Sondaż. Ponad 47 proc. badanych chce powrotu dzieci do szkół. Rządzący wstrzymują się z decyzją

47,3 proc. badanych chce, by od 1 września uczniowie powrócili do szkół. 30,2 proc. jest przeciwnego zdania - wynika z sondażu SW Research dla "Rzeczpospolitej". Badanie przeprowadzono jeszcze przed rekordowymi wzrostami liczby zakażonych wirusem SARS-CoV-2. Choć rządzący skłaniają ię ku wznowieniu nauki stacjonarnej, to niewykluczone, że decyzje w tej sprawie będą podejmowali dyrektorzy konkretnych placówek.

W sondażu przeprowadzonym przez agencję badań SW Research dla "Rzeczpospolitej" 47,3 proc. respondentów opowiedziało się za tym, by od września dzieci powróciły do szkół. 30,5 proc. ankietowanych chce natomiast kontynuowania wprowadzonego w marcu zdalnego trybu nauczania. 22,1 proc. pytanych nie ma w tej sprawie zdania. 

- Za powrotem uczniów do szkół są częściej osoby pomiędzy 25. a 34. rokiem życia (54 proc.), badani z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym (52 proc.), zarabiający od 1001-2000 zł (54 proc.) oraz mieszkańcy w miast od 200 do 499 tys. mieszkańców (56 proc.) - powiedziała w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Wiktoria Maruszczak, Senior Project Manager w SW Research. 

Co istotne, sondaż przeprowadzono na grupie 800 pełnoletnich internautów 28 i 29 lipca, czyli jeszcze przed rekordowymi wzrostami liczby zakażeń wirusem SARS-CoV-2. W czwartek 30 lipca odnotowano 615 nowych zachorowań, wtedy było to najwięcej od początku epidemii w Polsce. Dzień później rekord został pobity - Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 657 przypadkach. W sobotę było ich 658 (i jest to aktualny rekord), a w niedzielę 2 sierpnia - 548. 

42 proc. badanych chce powrotu dzieci do szkół. Rządzący nie złożyli jeszcze jednoznacznej deklaracji

Tak znaczący przyrost zachorowań (ponad 500 przypadków dziennie potwierdzanych jest już od 28 lipca) coraz bardziej stawia pod znakiem zapytania to, że 1 września wszyscy uczniowie rzeczywiście powrócą do szkolnych ław. Zwłaszcza, że rządzący wydają się coraz mniej pewni takiego scenariusza. Wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński stwierdził niedawno w Polskim Radiu Wrocław, że podjęto już decyzję o wznowieniu nauki stacjonarnej "tam, gdzie będzie do możliwe". Dodał jednak, że "indywidualne decyzje będą zapadały na poziomie dyrektorów konkretnych placówek, ponieważ to oni najlepiej, w porozumieniu z Powiatowymi Inspektoratami Sanitarnymi, znają sytuację epidemiologiczną w okolicy i samej placówce".

Zobacz wideo Szkoły nie są gotowe na drugą falę pandemii. Krytyczna ocena nauczycieli

Z kolei inny wiceszef resortu zdrowia, Waldemar Kraska, a także Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas, jeszcze przed rekordowymi wzrostami zachorowań zapowiedzieli, że wytycznych w sprawie tego, jak ma wyglądać nauczanie w nowym roku szkolnym, należy się spodziewać po 15 sierpnia. 

O powrót uczniów do szkół pytany był w Polskim Radiu 24 Jan Bodnar, rzecznik GIS-u. - Nie tylko ogólne obostrzenia związane z epidemią, ale też nauczanie zdalne może być wprowadzane w konkretnych regionach Polski z dużym poziomem zapadalności na COVID-19 - stwierdził w niedzielę Bodnar.

>>>Rzecznik GIS: Ewentualne restrykcje będą miały charakter regionalny, także dla szkół

Im bliżej 1 września, tym większa niepewność pojawia się nie tylko wśród uczniów, ale i dyrektorów placówek. - Trudno mi w obecnej sytuacji powiedzieć: "tak, jestem gotowa na wrzesień". Do tej pory przekazy płynące z ław rządowych były różne. Jestem urzędnikiem, muszę się stosować do przepisów prawa, które, mam nadzieję, zostaną jasno określone. Nie wiem, co ostatecznie powie minister edukacji, co powie główny inspektor, co powie premier. Jeśli powrót uczniów do szkół zostanie prawnie usankcjonowany, wszyscy staniemy na głowie, żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo - powiedziała w rozmowie Gazeta.pl Dorota Grześkowiak, dyrektorka Szkoły Podstawowej im. Marii Konopnickiej w Ostrowie Wielkopolskim.

>>>MEN chce, by uczniowie od września wrócili do szkół. Dyrektorka: Nie wiem, czy to będzie możliwe

Więcej o: