podłączyć tylko, jeśli inna osoba będąca pod respiratorem zostanie wypisana do domu lub umrze. - Już ćwiczymy scenariusz włoski - stwierdziła.
Zobacz wideo Ćwierć miliona osób na kwarantannie. „Działa tu efekt mrożący. To czynnik negatywny dla konsumpcji”

Według danych Ministerstwa Zdrowia, na niedzielę zajęte jest blisko 63 proc. respiratorów i prawie 60 proc. łóżek, które rząd deklaruje jako dostępne dla chorych z koronawirusem. Jednak dane dla całego kraju nie pokazują realnej sytuacji w konkretnych szpitalach i regionach - w niektórych już od wielu dni nie ma wolnych miejsc. Mówiła o tym na antenie Radia ZET dr Grażyna Cholewińska-Szymańska, ordynator w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie.

Koronawirus w Polsce. Liczba nowych zakażeń blisko najwyższych poziomów

- Polska należy do krajów o bardzo intensywnej transmisji wirusa. Próbujemy na podstawie obecnych zaleceń (...) aby niektóre szpitale opróżniły część oddziałów i przygotowały je na przyjęcie pacjentów z COVID-19. Po dwóch tygodniach okazało się, że ten system nie działa. Nie ma gdzie natychmiast tych pacjentów poprzenosić - stwierdziła. 

- My nie możemy uwierzyć, skąd te liczby się biorą - powiedziała zapytana o ponad tysiąc respiratorów i 13,5 tys. łóżek dostępnych dla pacjentów z COVID, jakie deklaruje rząd. Jej zdaniem te miejsca wcale "nie zostały uruchomione". - Wyciągnęliśmy stare butle tlenowe nieużywane od 20 lat. Do jednego reduktora tlenowego w ścianie podłączamy trzy kable, ale instalacja powoli wysiada. Zaopatrzenie szpitala w tlen nie nadąża - opisała.

Teraz nikt nam braw nie bije. A lekceważący ton polityków niestety przynosi złe skutki. Czujemy się dotknięci, a potrzebujemy wsparcia

- powiedziała i dodała, że niektórzy pracownicy ochrony zdrowia mogą nie wytrzymać sytuacji. 

"Już ćwiczymy wariant włoski"

Wyjaśniła, że jednym z podstaw leczenia COVID-19 jest podawanie tlenu, co wymaga nie tylko dostępnych łóżek, ale też odpowiedniego sprzętu, instalacji i personelu do ich obsługi. 

Wojewódzka konsultant chorób zakaźnych powiedziała, że "już ćwiczymy" wariant włoski - czyli wybieranie, kogo połączyć do respiratora, a kogo nie - i już teraz "w każdym szpitalu przeznaczonym dla chorych z COVID wszystkie respiratory są zajęte". - Praktycznie możliwość umieszczenia pacjenta jest tylko, jeśli kogoś uda się wypisać do domu, albo - przykro o tym mówić - jak ktoś umrze, to się zwalnia respirator - powiedziała. 

- Robimy różne sztuki. Czasami się odłączy pacjenta na dwie godziny, przesunie go w inne miejsce, a na to miejsce postawi się łóżko z pacjentem, który wymaga tlenoterapii. To jest metoda janosikowa "jednemu zabiorę, drugiemu dam", ale to nie jest dobra metoda, bo odpowiadam za obu pacjentów - mówiła dr Grażyna Cholewińska-Szymańska. Podkreśliła, że odbywa się to w sytuacjach, gdy wiadomo, że można pozwolić na krótkie odłączenie pacjenta. 

Szpitale polowe to "ostateczność"

Lekarka skomentowała też pomysły tworzenia szpitali polowych np. w halach targowych. - Jesteśmy w stanie pseudo-wojennym. Wiadomo, że na wojnie buduje się tego typu szpitale i tam robi się, co można. Ale tam nie da się robić poprawnego postępowania medycznego. To już jest ostateczność, jak już naprawdę nie będziemy mieć nic, to wtedy będziemy kłaść ludzi pokotem w tych halach, czy namiotach - powiedziała.

- Ale potrzebny jest tlen, potrzebny jest respirator i anestezjolog do obsługi tego respiratora, pielęgniarki, asystenci medyczni. Skąd ich wziąć? Jaki jest pomysł? - pytała. Jej zdaniem w Warszawie trzeba otworzyć jeden duży szpital jednoimienny dla chorych z COVID-19. Potrzebne jest dodatkowe 300 łóżek i 60 respiratorów. To "może" starczyć przy obecnym przyroście zachorowań na poziomie 8-9 tys. dziennie - oceniła.