Podpis Dudy sparaliżował Państwową Komisję Wyborczą. "Może właściwie zawiesić działalność"

W piątek wieczorem Andrzej Duda złożył podpis pod tzw. tarczą antykryzysową 2.0, która ma m.in. zapewniać pomoc przedsiębiorcom w czasie epidemii koronawirusa. Znalazł się w niej też jednak zapis, który odbiera Państwowej Komisji Wyborczej kluczowe uprawnienia. W praktyce PKW nie będzie mogła ani drukować kart do głosowania, ani nadzorować jego przebiegu.

W piątek wieczorem prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o szczególnych rozwiązaniach wspierających realizację programów operacyjnych w związku z wystąpieniem koronawirusa oraz rozszerzoną ustawę o tarczy antykryzysowej. Zakłada ona m.in. pomoc firmom i 3-miesięczne zwolnienie z połowy składek ZUS dla przedsiębiorstw zatrudniających od 10 do 49 pracowników. W ustawie nie ma za to m.in. zapisu o przyznaniu pracownikom medycznym wykonywania regularnych testów - chciała tego opozycja, ale Sejm zablokował poprawki senackie w tej sprawie.

Czytaj więcej: Jackowski tłumaczy, czemu nie chciał obowiązkowych testów dla medyków. "Bo jestem członkiem klubu PiS"

Podpis Dudy sprawił, że PKW straciła możliwość działania. Hermeliński: To woła o pomstę do nieba

W podpisanej przez prezydenta Andrzeja Dudę znalazł się też artykuł, któremu w toku prac legislacyjnych nadano numer 100. Zakłada on, że przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi Państwowej Komisji Wyborczej, która dotychczas organizowała wybory w Polsce, odebrano kluczowe uprawnienia. Jak opisuje Onet, oznacza to, że od chwili złożenia przez Dudę podpisu Państwowa Komisja Wyborcza "może właściwie zawiesić działalność". Od teraz PKW nie będzie mogła już ani. określić wzoru kart do głosowania, ani zlecić druku tych kart i obwieszczeń. Wyborcy stracą możliwość pobierania zaświadczeń o prawie do głosowania, ani starać się o głosowanie przez pełnomocnika.

PiS chce, żeby wybory korespondencyjne zostały przeprowadzone z pomocą Poczty Polskiej - ustawa w tej sprawie jest obecnie w Senacie, który ma się nią zajmować przez przysługujące mu 30 dni (ten czas kończy się w pierwszych dniach maja). Jeśli izba wyższa zablokuje ustawę, wróci ona do Sejmu. Żeby odrzucić poprawki Senatu, PiS będzie potrzebował bezwzględnej większości głosów - jeśli Jarosław Gowin i Porozumienie nie zgodzą się na wybory w formie listownej, ustawa upadnie. 

"Czeka nas wtedy chaos. Kilka dni przed wyborami prezydenckimi nie będzie instytucji, która mogłaby je przeprowadzić: PKW już nie będzie miała tych uprawnień, a minister aktywów państwowych wskazany w przepisach o wyborach korespondencyjnych jeszcze ich nie dostanie" - wskazuje dziennikarz Onetu, Kamil Dziubka. Wszystko dlatego, że do wydrukowania kart wyborczych ma być oddelegowania instytucja wskazana przez ministra aktywów państwowych, Jacka Sasina. Uprawnienia zostaną mu jednak nadane dopiero po przyjęciu ustawy o wyborach korespondencyjnych - powstaje więc luka prawna.

PKW zostawiono część uprawnień - ma już nie organizować wyborów, a jedynie policzyć głosy i przystawić pieczątkę przy wynikach. - Tak nie można tworzyć prawa, to woła o pomstę do nieba. Zamraża się jej [PKW - red.] kompetencje i powstaje luka. Ale jeśli wybory się nie udadzą, to będzie można na nią zwalić winę - powiedział w rozmowie z OKO.press Wojciech Hermeliński, szef PKW.

Zobacz wideo Czy przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych w maju jest bezpieczne?