Wybory prezydenckie 2020. Senackie komisje za odrzuceniem ustawy o głosowaniu kopertowym

Połączone komisje w Senacie zarekomendowały izbie wyższej odrzucenie w całości projektu ustawy o wyborach korespondencyjnych. - To nie jest ustawa. (...) To jest współudział w przestępstwie - komentował Adam Szejnfeld, jeden z senatorów wnioskodawców.

Nad ustawą dotyczącą prezydenckich wyborów korespondencyjnych Senat będzie głosował we wtorek. W poniedziałek projektem zajmowały się komisje ustawodawcza, praw człowieka i samorządu terytorialnego. Członkowie komisji zagłosowali za rekomendacją dla Senatu, by ustawa została odrzucona w całości.

Prezydenckie wybory korespondencyjne. Senackie komisje za odrzuceniem ustawy

Wśród senatorów, którzy o to wnioskowali był Adam Szejnfeld z Platformy Obywatelskiej. - Tego druku, zbioru kart papieru zadrukowanych treścią nie powinniśmy w ogóle nazywać ustawą. To nie jest ustawa. (...) To jest współudział w przestępstwie - powiedział w trakcie obrad. - Dokonuje się złamania konstytucji, ustaw, regulaminu Sejmu. To coś przychodzi potem do nas, jest opiniowane, że nie można nad tym pracować, ale my nad tym pracujemy. Na przyszłość apeluję, żebyśmy się zastanowili, co powinniśmy w takich sytuacjach robić - podkreślił.

Z kolei Sylwester Marciniak, przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, zwracał uwagę na kwestie techniczne przeprowadzenia wyborów w pożądanej przez PiS formie. - Do obwodowych komisji wyborczych zgłosiło się ok. 130 tys. osób. Nie wszystkie zostały powołane w minimalnym 5-osobowym składzie. Co prawda, w tej ustawie ewentualnie potrzeba byłoby 25 tys. do gminnych obwodowych komisji, ale powstaje pytanie, czy będą w stanie przeliczyć wszystkie głosy - podnosił. Jak dodał, "nie są wykluczone zdarzenia, które miałyby wpływ na ważność wyborów, w szczególności jeżeli chodzi o kwestię osób zamieszkałych za granicą".

Zobacz wideo Skąd pieniądze na obiecywane 1600 zł netto minimalnej emerytury? Robert Biedroń odpowiada

Ustawy bronił z kolei Marek Pęk z PiS. - Jestem oczywiście zwolennikiem tej ustawy. Nie zgadzam się, że ewentualne uprawnienia do pełnienia obowiązków głowy państwa można domniemywać z konstytucji. Problem polega na tym, że konstytucja w obecnej sytuacji ujawniła bardzo konkretne luki, niedociągnięcia - podkreślił. - To oczywiście nie zwalnia nas z zasadniczego obowiązku przeprowadzenia wyborów prezydenckich. To jeden z najważniejszych obowiązków, które stoi przed państwem polskim. Interpretujemy konstytucję i prawo w taki sposób, że obecnie nie ma podstaw, by przesuwać wybory, instrumentalizować któryś ze stanów nadzwyczajnych - dodał.

Z kolei obecny na senackiej debacie konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski mówił m.in. o scenariuszu, w którym wybory by się nie odbyły, a kadencja Andrzeja Dudy dobiegłaby końca. - Nasza konstytucja nie zawiera takiej regulacji. Trzeba dokonać wykładni konstytucji, kierując się wartościami konstytucji, czyli zasadą rzetelności i sprawności działania instytucji publicznych, a zatem tym artykułem konstytucji, który mówi o marszałku Sejmu jako o osobie, która stoi na straży praw Sejmu. Sejm ma prawo do tego, żeby ustawy były podpisywane, żeby funkcja kontrolna i kreacyjna była należycie realizowana - tłumaczył prawnik. - Komu jest najbliżej w konstytucji do zastępowania prezydenta? Art. 131 konstytucji sytuuje w tej roli marszałka Sejmu. W razie upływu kadencji urzędującego prezydenta, przy założeniu, że do dnia upływu kadencji nie zostaną przeprowadzone wybory i nie zostanie wprowadzony np. stan klęski żywiołowej, obowiązki prezydenta przejmuje marszałek Sejmu. Marszałek Sejmu niezwłocznie powinien wydać postanowienie o zarządzeniu wyborów - stwierdził Piotrowski.

Więcej o: