Szumowski potwierdził, że maseczki za 5 mln złotych nie spełniają norm. "Zażądaliśmy wymiany"

- Znam [G. - red.] od kilku lat, jeździłem z nim na nartach. Myślę, że słowo "przyjaciel" jest przesadzone. On jako normalny kontrahent zgłosił się do ministerstwa, a kontakt otrzymał od mojego brata. Tyle było jedynie tej tzw. pomocy - powiedział w Radiu ZET Minister Zdrowia Łukasz Szumowski. Według ustaleń "Gazety Wyborczej" Łukasz G., powołując się m.in. na znajomość z Szumowskim, sprzedał resortowi zdrowia maseczki ochronne za kwotę 5 mln złotych. Jak się okazało, sprzęt nie spełnia polskich norm, a jego certyfikaty zostały podrobione.

We wtorkowym numerze "Gazety Wyborczej" opisano, w jaki sposób Ministerstwo Zdrowia miało zakupić maseczki ochronne od instruktora narciarskiego z Zakopanego, który powoływał się na znajomość z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowski i jego bratem. Jak wykazała później kontrola resortu, sprzęt kupiony w marcu za ponad 5 mln zł okazał się bezwartościowy.

Zobacz wideo Kontrola policyjna a obowiązek noszenia maseczek. Co się zmieniło?

Sprawie sprzedaży maseczek bieg nadał brat Łukasza Szumowskiego, który przekazał Łukaszowi G. numer telefonu do wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego. G. - instruktor narciarski, który w marcu 2020 założył firmę sprzedającą sprzęt medyczny - powołał się później również na znajomość z ministrem zdrowia (w przeszłości wspólnie jeździli na nartach). 

Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", za towar przepłacono kilkukrotnie. Co więcej, po kontroli przeprowadzonej przez resort okazało się, że maseczki sprowadzone z Chin i Ukrainy nie spełniały wymaganych norm, a ich certyfikaty sfałszowano. 5 maja Cieszyński spotkał się z G., zażądał zwrotu pieniędzy i zagroził zawiadomieniem do prokuratury, którego jak dotąd jednak nie złożył. 

Łukasz Szumowski: Zażądaliśmy wymiany maseczek. Jeśli do tego nie dojdzie, zawiadomimy prokuraturę

Na antenie Radia ZET do sprawy zakupu maseczek od biznesmena z Zakopanego odniósł się Minister Zdrowia Łukasz Szumowski. - Nikt nikomu nic nie ułatwiał. Każdą transakcję traktujemy w ten sam sposób, a mamy ponad tysiąc kontrahentów. Do mnie dzwonią różni ludzie, ale akurat nie ten pan. Wszystkich przekierowujemy na jedną transparentną ścieżkę. Gdy pojawiły się - nie tylko w Polsce - wątpliwości co do jakości sprowadzanego sprzętu, uruchomiliśmy kontrole. Wykazały one, że nie wszystkie maseczki, które posiadają certyfikaty, spełniają normy. Od tego wszystko się zaczęło. W przypadku, o którym mówimy, maseczki rzeczywiście nie spełniają polskich norm. Zażądaliśmy wymianę towaru na adekwatny - tłumaczył Szumowski.

- Znam [G. - red.] od kilku lat, jeździłem z nim na nartach. Myślę, że słowo "przyjaciel" jest przesadzone. On jako normalny kontrahent zgłosił się do ministerstwa, a kontakt otrzymał od mojego brata. Tyle było jedynie tej tzw. pomocy - po prostu przekierowano go do odpowiednich osób - dodał szef resortu zdrowia.

Szumowski zapowiedział też, że kierowany przez niego resort wciąż nie wyklucza zawiadomienia odpowiednich organów ścigania. - Jeśli nie otrzymamy zwrotu oraz towar nie zostanie wymieniony, to oczywiście złożymy zawiadomienie do prokuratury - stwierdził minister zdrowia.