Szumowski o szczycie zakażeń wirusem. Prof. Simon ostrzega: Jesteśmy w centrum epidemii

- Mam nadzieję, że do końca tygodnia ogniska będą opanowane i będziemy mogli pokazać znaczne spadki - powiedział minister zdrowia Łukasz Szumowski. Jednak prof. Krzysztof Simon ostrzega, że dalej jesteśmy w "centrum epidemii" - choć można ostrożnie luzować obostrzenia. W Polsce utrzymuje się podobna liczba zakażeń, ale ofiar jest coraz mniej.
Zobacz wideo Miliony za maseczki z podrobionym certyfikatem. Wiceminister zdrowia tłumaczy

Rząd znosi kolejne obostrzenia związywane z epidemią i czuć  wyraźne rozluźnienie w porównaniu z sytuacją  z marca i kwietnia. Czy rzeczywiście najgorsze za nami? - Patrząc na większość województw ewidentnie obniża się liczba zakażeń, poza tymi ogniskami. Ale mam nadzieję, że do końca tygodnia ogniska będą opanowane i będziemy mogli pokazać znaczne spadki - powiedział w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Szumowski nie zgodził się, że epidemia na charakter kuli śnieżnej i problem będzie narastał. - To jest efekt naszych działań. Nie chcieliśmy bardzo gwałtownego wzrostu, jak w Hiszpanii czy we Włoszech, gdzie służba zdrowia nie wytrzymała - powiedział. - Myśmy wypłaszczyli, ale przez to wydłużyliśmy ten szczyt - powiedział. 

Minister zdrowia mówił, że udało się zarejestrować lek wykorzystywany w leczeniu koronawirusa, stworzyć szpitale jednoimienne czy przygotować oddziały zakaźne. - Mamy też sieć laboratoriów i możemy do 30 tys. testów na dobę wykonać. Tego nie mieliśmy na początku. Mamy narzędzia, żeby przeciwdziałać gwałtownemu wzrostowi epidemii - podkreślił. 

Epidemia za nami? "Absurd"

Jednak profesor Krzysztof Simon, dolnośląski konsultant wojewódzki do spraw chorób zakaźnych, przestrzega przed optymizmem. W programie "Koronawirus. Raport" TVN komentował obecną sytuację epidemiologiczną i zwrócił uwagę, że o ile górnicy są testowani przesiewowo w związku z ogniskami w kopalniach, to w pozostałych przypadkach testuje się tylko osoby z objawami. Tymczasem "osoby bezobjawowe cały czas się poruszają w środowisku" - powiedział i ostrzegł, że wejście takiej osoby w "wąskie środowisko" może spowodować wybuch nowego ogniska epidemii.

Wg prof. Simona rzeczywista liczba zakażeń od początku epidemii jest nawet 4-5 razy wyższa, niż potwierdzone testami 20 tys. Można tak wnioskować z danych, jakie raportowały inne kraje. - Jesteśmy dalej w centrum epidemii - powiedział i dodał, że "absurdem" jest twierdzenie, iż "mamy już wszystko poza sobą". 

Zdaniem epidemiologa restrykcje trzeba luzować "racjonalnie, powoli i z dużym dystansem". Ocenił, że z niektórych nie będzie można zrezygnować aż do czasu pojawienia się szczepionki albo skutecznego leku.

Dane: Utrzymuje się liczba nowych zachorować, ale ofiar jest mniej 

W Polsce potwierdzono 21,6 tys. przypadków zakażenia koronawirusem, zmarło 1007 osób chorujących na COVID-19. W ostatnim tygodniu każdego dnia wykrywanych jest średnio ok. 400 nowych przypadków, co oznacza, że ta liczba nie spada. Z drugiej strony mniej osób zakażonych umiera. W marcu i kwietniu ofiar było ok. 30 każdego dnia, w ostatnim tygodniu to średnio ok. 10. Mniejsza śmiertelność przy podobnej liczbie osób może być związane np. zwiększeniem liczby testów i badaniami przesiewowymi (wykrywanych jest więcej osób z łagodnym przebiegiem choroby), czy coraz lepszym leczeniem chorych dzięki zdobywaniu doświadczenia przez medyków. 

Wg serwisu amerykańskiej grupy badawczej Institute for Health Metric and Evaluation Polska rzeczywiście ma pierwszy szczyt epidemii za sobą. Biorą pod uwagę średnią liczbę zgonów, ten szczyt przypadł około 24 kwietnia o od tego czasu tendencja jest spadkowa. Wg prognozy przez czerwiec ofiar będzie coraz mniej, aż w lipcu epidemia powinna wychowywać do poziomu pojedynczych zgonów. Jednak prognoza przedstawia dane do sierpnia oraz zakłada dalsze trwanie obostrzeń - zatem może się zmienić. 

Z kolei według inicjatywy naukowej EndCoronavirus - która zajmuje się wypracowaniem i rekomendowaniem rozwiązań do walki z epidemią - sytuacja w Polsce wcale nie jest dobra. W ocenie stanu epidemii bierze ona pod uwagę - inaczej niż IHME - trend i liczbę nowych potwierdzonych zachorowań, a nie liczbę ofiar. Wg tych danych Polska nie należy do krajów, które poradziły sobie z epidemią - ani nawet tych będących blisko tego, lecz państw "muszących podjąć działania".