Michał Woś: Noc pod tlenem, wsparcie przez kroplówki. Koronawirus zabija niezależnie od wieku

Minister środowiska Michał Woś, który zakaził się koronawirusem, opowiedział o przebiegu swojej choroby. W najtrudniejszym momencie trafił do szpitala, gdzie został mu podłączony tlen. Dostał także leki dożylne.

Minister środowiska Michał Woś zakaził się koronawirusem w marcu. W połowie miesiąca brał udział w spotkaniu z pracownikiem Lasów Państwowych, który - jak się później okazało - był zakażony. Początkowo minister obserwował u siebie łagodne objawy, takie jak kaszel i podwyższona temperatura. Był przekonany, że się przeziębił. Kiedy dowiedział się, że leśnik jest zakażony, sam również przeszedł testy. Jego stan się pogarszał.

- Zgodnie z procedurą pojechałem do szpitala zakaźnego na Wolskiej w Warszawie. Przeszedłem przez portiernię, dostałem maseczkę i ustawiłem się w kolejce osób czekających w namiotach rozstawionych przed szpitalem przez straż pożarną. Przede mną było kilka osób, które sukcesywnie były przenoszone do izolatek wewnątrz szpitala, gdzie lekarz po badaniu kwalifikował do testu. Na rozmowę z lekarzem czekałem ze dwie godziny. Miałem lekką gorączkę, uciążliwy kaszel i lekkie duszności, ale niewymagające hospitalizacji - powiedział Michał Woś w rozmowie z Polsat News.

Minister wdrożył zasady kwarantanny i zamknął się w pokoju, aby nie narażać na zakażenie swojej żony i córki, która nie ukończyła jeszcze drugiego roku życia. Drugiego dnia od wizyty w szpitalu dowiedział się, że wynik jego testu jest pozytywny. Poinformował o tym premiera, ministra zdrowia i głównego inspektora sanitarnego. 

-  Będąc zakażony, uczestniczyłem przecież w posiedzeniu Rady Ministrów, więc sytuacja była nadzwyczajna. Państwo musi zachować sterowność, a osoby, które sprawują władzę, możliwość podejmowania decyzji. Stąd przebadanie uczestników i przesunięcie Rady Gabinetowej, bo ministrowie czekali na wyniki - relacjonował Michał Woś.

Zobacz wideo Woś o przebiegu choroby: Z leczenia domowego trafiłem do szpitala

Michał Woś: To był kluczowy moment – noc pod tlenem, wsparcie przez kroplówki 

Testom na obecność koronawirusa poddano także córeczkę i będącą w ciąży żonę ministra. Okazało się, że obie są zakażone. Żona Michała Wosia trafiła do szpitala, a on sam został z dzieckiem w domu. Wówczas zauważył, że jego stan się pogarsza.

- To był problem. Zadzwoniłem do lekarza i opowiedziałem, jak wygląda mój stan zdrowia i sytuacja. Zapadła decyzja, że powinienem zostać przewieziony do szpitala, bo może trzeba będzie mnie podłączyć do specjalistycznej aparatury. Córkę przeniesiono od razu do izolatki z moją żoną, a ja trafiłem pod kroplówkę. Czułem się coraz gorzej, został mi podłączony tlen i dostałem dożylnie leki. Gorączka była poważna, a duszności się nasilały. [...] Badania później wykazały, że rzeczywiście saturacja spadała - powiedział minister.

Michał Woś stwierdził, że noc pod tlenem była kluczowym momentem w przebiegu jego choroby.

- Wiele osób, nie wiedząc, że są zakażone, nie podchodzi w tym momencie w wystarczająco poważny sposób do objawów. Wirus się namnaża, a ludzie później muszą korzystać z respiratorów. A jeśli płuca są zupełnie niewydolne – z maszyn kardiochirurgicznych, czyli sztucznych płuc, które podtrzymują życie. Znam sytuację, gdy ktoś zbyt późno zauważył, że powstaje gigantyczne zapalenie płuc - powiedział Michał Woś. 

Minister środowiska: Te apele, które słyszymy, to nie jest jakiś pic na wodę

Minister podkreślił, że koronawirus zabija bez względu na wiek. Zaapelował do młodych ludzi, aby podchodzili do niego z dużą pokorą, bo nie jest to zwykła grypa. 

- Te apele, które słyszymy, to nie jest jakiś pic na wodę. Dziś zostając w domu na kanapie czy spędzając czas przed tabletem, ratujemy komuś życie - stwierdził Woś.

Minister poinformował, że zarówno on, jak i członkowie jego rodziny nie mają już objawów koronawirusa i czekają na to, aż zostaną uznani za ozdrowieńców. Aby tak się stało, dwa testy na obecność wirusa muszą dać wynik negatywny. Pierwsze badanie potwierdziło, że koronawirus w ich organizmach jest nieobecny. Czekają na drugi test, który potwierdzi, czy są zdrowi. 

* * * 

Kupujemy respirator! Oto LINK do internetowej zbiórki pieniędzy na mobilny respirator dla szpitala w Suchej Beskidzkiej.

Przeczytaj także:

Więcej o: