Morawiecki "nie wiedział", Duda mógł, a na protestach mandaty. Czy polityków obowiązują rządowe restrykcje?

Coraz więcej kontrowersji wzbudza wybiórcze traktowanie obostrzeń ustanowionych przez państwo w związku z epidemią koronawirusa. W ostatnich dniach łamali je... sami rządzący. Premier Morawiecki został sfotografowany w jednej z gliwickich restauracji, w ktorej nie przestrzegał wytycznych dotyczących lokali gastronomicznych. Z kolei prezydent Andrzej Duda podczas spotkania z leśnikami nie założył maseczki. W tym samym czasie sypały się mandaty dla protestujących przed siedzibą radiowej Trójki czy podczas strajku przedsiębiorców. Kogo obowiązują rządowe restrykcje?

Zgodnie z obowiązującym w Polsce stanem epidemii wszyscy obywatele są zobowiązani pod karą mandatu do noszenia w miejscach publicznych maseczek lub innych osłon ust i nosa - są od tego małe wyjątki, dotyczące m.in. dzieci poniżej 4 roku życia czy osób, które pobrykają się z problemami z oddychaniem. Wcześniej minister zdrowia Łukasz Szumowski informował, że nakaz noszenia maseczek będzie obowiązywał co najmniej do momentu, gdy zostanie wynaleziona szczepionka (to stanie się według szacunków najwcześniej za rok). Rząd zmienił jednak zdanie w tej sprawie - jak poinformowano, być może jeszcze w poniedziałek lub wtorek poznamy decyzję ws. poluzowania przepisu.

Zobacz wideo Budka: Wierzę, że Morawiecki i Sasin zostaną rozliczeni przed Trybunałem Stanu

Morawiecki "nie wiedział", Duda mógł. Kogo obowiązują rządowe restrykcje?

W miniony weekend Mateusz Morawiecki znalazł się w ogniu krytyki po tym, jak na jego oficjalnym profilu na Facebooku pojawiło się zdjęcie z jednej z gliwickich restauracji. Premier chciał się pochwalić efektami tarczy antykryzysowej, ale szybko wytknięto mu, że nie przestrzega wytycznych, które jego rząd sam ustanowił. Chodziło o zasady epidemiologiczne obowiązujące w lokalach gastronomicznych, według których należy zachować odległość 1,5 metra od osób, z którymi nie mieszka się w jednym gospodarstwie domowym. Morawiecki siedział tymczasem ze swoimi pracownikami przy jednym stoliku. Posypały się głosy, że w sprawie przestrzegania obostrzeń są w Polsce "równi i równiejsi".

Zachowanie premiera tłumaczył w poniedziałek m.in. minister Wójcik. - W tej ustawie, w kwestii dotyczącej restauracji jest 1 osoba na 4 metry. I tylko to jest napisane. Zalecenia dodatkowe są w specjalnych regulacjach, które przedstawia GIS. To są zalecenia, a nie nakazy - mówił w Radio ZET. Jak się okazało, nie była to jednak prawda.

"Panie Ministrze, polecam art. 8a ust. 8 ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Niecałe 2 miesiące temu przyjęliście Państwo przepis stanowiący, że zalecenia Głównego Inspektora Sanitarnego mają moc wiążącą na terytorium RP" - wskazywał Patryk Słowik z "Dziennika Gazety Prawnej".

Ostatecznie poinformowano, że premier o obowiązującym zaleceniu... nie wiedział. - Premier został źle poinformowany, bo okazało się, że zostało to wydane w formie zalecenia obowiązującego. Z naszej winy, zaplecza premiera Morawieckiego, premier o tym nie wiedział. Za to chciałem przeprosić - stwierdził w TVN 24 rzecznik rządu, Piotr Müller. I dodał, że "nie wiemy jak długo to zalecenie będzie obowiązywało".

W ubiegłym tygodniu z falą krytyki w powodu nieprzestrzegania obostrzeń spotkał się prezydent Andrzej Duda, który sfotografował się z leśnikami z nadleśnictwa Baligród. Żaden z mężczyzn nie miał na sobie maseczki - wszyscy siedzieli przy wspólnym stole, nie zachowując odległości.

Obrońcy prezydenta tłumaczyli, że Duda w czasie spotkania z leśnikami wykonywał czynności służbowe, więc mógł być bez maseczki. Podobnego argumentu politycy Prawa i Sprawiedliwości użyli, gdy podczas rocznicy katastrofy smoleńskiej pojawili się pod pomnikiem ofiar bez osłoniętych twarzy. Nie zachowali też 2 metrów odstępu.

Mandaty sypią się podczas protestów. Policja: Nic nie zwalnia z przestrzegania prawa. Nawet niepełnosprawność

Tymczasem z powodu łamania restrykcji wielu "zwykłych obywateli" jest w Polsce karanych mandatami - a policja konsekwentnie wskazuje, że dla nikogo nie ma w tej kwestii taryfy ulgowej. Dzieje się tak m.in. podczas protestów - nawet wtedy, gdy ich uczestnicy zachowują wymaganą odległość. "Młoda kobieta stała z kilkoma osobami w masce i odległości od innych pod Sejmem. Przyszło zawiadomienie o karze 1000 zł za brak zachowania dystansu 2 m. Takie zawiadomienia dostają i inni" - napisała była szefowa ministerstwa edukacji Lena Kolarska-Bobińska, komentując zdjęcie Dudy bez maseczki.

Policja powołuje się na obowiązujący do odwołania zakaz zgromadzeń wprowadzony wraz z uchwaleniem przez rząd stanu epidemii. Mandaty wystawiano w ostatnich dniach m.in. przy siedzibie radiowej Trójki, pod którą w piątek zebrały się osoby chcące zaprotestować przed działaniami kierownictwa stacji. "Jaka to różnica, czy stoję w kolejce w markecie, czy pod Trójką, jeśli zachowuję wymagają odległość?" - pisał wówczas w mediach społecznościowych jeden z uczestników protestu.

Do masowego nakładania mandatów dochodzi też podczas strajków przedsiębiorców. Po ubiegłotygodniowym proteście zatrzymano ponad 380 osób, nałożono 150 mandatów i skierowano ponad 220 wniosków do sądu w sprawie osób, które nie chciały ich przyjąć. Wśród zatrzymanych znalazł się m.in. niewidomy mężczyzna, który relacjonował, że policja wyrwała mu laskę i odseparowała od opiekunki. - Pragnę podkreślić, że podstawą do wszelkich działań policji było łamanie prawa. Nic nie zwalnia z jego przestrzegania, nawet niepełnosprawność - wyjaśniał rzecznik Komendy Stołecznej Policji, Sylwester Marczak. Z kolei bilans protestu przedsiębiorców, który odbył się w miniony weekend, to siedem osób zatrzymanych (wśród nich kandydat na prezydenta, Paweł Tanajno), siedem mandatów, ponad 80 wniosków do sądu o ukaranie i 180 notatek z wnioskiem o nałożenie kar, które policja przekaże do sanepidu. 

Prezydent Austrii deklaruje, że zapłaci karę

Nie tylko polscy rządzący są przyłapywani na łamaniu ustanawianych przez siebie przepisów. Prezydent Austrii Alexander Van der Bellen został zauważony w restauracyjnym ogródku w sobotę po północy, choć zgodnie z obowiązującymi obostrzeniami wszystkie obiekty gastronomiczne muszą być zamknięte nie później niż o godzinie 23. Jak stwierdził, stracił poczucie czasu. Pouczyła go policja.

- Szczerze przepraszam, to był błąd. Wyszedłem po raz pierwszy od czasu kwarantanny z dwoma przyjaciółmi i moją żoną. Straciliśmy poczucie czasu - powiedział Van der Bellen. Jak dodał, weźmie na siebie odpowiedzialność, jeśli w związku z jego zachowaniem właściciel restauracji zostanie ukarany mandatem za niezamknięcie lokalu na czas. 

Więcej o: