Chińska wirusolog oskarża władze Chin. Jej uniwersytet odrzuca doniesienia. "Bez podstaw naukowych"

Chińska wirusolog Li-Meng Yan, która obecnie przebywa w Stanach Zjednoczonych, oskarżyła władze Chin o rozpowszechnianie fałszywych informacji na temat pochodzenia koronawirusa. Senscyjnym w tonie doniesieniom Chinki zaprzeczyła Światowa Organizacja Zdrowia, także uniwersytet, na którym kiedyś pracowała kobieta, odrzucił jej doniesienia podkreślając, że nie mają one podstaw naukowych.

Chińska wirusolog Li-Meng Yan, która do kwietnia pracowała w laboratorium w Hongkongu i wchodziła w skład chińskiego zespołu zbierającego informacje o koronawirusie, udzieliła wywiadu hiszpańskiemu dziennikowi "El Mundo". Oskarża w nim władze Chin o podawanie fałszywych informacji na temat pochodzenia koronawirusa. 

Chińska wirusolog oskarża Pekin o przekazywanie fałszywych informacji. "Koronawirus to sztuczny twór"

Jej zdaniem tamtejsze władze bardzo wcześnie "rozszyfrowały" SARS-CoV-2, gdy liczba zakażonych w kraju nie przekraczała 40 osób. Jak wskazuje, zamiast jednak poinformować o tym służby medyczne, pod koniec 2019 roku Pekin miał ukryć prawdę i wymyślić mit na temat targu mięsnego w mieście Wuhan, który wskazano jako pierwotne źródło zakażenia. Wcześniej - informuje chińska badaczka - w ogóle nie przekazano informacji, że wirus może przenosić się z człowieka na człowieka.

Zobacz wideo Chiny vs koronawirus. Czy to już koniec epidemii?

Chińska wirusolog oskarża Pekin o przekazywanie fałszywych informacji. "Koronawirus to sztuczny twór"

Li-Meng Yan powołuje się na informacje pochodzące z jej "sieci kontaktów naukowych z badaczami z Chin kontynentalnych", które stoją w sprzeczności z pierwszymi informacjami podawanymi przez Chiny i przez WHO. Jak dodaje, o tym, że koronawirus istnieje, dowiedziała się w grudniu 2019 roku od doktora Lee Poona współpracującego z WHO (Światowa Organizacja Zdrowia). Twierdzi, że poproszono ją wówczas, by milczała. W rozmowie z hiszpańskim dziennikiem wskazuje: - Rząd celowo ukrywał informacje o wirusie. Zespołom medycznym nie przekazano początkowo, że on przenosi się z człowieka na człowieka. Ratownicy nie byli na to przygotowani - twierdzi badaczka.

WHO dementuje, uniwersytet odrzuca

Jej zdaniem początkowo chińskie władze celowo badały jedynie osoby robiące zakupy na targu w Wuhan, by stworzyć wrażenie, że to stamtąd pochodzi wirus. We wcześniej przeprowadzonej podobnej rozmowie z "Fox News" dodawała, że obecnie znajduje się w USA. - Muszę się ukrywać, bo wiem, jak Chiny traktują demaskatorów, a chcę powiedzieć wszystko, co wiem o pochodzeniu koronawirusa - wskazywała.

Yan przekazała, że pracuje nad "raportem opartym na solidnych dowodach medycznych, które dostarczą prawdy o wirusie i jego pochodzeniu".

WHO odniosła się do sprawy i stanowczo zaprzeczyła doniesieniom na temat ukrywania pochodzenia wirusa. Organizacja poinformowała też, że w jej aktach nie ma informacji na temat lekarza o nazwisku Lee Poon, z którym miała rozmawiać Yan na temat koronawirusa w grudniu 2019 roku - podaje Fox News, powołując się na słowa rzeczniczki WHO, Margaret Ann Harris. Jak dodała rzeczniczka, inny badacz - profesor Malik Peiris, który również - zdaniem Yan - miał wiedzieć o wybuchu epidemii wcześniej, "nie jest członkiem personelu WHO" i nie pracuje bezpośrednio dla organizacji.

Także uniwersytet w Hongkongu (HKU), na którym wcześniej pracowała kobieta, zupełnie odrzucił jej doniesienia. W oświadczeniu, które zostało opublikowane po wywiadzie dla FOX News, uniwersytet przyznaje, że Li-Meng Yan była stypendystką studiów postdoktoranckich, ale odeszła z uczelni. HKU podkreśla, że wyrażane przez panią doktor poglądy nie są stanowiskiem uczelni. 

Uniwersytet zauważa też, a raczej przede wszystkim, że to, co pojawiło się w rozmowie z panią doktor, nie zgadza się z kluczowymi faktami. "W szczególności, dr Yan nigdy nie przeprowadziła żadnych badań nad przenoszeniem się nowego koronawirusa z człowieka na człowieka w HKU w grudniu 2019 i styczniu 2020 roku, co jest jej głównym stwierdzeniem we wspomnianym wywiadzie" - czytamy w oświadczeniu. "Ponadto zauważamy, że to, co mogła podkreślać w wywiadzie, nie ma podstaw naukowych, a przypomina pogłoski" - podsumowuje uczelnia dodając na koniec, że jako nie zajmuje się pogłoskami, nie będzie tej sprawy więcej komentować. 

W maju Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone przestaną być członkiem Światowej Organizacji Zdrowia. Formalnie do zakończenia współpracy doszło 7 lipca. USA były jak dotąd największymi płatnikami spośród 194 państw członkowskich WHO. Trump oskarżył Chiny i WHO o zmowę, oskarżył też chiński rząd o zatajanie informacji na temat realnych rozmiarów epidemii.

Więcej o: