"Pierwszy pacjent z COVID-19" w Korei Płn. może wcale nie mieć koronawirusa - uważa Seul

Władze Korei Południowej uważają, że mężczyzna mający być pierwszym oficjalnym pacjentem z COVID-19 w Korei Północnej wcale nie jest zakażony. Fałszywe informace o wirusie przywiezionym z południa wirusie mogą służyć zrzuceniu winy za ewentualny rozwój epidemii i związany z nim kryzys na sąsiada.
Zobacz wideo Korea Północna nadal posiada co najmniej 13 baz nuklearnych

Korea Północna, która rzekomo pozostawała jednym z ostatnich państw na świecie oficjalnie wolnych od koronawirusa, poinformowała, że ma przypadek COVID-19. W związku z tym zamknięto leżące na południowej granicy miasto Kaesong. Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un zwołał w trybie pilnym posiedzenie biura politycznego. 

Władze twierdzą, że zakażonym jest mężczyzna, który trzy lata temu uciekł do Korei Południowej, a teraz wrócił do kraju. Miał on z nieznanych powodów przedostać się nielegalnie przez granicę, m.in. przepływając wpław ponad kilometr z położonej u wybrzeża wyspy. 

Jednak władze Korei Południowej uważają, że 24-letni mężczyzna, który wg północnokoreańskich mediów "ma mieć objawy sugerujące zakażenie" wcale nie ma koronawirusa - podaje BBC. Urzędnicy z Seulu zapewniają, że wg ich informacji mężczyzna nie był zarejestrowany ani jako pacjent z COVID-19, ani jako mogący mieć kontakt z kimś zakażonym. Drobiazgowe śledzenie kontaktów osób z koronawirusem jest w Korei kluczowym narzędziem pozwalającym utrzymywać epidemię pod kontrolą. Ponadto służby wykonały testy u dwóch osób, które miały bliski kontakt z 24-latkiem i u obu wynik był negatywny. 

Co kryje się za tajemniczym "pacjentem zero"?

Brak oficjalnie potwierdzonych przez władze przypadków koronawirusa w Korei Północnej - która graniczy z Chinami - od dawna budził wątpliwości. Tym bardziej że Korea Południowa była jednym z pierwszych dużych ognisk epidemii poza Chinami. 

Subin Kim, korespondent BBC w Seulu komentując zdarzenie, stwierdził, że w może chodzić o próbę obarczenia Południa winą za ew. rozwój epidemii w Korei Północnej. W oficjalnych komunikatach podkreślano, że podejrzany przypadek COVID-19 przybył do kraju z Korei Południowej. 

Dziennikarz pisze, że może chodzić też o zrzucenie winy za trudności związane z pandemią - pomimo braku oficjalnych informacji i rozprzestrzenianiu się wirusa wprowadzono pewne obostrzenia, które wraz z zamknięciem granicy z Chinami odbijają się na gospodarce. Ponadto wg korespondenta BBC Pjongjang może próbować wykorzystać doniesienia o rzekomym zakażonym z południa, by uzyskać od władz w Seulu wsparcie jak leki czy żywność. 

Więcej o: