PiS składa wieńce, policja mówi: To nie zgromadzenie. "Jawna pogarda wobec ludzi, którzy siedzą w domach "

Na zdjęciach ze składania wieńców pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego widać po kilku lub kilkunastu polityków stojących bardzo blisko siebie. Jak to się ma do zakazu zgromadzeń i obowiązku zachowania dystansu dwóch metrów od siebie? - Nie mamy w tym przypadku do czynienia ze zgromadzeniem w trybie ustawy - wyjaśnia stołeczna policja.

W piątek w Warszawie odbyły się pierwsze uroczystości związane z obchodami 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej. Wieńce przed pomnikiem Lecha Kaczyńskiego złożyli między innymi prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, premier Mateusz Morawiecki i marszałek Sejmu Elżbieta Witek.

Policja: Nie mamy w tym przypadku do czynienia ze zgromadzeniem w trybie ustawy

Na zdjęciach z wydarzenia widać kilka-kilkanaście osób stojących bardzo blisko siebie. Zgodnie z komunikatem rządu do niedzieli 19 kwietnia wciąż obowiązują "ograniczenia w zakresie organizacji imprez masowych i zgromadzeń" oraz "obowiązek utrzymania co najmniej dwumetrowej odległości między pieszymi". Jak zgromadzenie podczas uroczystości rocznicy katastrofy rządowego samolotu ma się do tych zasad? Opowiedziała policja.

W związku z obchodami 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej przypominamy, że nie mamy w tym przypadku do czynienia ze zgromadzeniem w trybie ustawy, a poszczególne osoby wykonują swoje zadania w ramach pełnionych urzędów i funkcji. Podobnie jak prowadzący relacje dziennikarze

- czytamy na Twitterze Komendy Stołecznej Policji.

Komentujący: Wy chyba sobie żartujecie

I zgromadzenie polityków, i tłumaczenie policji wywołały oburzenie wśród użytkowników serwisu społecznościowego. "Gdzie mają maseczki? Gdzie trzymają dystans? Czy ustawowo wprowadzili, że to zgromadzenie jest wolne od koronawirusa i w pełni bezpieczne?", "Przypominam przekaz rządzących: Wszyscy równi wobec prawa", "To dzisiaj jest jakieś święto państwowe, że urzędnicy wykonują obowiązki służbowe? " - piszą oburzeni komentujący.

Wy chyba sobie żartujecie. Na pogrzebie osoby bliskiej może być pięć osób. Z domu można wychodzić pojedynczo. Jednak grupowe łażenie pod pomnik i składanie kwiatków już jest spoko. No jasne, są równi i równiejsi

- napisała jedna z użytkowniczek Twittera.

Do sytuacji odniósł się również Patryk Michalski, reporter RMF FM.

Władza tworzy zasady, ale wie, że w dowolnym momencie będzie mogła się postawić ponad nimi. Ofiary katastrofy smoleńskiej wymagają pamięci i szacunku. Ale okrutnym nieporozumieniem jest, że hołd tym, którzy zginęli, oddaje się przez lekceważenie obowiązujących zasad

- napisał dziennikarz. 

Całej sytuacji nie omieszkał również skomentować na swoim profilu Leszek Miller.

No i proszę. Jawna pogarda dla przepisów i zarządzeń własnego rządu. Pogarda dla ludzi, którzy siedzą w domach, nie spotykają się z rodzinami, nie wyjechali na święta, nie idą na cmentarz, cierpliwie znoszą wszystkie obostrzenia, zachowują się poważnie w poważnej sytuacji

- napisał były premier na Twitterze.

Przypomnijmy, że dwa dni wcześniej, 8 kwietnia, KSP zamieściła w internecie post, w którym przywołała tłumaczenia się ludzi z łamania obowiązujących zasad bezpieczeństwa.

Oni podjechali za blisko, tamten podszedł, ta pani za bardzo się zbliżyła, to on tak jechał...". Tłumaczenia są różne. Efekt może jednak być ten sam, kolejne zarażone osoby

- czytamy na Twitterze Stołecznej Policji.

Zobacz wideo Czy spacer w lesie jest dozwolony?