Rekordy zakażeń w USA przed Dniem Niepodległości. Donald Trump organizuje pokaz fajerwerków

To będzie zupełnie inny Dzień Niepodległości w USA. Zwykle 4 lipca Amerykanie tłumnie uczestniczyli w pokazach fajerwerków i grillach. W tym roku te plany pokrzyżowała jednak pandemia koronawirusa. Jak informuje "The Guardian", w kraju odwołano już tysiące oficjalnych uroczystości, by zapobiec gromadzeniu się ludzi. Dwa znaczące wyjątki to pokazy fajerwerków w centrum Waszyngtonu oraz przy Górze Rushmore. W obu ma uczestniczyć prezydent USA Donald Trump.

Amerykański przywódca nie chciał zgodzić się na odwołanie imprezy w Waszyngtonie, mimo sprzeciwu burmistrza miasta. Przed rokiem w pokazie "Salute to America", którego pomysłodawcą był sam Donald Trump, wzięło udział kilka tysięcy osób. 

4 lipca w USA. Obawy o zakażenia

Choć w większości amerykańskich miast nie odbędą się oficjalne uroczystości, władze przewidują, że wiele osób i tak pojawi się na ulicach lub będzie spotykać się w domach. Co więcej, wielu Amerykanów będzie w najbliższych dniach podróżować. To może mieć fatalny wpływ na przyrost nowych zachorowań, który od kilku dni i tak utrzymuje się na rekordowo wysokim poziomie.

Zdaniem ekspertów świętowanie podobne do tego sprzed roku, może doprowadzić też do pojawienia się dużej liczby tzw. superroznosiecieli, czyli osób zakażonych, które w krótkim czasie przekazują wirusa nieproporcjonalnie dużej liczbie osób.  

Zobacz wideo Wybory prezydenckie. Jak głosować bezpiecznie w dobie pandemii?

Rekordy zakażeń w USA. Władze kolejnych stanów wracają do obostrzeń

Jeszcze na początku czerwca wydawało się, że liczba nowych zakażeń w USA spada poniżej 20 tys. dziennie. Jednak od początku lipca można zaobserwować jej dramatycznym wzrost. Bariera 50 tys. nowych zachorowań została przekroczona w środę, a w czwartek osiągnęła najwyższy jak dotąd poziom - 55 274 osób. Tego dnia 14 stanów odnotowało dzienne rekordy zachorowań. 

Przy tak wysokich wskaźnikach nie może dziwić, że wiele lokalnych władz (dziennikarze "Guardiana" wspominają o nawet 40 procentach) postanowiło zmienić swoją politykę w zakresie znoszenia obostrzeń. Władze Miami-Dade, najludniejszego hrabstwa stanu Floryda, wprowadziły godzinę policyjną, która ma obowiązywać od godz. 22 w piątek do godz. 6 w sobotę. Z kolei mieszkańcy Teksasu otrzymali SMS-y, w których poproszono ich o to, by 4 lipca zachowywali się odpowiedzialnie i unikali zgromadzeń. Gubernator tego stanu, Greg Abbot, zdecydował też o ponownym wprowadzeniu obowiązku noszenia maseczek w miejscach publicznych. 

Tuż przed 4 czerwca gubernator Kalifornii postanowił zamknąć restauracje i kina. Na podobny krok zdecydowano się w Arizonie - tam zamknięto jeszcze bary, siłownie i baseny. W Dzień Niepodległości nie będzie można też wejść na wiele plaż, m.in. w Los Angeles.

Nowym epicentrum koronawirusa w USA stało się południe kraju. Sytuacja wygląda najgorzej w Arizonie oraz Teksasie, gdzie w czwartek zanotowano 8 tys. nowych przypadków zachorowań. Liczba nowych przypadków wzrosła w 37 z 50 amerykańskich stanów. Jak podaje Reuters, w ciągu ostatnich dwóch tygodni w Kalifornii liczba nowych przypadków wzrosła o 36 proc., a hospitalizacji o 56 proc. Na Florydzie zanotowano 10 tys. nowych przypadków zachorowań w ciągu dnia. Dotychczas żadne z europejskich państw nie miało tak dużego dziennego przyrostu zakażeń.

Więcej o: