Lekarze rodzinni będą diagnozować koronawirusa? B. wiceminister: Tak było we Włoszech na początku epidemii

Lekarze rodzinni są pełni niepokoju w związku z nową strategią walki z koronawirusem, którą przedstawiło Ministerstwo Zdrowia. - Przerzucenie na lekarzy rodzinnych odpowiedzialności za wykrywanie koronawirusa już miało miejsce na początku epidemii - we Włoszech, w Lombardiii. Zmarło tam ok. 150 lekarzy rodzinnych - komentuje w Gazeta.pl lekarz rodzinny i b. wiceminister zdrowia Marek Twardowski.

W czwartek Ministerstwo Zdrowia przedstawiło strategię walki z epidemią koronawirusa na spodziewaną jesienią jej drugą falę. Szef resortu, Adam Niedzielski nazwał zastosowane w strategii podejście "elastycznym zarządzaniem ryzykiem". Polega ono na podejmowaniu decyzji sanitarno-epidemiologicznych na podstawie analizy zysków i strat. Jak tłumaczył minister, zgodnie z nową strategią należy podejmować decyzje ważące z jednej strony ryzyko, ale z drugiej też inne koszty czy zyski, które pojawiają się bądź to w gospodarce, bądź dotyczą życia społecznego.

Adam Niedzielski ogłosił nową strategią walki z koronawirusem

Zmiany będą dotyczyły organizacji szpitalnego leczenia COVID-u oraz systemu przyjmowania zgłoszeń przez Państwową Inspekcję Sanitarną. Zwiększyć ma się także dostępność do mobilnych punktów wykonywania testów na obecność koronawirusa.

Adam Niedzielski zapowiedział także zmianę w podejściu do wykonywania testów. W nowej strategii testowanie będzie skoncentrowane na pacjentach mających objawy. Do systemu diagnostyki testowej zostaną też włączeni lekarze Podstawowej Opieki Zdrowotnej, którzy po teleporadzie będą mogli skierować pacjenta na wymaz. Minister uspokajał, że nowa strategia nie nakłada na lekarzy medycyny rodzinnej odpowiedzialności za leczenie COVID-u. - Mamy tylko precyzyjne zdefiniowanie, jak pacjent powinien poruszać się i jak lekarz rodzinny powinien pomagać mu realizacji tej ścieżki - wyjaśnił szef resortu zdrowia.

Wiceminister Waldemar Kraska poinformował, że w ramach zmian w zakresie zarządzania, inaczej będzie wyglądała organizacja szpitalnego leczenia pacjentów zakażonych koronawirusem. Ministerstwo Zdrowia przygotowało jego nowy model. Jak wyjaśnił wiceszef resortu wcześniej główną jednostką, która zajmowała się pacjentami z koronawirusem były szpitale jednoimienne. Teraz wprowadzony zostanie model trójstopniowy. Pacjenci chorzy na COVID-19 mający choroby współistniejące będą trafiali do szpitali wielospecjalistycznych.

Do zmian krytycznie podchodzi część środowiska lekarskiego, zwłaszcza lekarze rodzinni, na których barkach będzie spoczywało diagnozowanie koronawirusa. 

Twardowski: Dostanę nowe uprawnienia bez robienia specjalizacji

Zagorzałym krytykiem zapowiedzianej przez Niedzielskiego strategii jest Marek Twardowski, były wiceminister zdrowia, lekarz i wiceprezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie i prezes Lubuskiego Porozumienia Zielonogórskiego. - Powiem na swoim przykładzie, ale to się odnosi do wszystkich lekarzy rodzinnych: nie spodziewałem się, że po ponad 40 latach pracy jako lekarz - specjalista chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej - dostanę nowe uprawnienia, bez zrobienia specjalizacji z chorób zakaźnych. Może to zaszczyt, na który zasłużyłem, ale nie zasłużyli wszyscy lekarze POZ w Polsce - ironizuje w rozmowie z Gazeta.pl Twardowski. Lekarz podkreśla, że "na razie informacje, które przedstawił minister zdrowia, są informacjami medialnymi".

Zobacz wideo Nauka o klimacie w szkole? "Nawiązaliśmy współpracę z MEN"

- Absolutnie niedopuszczalnym jest, aby wszelkie obowiązki związane z wykrywaniem COVID-19 zostały zdjęte z sanepidu, w którym jest ok. 17 tys. pracowników, którzy do tej pory nie zajmowali się niczym innym, tylko epidemią - mówi lekarz i były wiceminister zdrowia. - Po drugie, zdjęto całkowity obowiązek wykrywania koronawirusa w oddziałach zakaźnych i szpitali jednoimiennych, które mają się teraz inaczej nazywać. Rozumiem, że w tej chwili ani do izby przyjęć szpitala zakaźnego, ani do izby przyjęć szpitala jednoimiennego nie może trafić żaden pacjent, zaniepokojony ewidentnymi objawami COVID-19, bo zostanie stamtąd odesłany do lekarza POZ - mówi Twardowski.

W myśl tego, co minister powiedział, po teleporadzie przykładowy Jan Kowalski, jeśli objawy nie ustąpią po trzech-pięciu dniach, powinien ponownie zadzwonić do swojego lekarza rodzinnego i przekazać: "Nie przeszło mi, domagam się wizyty w przychodni". Zostanie wtedy przyjęty w gabinecie w przychodni POZ, do której to przychodni zgłaszają się pacjenci celem leczenia choroby wieńcowej, nadciśnieniowej, wrzodowej, żylaków odbytu lub kończyn dolnych, nadczynności tarczycy lub cukrzycy i wielu innych schorzeń. To pacjenci, których odporność jest osłabiona chorobami, nie wspominając o tym, że gros naszych pacjentów to seniorzy

- dodaje.

"We Włoszech zmarło 150 lekarzy rodzinnych"

Nasz rozmówca zwraca uwagę na bezpieczeństwo personelu. - Jeśli chory na COVID-19 pacjent spotka się po drodze z sekretarką medyczną, pielęgniarką, położną - to będziemy nadal pracować, czy po kontakcie z zakażonym trafimy na 10-dniową kwarantannę, ale bez testu, bo pan minister nam testów nie zrobi - ocenia nasz rozmówca. - Nie posiadamy kombinezonów ochronnych, tzw. strojów kosmonauty. Nikt nas w to nie zaopatrzył i niemożliwe jest, żeby lekarz, przyjmujący kilkudziesięciu pacjentów dziennie, siedział w takim kombinezonie, bo zwariuje, nie wytrzyma, albo umrze. Takie przypadki już były na świecie. Przypomnę, że przerzucenie na lekarzy rodzinnych odpowiedzialności za wykrywanie koronawirusa już miało miejsce na początku epidemii - we Włoszech, w Lombardii. Z ostatnich informacji podanych przez Włochów wynika, że zmarło ok.150 lekarzy rodzinnych, w większości po 60. roku życia - podkreśla.

O zespole Kraski: Nie wiedzą, jak wyglądają przychodnie

Były wiceminister zdrowia wskazuje, że w ogłoszonej strategii jest mnóstwo niewiadomych. - Załóżmy, że po wywiadzie lekarz będzie podejrzewał COVID-19 u pacjenta w gabinecie. Co ma zrobić? Moja odpowiedź, jako tego niedoskonałego lekarza, jest następująca: nie wiem. Nie wiem, czy pacjent ma nadal siedzieć w gabinecie i czekać, nie wiem, czy ktoś mu pobierze wymaz w przychodni, nie wiem, czy ma siąść w izolatce, której żadna praktyka lekarza rodzinnego nie posiada! Nie wiem też, w jaki sposób profesor Andrzej Horban umie osłuchać i stwierdzić COVID, bo ja nie umiem, nie umieją lekarze rodzinni w Polsce ani na świecie. Nie wiem, czy pacjent ma się udać do domu i czekać na wymaz, a jeśli tak, to jakim środkiem lokomocji? - zastanawia się.

Na koniec Twardowski podkreśla:

Minister Szumowski powołał zespół pod kierownictwem ministra Kraski, w którym to zespole pracowali eksperci, którzy poza jedną osobą - konsultantką krajową z zakresu medycyny rodzinnej Agnieszką Mastalerz-Migas - ani jednego dnia nie przepracowali w POZ. Nie wiedzą, jak wyglądają przychodnie, nie widzą, jak na co dzień przychodzą do nas pacjenci, nie widzą, ile mamy pracy. Wielu lekarzy zadaje pytanie: po co się kształciliśmy, po co się specjalizowaliśmy – skoro mamy wykonywać głównie prace za urzędników oraz sprawozdawać, sprawozdawać i sprawozdawać. Takie życie lekarzy POZ jest powodem tego, że wielu młodych lekarzy absolutnie nie chce podejmować pracy w POZ, a jeśli już – to za granicą. Wielu emerytów, jeśli minister Niedzielski nie zmieni swojego zdania twierdzi, że odejdą z pracy.
Więcej o: