Koronawirus. Resort zdrowia kupuje szybkie testy z Korei. Eksperci mówią o "niskiej wartości diagnostycznej"

Resort zdrowia zakupił w Korei Południowej szybkie testy antygenowe na koronawirusa. Jednak, jak podaje "Rzeczpospolita", eksperci mają co do nich wątpliwości, a część dyrektorów szpitali nie widzi sensu w ich stosowaniu.

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska zapowiedział w tygodniu dostawę koreańskich testów antygenowych na koronawirusa, które dają wynik w zaledwie kilkanaście minut. Jak podaje "Rzeczpospolita", jeszcze w tym tygodniu ma dotrzeć do Polski 50 tys. testów.

Resort zdrowia zdecydował się na testy z Korei, a nie Chin, bo - jak twierdzi - są skuteczniejsze. Inne zdanie na ten temat mają eksperci. 

To testy antygenowe, czyli szukające białek otoczki wirusa. Spodziewam się, że ich czułość będzie niewiele wyższa, niż dotychczas stosowanych szybkich testów na przeciwciała, a na pewno niższa niż testów molekularnych. Nie możemy w pełni ufać wynikom zarówno ujemnym, jak i potencjalnie fałszywie dodatnim

- powiedziała w rozmowie z dziennikiem dr Matylda Kłudkowska, wiceprezeska Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.

Czytaj także: Warszawa. Na Ursynowie można wykonać test Drive&Go-Thru na obecność koronawirusa. Ile to kosztuje?

Dyrektorzy szpitali nie chcą koreańskich testów

Jak dowiedziała się "Rzeczpospolita", testy zakupione przez resort mają trafić m.in. na SOR-y. Jednak część dyrektorów szpitali nie widzi sensu ich stosowania.

Niska czułość testu przy niejasnej specyficzności czyni wartość diagnostyczną metody w warunkach klinicznych mało wartościową. Niska wartość diagnostyczna takich testów nie upoważnia do tego, byśmy wydawali na nie publiczne pieniądze

- stwierdził gen. prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego.

Zobacz wideo Epidemie towarzyszą ludzkości od tysięcy lat