Chiny. 18 urzędników i pracowników szpitali ukaranych. Media: Oskarżeni o zatajanie przypadków zakażeń

Władze miasta Harbin, stolicy chińskiej prowincji Heilongjiang, poinformowały o zamiarze ukarania 18 pracowników samorządu miejskiego i lokalnych szpitali. Z nieoficjalnych infomacji wynika, że zostali oskarżeni o zatajanie przypadków zakażeń koronawirusem. W ostatnim czasie w prowincji zanotowano ponowny skok zachorowań.

W piątek lokalne władze ogłosiły, że ukaranych zostanie 18 osób, które pracują w samorządzie miejskim i w trzech szpitalach na terenie prowincji Heilongjiang. W oficjalnym komunikacie nie podano, jakich przewinień mieli się dopuścić, ale z ustaleń "The Epoch Times" i "China South Morning Post" wynika, że zarzucono im ukrywanie przypadków zakażeń koronawirusa. W ostatnich dniach poinformowano, że w Harbinie na północy Chin ponownie pojawiła się epidemia koronawirusa, którą w marcu uznano za wygaszoną.

Zobacz wideo Rywalizacja mocarstw w tle pandemii koronawirusa. Komentuje dr Jacek Bartosiak

Chiny. 18 urzędników i pracowników szpitali z prowincji Heilongjiang ukaranych

Z nieoficjalnych informacji "The Epoch Times" wynika, że epidemia koronawirusa na północy Chin ponownie "wymknęła się spod kontroli". Urzędnicy, którzy zostali ukarani przez władze, mieli być odpowiedzialni za służbę zdrowia i nadzorowanie trzech miejskich szpitali na terenie prowincji. Z ustaleń dziennikarzy wynika, że zostali ukarani za to, że nie wywiązali się ze swoich obowiązków polegających na "kontrolowaniu wybuchu epidemii".

- Wybuchło kilka nowych ognisk wirusa w różnych dzielnicach - powiedział anonimowy informator w rozmowie z "The Epoch Times". Jak podkreślono, władze szpitala po fakcie przyznały, że nowi pacjenci zakażeni koronawirusem zostali przyjęci do placówki już 6 kwietnia.

"South China Morning Post" podaje, że według władz jeden z przypadków zatajonych przez urzędników dotyczy 87-letniego pacjenta, który był leczony z powodu udaru mózgu w szpitalu w Harbinie między 2 a 6 kwietnie - władze prowincji twierdzą, że przez niedopełnienie procedur zakaził co najmniej 35 innych osób, w tym swoją rodzinę i pracowników szpitala. Przytaczany jest również przykład 22-letniej studentki z USA, która została zwolniona z kwarantanny po tym, jak przeszła negatywny test na obecność koronawirusa. Drugi test dał jednak wynik pozytywny, ale kobieta w międzyczasie zakończyła kwarantannę. Zdaniem władz od kobiety zakaziły się kolejne osoby, które mieszkały w tym samym bloku co ona - m.in. "sąsiad, który korzystał z tej samej windy" - podaje "South China Morning Post".

Nie podano, jakie kary wymierzono urzędnikom i pracownikom szpitala.

Obawy o pojawienie się drugiej fali epidemii pojawiają się też w innych chińskich prowincjach. Władze miasta Wuhan, które jest uznawane za pierwsze ognisko epidemii, w ubiegłym tygodniu poinformowały, że liczba zakażonych była blisko dwa razy większa, niż podawano wcześniej. Komunistyczne władze Chin do tej pory nie zrewidowały danych dotyczących całego kraju - według oficjalnych, podawanych przez nie danych z powodu koronawirusa zmarło tam 4 636 osób. Dla porównania, w USA koronawirus spowodował już śmierć ponad 45 tysięcy osób, we Włoszech - 24 tysięcy, w Hiszpanii 22 tysięcy, a we Francji 20 tysięcy. W Polsce potwierdzono dotychczas 9856 przypadków zakażenia i 401 ofiar śmiertelnych.