Ekspert o rekordzie zakażeń koronawirusem w Polsce: Nie można mówić o żadnym końcu pierwszej fali

- Poza nami większość innych krajów testuje szerokie rzesze ludności i potencjalne ogniska epidemiczne. U nas odsetek przebadanego społeczeństwa nigdy nie przekroczył sześciu procent. To dramatycznie niski wynik - mówi w rozmowie z Gazeta.pl wirusolog dr hab. Tomasz Dzieciątkowski. W sobotę resort zdrowia poinformował o rekordowej liczbie 1002 nowych zakażeniach koronawirusem. Tak wysoki wzrost nastąpił już po tym, jak w życie weszła nowa, "skromniejsza" strategia wykonywania testów. Zdaniem eksperta, realnie liczba nowych zachorowań może być kilkukrotnie większa.

W sobotę Ministerstwo Zdrowia zaraportowało o 1002 nowych zakażeniach koronawirusem. To największy dobowy wzrost od początku epidemii w Polsce. Poprzedni rekord padł 21 sierpnia, gdy poinformowano o 903 zakażeniach. 

Koronawirus w Polsce. Przy mniejszej liczbie testów padł nowy rekord zachorowań

Największą dotąd liczbę nowych zakażeń odnotowano już kilkanaście dni po tym, jak resort zdrowia wprowadził nowy, bardziej punktowy, model testowania. W rezultacie, w ostatnim czasie liczba testów spadła - są one bowiem wykonywane przede wszystkim w przypadku osób, które wykazują objawy zakażenia. Osoby bezobjawowe są testowane tylko w czterech przypadków - przed pobytem w sanatorium, przy skierowaniu do zakładu opiekuńczo-leczniczego albo hospicjum oraz przy umieszczeniu decyzją administracyjną w domu pomocy społecznej. Po 10 dniach izolacji testu nie muszą przechodzić też osoby, u których nie wystąpiły objawy COVID-19. 

Na początku września dobowa liczba wykonywanych testów oscylowała wokół 25-30 tys. Dla porównania, w ciągu ostatnich trzech dni, było już ich średnio 21 tys. Od końca sierpnia do połowy września liczba wykonywanych testów spadła o 25 proc.

Jak informowaliśmy w artykule z 17 września, w Polsce dziennie wykonywane jest około 0,5 testu na tysiąc mieszkańców. Pod tym względem znajdujemy się - niemal na równi z ostatnią Bułgarią - w ogonie krajów unijnych. Większość państw wspólnoty wykonuje po 1-2 testy dziennie w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców, czyli relatywnie bada o 100-300 proc. częściej niż Polska.

Więcej na ten temat: Polska robi coraz mniej testów na koronawirusa. Niemal najniższy odsetek w Unii 

Ekspert: Poza nami większość innych krajów testuje szerokie rzesze ludności

W kontekście ostatniego rekordu zachorowań, o ocenę nowej, "skromniejszej" polityki testowania zapytaliśmy dr. hab. Tomasza Dzeciątkowskiego, wirusologa, adiunkta w Katedrze i Zakładzie Mikrobiologii Lekarskiej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz asystenta w Zakładzie Mikrobiologii UCK w Warszawie.

- Problemem nie jest tu tylko obecny spadek liczby wykonywanych testów, lecz także przesunięcie akcentu na testowanie jedynie konkretnych grup. Zgodnie z nowymi wytycznymi ministra zdrowia testowane mają być przede wszystkim osoby z objawami COVID-19. Można się zgodzić, że dzięki temu system opieki zdrowotnej będzie otrzymywać informacje na temat jego obciążenia pacjentami chorymi na COVID-19 - powiedział ekspert. - Wbrew temu, co mówi minister zdrowia, taka polityka testowania nie daje pełnego oglądu w kwestii tego, jaki jest odsetek wszystkich zakażonych osób w populacji. System nastawiony na testowanie pacjentów objawowych, nie będzie wychwytywał tych, którzy są zakażeni SARS-CoV-2 skąpoobjawowo albo bezobjawowo.

- Poza nami większość innych krajów testuje szerokie rzesze ludności i potencjalne ogniska epidemiczne. U nas odsetek przebadanego społeczeństwa nigdy nie przekroczył sześciu procent. To dramatycznie niski wynik. Należy więc domniemywać, że skoro dziś przekroczyliśmy Rubikon tysiąca zakażeń na dobę, to realna liczba zakażonych dobowo może wynosić nawet cztery, pięć tysięcy - ocenił ekspert.

Które grupy należałoby więc badać częściej? - Personel opieki medycznej, nauczycieli i oraz duże zakłady pracy. Wszędzie tam, gdzie występuje możliwość kontaktu z dużą i nieznaną pod względem zdrowotnym liczbą osób - mówi Dzieciątkowski. 

Zdaniem eksperta nowy rekord zachorowań nie może świadczyć o tym, że epidemia koronawirusa w Polsce wchodzi w ewentualną drugą falę. - Nie zaobserwowaliśmy bowiem żadnego znaczącego spadku liczby zakażeń. Zawsze było ich kilkaset. Fluktuacje były różne - od 300 do 900 zachorowań dobowo. Nie można więc powiedzieć, że mamy w Polsce drugą falę infekcji koronawirusem. Możemy natomiast stwierdzić, że do tej pory, co najwyżej, wskaźnik dobowy zakażeń był sztucznie spłaszczany na skutek takiego, a nie innego systemu testowania - podkreślił prof. Dzieciątkowski. 

- Granica tysiąca zakażeń została przekroczona i niestety należy spodziewać się kolejnych wzrostów. Jak dużych? Nie mogę powiedzieć. Pamiętajmy jednak, że wchodzimy w sezon jesienno-zimowy, czyli okres obniżonej odporności organizmu, gdy jesteśmy bardziej narażeni na zakażenia. Nie tylko zresztą koronawirusem, lecz także wirusami grypy czy chociażby metapneumowirusami lub "zwykłą" anginą paciorkowcową - przypomniał wirusolog.