Szumowski o lokalnych obostrzeniach i "rejestracji wesel, aby łatwiej móc je skontrolować"

Rząd rozważa ograniczenie liczby gości na weselach czy "rejestracji wesel, aby łatwiej móc je skontrolować" w konkretnych powiatach. Minister Łukasz Szumowski powiedział, że obecna rekordowa liczba przypadków nie jest powodem do niepokoju, ale trzeba lepiej egzekwować zasady i wprowadzać lokalne obostrzenia.

W ciągu ostatniej doby stwierdzono 658 przypadków zakażenia oraz pięć zgonów spowodowanych COVID-19. To najwyższy dobowy wzrost zakażeń od początku wybuchu pandemii. To także kolejny dzień z rzędu z dobowym rekordem zachorowań.

W związku z tym pojawia się coraz więcej spekulacji dot. ewentualnego ponownego lockdownu. Rzecznik rządu na konferencji prasowej poinformował, że możliwe przywrócenie ewentualnych obostrzeń będzie miało charakter lokalny i obejmie gminy lub powiaty.

O takiej wizji działań mówił też minister zdrowia Łukasz Szumowski powiedział w rozmowie z RMF FM. - Jeżeli 60 procent chorych jest z dwudziestu kilku powiatów, być może tam trzeba te rygory - choćby wesel czy maseczek - dać ostrzejsze, a gdzie indziej może nie trzeba takich wymogów dawać - powiedział. Dodał, że ważna jest też edukacja i lepsze egzekwowanie istniejących przepisów ws. maseczek. 

Minister sprzeciwił się pomysłom karania sklepów czy organizatorów imprez, gdzie doszło do zakażeń. - Czasami nie jest winny organizator, jeżeli działał zgodnie z planem, jeżeli było nie więcej niż 150 osób, to trudno karać kogoś za takie działanie - stwierdził. Jednak powiedział, że rozważane jest wprowadzenie na obszarach z większą liczbą zakażeń ograniczeń jak mniejsza liczba gości na weselach czy "rejestracji wesel, aby łatwiej móc je skontrolować". 

"Gdybyśmy przebadali tych sześć ognisk naraz, to mielibyśmy pięć tys. przypadków"

Szumowski przekonywał - jak robi to samo ministerstwo od wielu tygodniu - że wzrost zakażeń jest związany z pojawieniem się ognisk wirusa w kopalniach czy zakładach pracy. - Gdybyśmy przebadali tych sześć ognisk naraz, to mielibyśmy trzy-pięć tysięcy przypadków w ciągu jednej doby, co nie oznaczałoby niczego innego niż te ponad 600 z ostatniej doby - stwierdzi i powiedział, że powodem do niepokoju jest "nie sama liczba", a ewentualny wykładniczy wzrost zachorowań. - Jakbyśmy dzisiaj mieli 600, jutro 800, pojutrze tysiąc, a za tydzień dwa tysiące czy dwa i pół tysiąca, to byłby powód do dużego niepokoju stwierdził. 

- Taki wzrost wykładniczy udaje się zatrzymać tylko dzięki bardzo ostrym działaniom. Jeśli to jest wzrost w ogniskach, możemy te ogniska bardzo szybko przebadać, odizolować chorych od zdrowych - zapewnił. Powiedział, że w związku z badaniem osób z ognisk w kopalniach i zakładach pracy będziemy mieli w najbliższych daniach 500-600 zakażeń dziennie, ale to "m.in, efekt testów przesiewowych". 

Więcej o: