Łukasz Szumowski o epidemii koronawirusa w Polsce: Gasimy pożar, gdy tylko zaczyna się palić ściółka

Łukasz Szumowski wypowiedział się ostatnio na temat rozwoju epidemii koronawirusa w Polsce i tego, jak poradziło sobie z nią państwo. Minister zdrowia twierdzi, że udaje się ją opanować dzięki odpowiednim działaniom służb publicznych w Polsce oraz odpowiedniej reakcji i organizacji społeczeństwa.
Epidemię udaje się opanować, ponieważ bardzo dobrze zareagowało państwo, wszystkie jego służby: inspekcja sanitarna, NFZ, wojewodowie, służby mundurowe. Bardzo dobrze zareagowało środowisko medyczne: lekarze, pielęgniarki, ratownicy, cały personel medyczny. [...] To dzięki temu wszystkiemu dziś wychodzimy obronną ręką, jeśli chodzi o epidemię 

- przyznał w tygodniku "Do Rzeczy" minister zdrowia

Zobacz wideo Koronawirus na Śląsku. Jak poważna jest sytuacja?

Łukasz Szumowski przyznaje, że epidemię "udaje się opanować", ale nie można kontrolować

Mobilizacja służb, obostrzenia wprowadzone przez rząd oraz odpowiednia organizacja społeczeństwa, wydają się być elementami, które zdaniem ministra zminimalizowały rozprzestrzenianie się koronawirusa w Polsce. Minister zdrowia zaznacza jednak, że mimo wszystko epidemii nie da się kontrolować w stu procentach. 

- W pełni nie można kontrolować epidemii, reagujemy jednak na tyle sprawnie, że, mówiąc obrazowo: gasimy pożar natychmiast, gdy tylko zaczyna się palić ściółka - dodał Łukasz Szumowski. Minister odniósł się także do obaw związanych z możliwym szczytem pandemii spowodowanym przeprowadzeniem w tradycyjnym trybie zbliżających się wyborów prezydenckich 2020. 

- Nic na to nie wskazuje. [...] Poza ogniskami, we wszystkich województwach mamy spadek liczby zachorowań - oznajmił Szumowski, zapewniając jednocześnie o przygotowaniu na możliwą drugą falę zachorowań, która może nadejść na jesieni. - Możemy wrócić do szpitali jednoimiennych, są respiratory, środki ochrony. To zupełnie inna sytuacja niż w marcu - zakończył. 

Minister zdrowia nie wykluczył pojawiania się kolejnych ognisk, przez które liczba chorych na COVID-19 może się zmieniać, jednak zauważa, że dzięki izolacji oraz wysyłaniu na kwarantannę, spotkanie osoby zakażonej jest niskie. W kontekście szczytu epidemii w Polsce nerwowo zrobiło się na początku czerwca, gdy liczba zakażonych wzrosła do 599 osób (8 czerwca). Dotychczas dobowy wzrost chorych zamykał się w granicach 350-500 osób. Obecnie w naszym kraju potwierdzono ponad 29 tys. przypadków zakażeń, w wyniku choroby zmarło natomiast ponad 1200 osób. 

Więcej o: