Pokolenie, które pierwszy raz w życiu usłyszało "nie"

My, 20-latkowie, nie wiemy, jak wygląda świat bez strefy Schengen. Nie doświadczyliśmy stanu wojennego, nie wiemy, co to żywność na kartki czy pozwolenie na wyjazd. Nikt nigdy nie ograniczał naszej wolności. Aż do teraz.

"Tu policja, w związku z ogłoszoną w Polsce epidemią koronawirusa prosimy, aby dla własnego bezpieczeństwa pozostać w domach" - tak rozpoczyna się komunikat, który rozbrzmiewa z radiowozów w całym kraju. Dla wielu 20-latków, nie tylko z Polski, jest nie do uwierzenia, że ktoś może im zabrać prawo do decydowania o tym, co mogą robić.

- Jak trudne to może być? - zapytał Piers Morgan w programie śniadaniowym "Good Morning Britain" emitowanym 23 marca. - Pokolenie wojny żyło tak przez pięć lat i wiele milionów musiało walczyć za swój kraj, przeprawiać się przez okopy, by stawić czoła karabinom maszynowym i czołgom. Nas poproszono o zostanie w domu i oglądanie telewizji. Tyle mamy poświęcić dla swojego kraju i nawet tego nie jesteśmy w stanie zrobić! Jesteśmy pokoleniem, które nie rozumie słowa "nie", nie wie, jak słuchać poleceń. Nigdy nie musieliśmy zrobić niczego, co choć trochę przypominałoby wielkie poświęcenie dla kraju.

Morgan wybuchnął po tym, jak pokazano tłumy Brytyjczyków, którzy spotkali się w weekend nad morzem i na zakupach, pomimo ostrzeżeń od rządu, który po tygodniach czekania zaczął działać w sprawie pandemii.

Monolog Piersa Morgana dotknął ważnej kwestii - pokolenia, które pierwszy raz w życiu zostało poproszone o poświęcenie. I to nie takie z nagradzanych Oscarami filmów - z wybuchami w tle, wielkimi gestami i wieczną chwałą. Dzisiejsze "bohaterstwo" jest ciche, niezauważalne. Polega tylko na tym, by zostać w domu. I być może dlatego jest tak trudne dla osób, które przywykły do chwalenia się każdym aspektem swojego intensywnego życia w sieci. Jeśli to życie przestanie być intensywne - nie będzie się czym chwalić.

My 20-latkowie nie wiemy, jak wygląda świat bez strefy Schengen. Bez możliwości podróżowania kiedy i gdzie chcemy, robienia tego, na co mamy ochotę, wychodzenia z domu, gdy mamy potrzebę. Bez programów takich jak Erasmus+, dzięki którym możemy studiować i mieszkać w różnych krajach. W miarę postępowania kryzysu to pokolenie zostanie przetestowane tak, jak nigdy wcześniej. I między innymi od tego, jak sobie poradzi, będzie zależeć rozwój pandemii.

Wolność ponad życie

Jak pokazały pierwsze dni epidemii w Polsce, wiele młodych osób nie wzięło sobie do serca zaleceń WHO, żeby zostać w domach i ograniczyć kontakty z innymi ludźmi. Korzystając z chwilowego polepszenia pogody, dwa tygodnie temu ludzie tłumnie wybierali się m.in. nad Wisłę w Warszawie, na spacer nad Motławą w Gdańsku czy po krakowskich Plantach. Na reakcję długo nie trzeba było czekać - wszystkie miejsca nad Wisłą zostały zamknięte do odwołania, radni uchwalili tymczasowy zakaz spożywania alkoholu, a policja zaczęła patrolować te tereny, na których zazwyczaj zbierają się tłumy.

Kolejne obostrzenia dla całego kraju zostały wprowadzone 1 kwietnia. Wynikały nie tylko z pogorszenia sytuacji epidemiologicznej, lecz także niesubordynacji nastolatków.

- Młodzież w weekend wychodziła, spotykała się, stąd zakaz wychodzenia poza dom ludzi młodych bez rodzica - poinformował minister zdrowia Łukasz Szumowski podczas konferencji prasowej 31 marca. Dodał, że to w tej chwili jedyna walka, jaką prowadzimy. O pozostanie w domu.

Mimo kolejnych zakazów i wielokrotnie ponawianych próśb wiele osób nie przejmuje się szalejącym wirusem. - Nikt mi nie zabierze prawa do chodzenia po mieście - mówi Kuba, 21-latek z Warszawy. Mieszka sam w kawalerce na Białołęce. Przekonuje, że musi spotykać się z ludźmi, bo inaczej odbije się to na jego zdrowiu psychicznym. - Jeśli zostanę zatrzymany, to powiem, że idę do sklepu po jedzenie, a znajomych spotkałem po drodze. To nie apokalipsa - dodaje. Twierdzi, że jego bliscy myślą tak samo.

Wiele młodych osób wzoruje swoje zachowanie na "autorytetach", które lekko podchodzą do pandemii. Takie nastawienie prezentowała kanadyjska gwiazda Evangeline Lilly, znana m.in. z serialu "Lost". 16 marca w poście na Instagramie napisała, że "ceni wolność ponad życie" i nie będzie zmieniać swojej codzienności z powodu pandemii. Aktorkę obserwuje 2,3 miliona osób na Instagramie.

"Nie obchodzi mnie twoja wolność" - pisała w odpowiedzi aktorka Sophie Turner, znana z "Gry o Tron". "Możesz zarażać inne osoby, bezbronne osoby, przez to, co robisz. Zostańcie wszyscy w domu. To nie jest w porządku, to nie jest poważne i nie jest mądre". Pod wpływem krytyki Lilly wycofała się ze swoich słów i przeprosiła za ignorancję.

"Nieśmiertelna" młodzież

Skutki lekceważenia epidemii cały świat mógł obserwować we Włoszech, gdzie wielu młodym osobom wydawało się, że są niezniszczalne. Gdy w kraju ogłoszono zamknięcie szkół i uniwersytetów, potraktowano to jak niespodziewane wakacje. 27 lutego burmistrz Mediolanu ogłosił kampanię pt. "Mediolan się nie zatrzyma". We Włoszech było wtedy 655 zdiagnozowanych przypadków. Młodzi ludzie tłumnie wyszli do barów, restauracji. Gromadzili się pod katedrą Duomo w centrum i przesiadywali grupami w kawiarniach.

Katedra Duomo w Mediolanie (fot. Shutterstock)Katedra Duomo w Mediolanie (fot. Shutterstock) Katedra Duomo w Mediolanie (fot. Shutterstock) Katedra Duomo w Mediolanie (fot. Shutterstock)

Obecnie region wokół Mediolanu uznaje się za jeden z najbardziej dotkniętych epidemią, a zdjęcie z pobliskiego Bergamo, na którym ciała zmarłych były wywożone przez wojsko, obiegły cały świat.

Z podobnym przekonaniem, co wtedy młodzi Włosi, żyje do dziś wiele osób: że nie muszą się niczego bać, bo są młode, zdrowe, silne. I dalej mogą robić to, co zawsze, i korzystać ze swojej wolności. Choć napływające z różnych krajów wiadomości i statystyki zdają się pokazywać coś innego.

27 marca we Francji zmarła 16-letnia Julia. - Od samego początku mówiono nam, że wirus nie wpływa na młodych ludzi. Wierzyliśmy w to, jak wszyscy inni - powiedziała mama dziewczynki po jej śmierci w rozmowie z France24 . Julia nie miała żadnych chorób towarzyszących.

12-letnia Belgijka została w poniedziałek 30 marca nazwana najmłodszą ofiarą koronawirusa w Europie. Z danych z tego samego dnia z centrum kryzysowego w Rosji wynika, że na 212 nowych przypadków stwierdzonych w Moskwie 102 pacjentów (48 proc.) to osoby w wieku od 18 do 40 lat. Kolejnych 17 pacjentów (8 proc.) - dzieci. W sumie 56 proc. zakażonych ma mniej niż 40 lat.

Codziennie czytam nowe informacje o nastolatkach i młodych dorosłych, którzy trafiają do szpitali w bardzo ciężkim stanie. Faktem jest, że śmiertelność w tych grupach wiekowych jest stosunkowo niska, ale nadal występuje.

- U części chorych, niezależnie od wieku, śmiertelny jest nie sam wirus, ale bardzo gwałtowna, niepohamowana reakcja układu odpornościowego, która niszczy płuca i serce chorego. Ten sam mechanizm ma miejsce w sepsie bakteryjnej - tłumaczył umieranie młodych osób na koronawirusa dr n. med. Paweł Grzesiowski, ekspert w dziedzinie immunologii i terapii zakażeń w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" . Taka reakcja jest nazywana burzą cytokinową, a silny układ odpornościowy u młodych osób może być w tym przypadku przekleństwem.

Ale nawet jeśli młodzi pacjenci sobie poradzą z koronawirusem, to w czasie, gdy przebywają w oddziałach, zaczyna brakować miejsc dla starszych osób. 

Brytyjskie Stowarzyszenie Medyczne wydało nowe wytyczne zgodnie z którymi osoby źle rokujące mogą zostać odłączone od respiratorów, aby mogli z nich skorzystać pacjenci młodsi i zdrowsi. W Portugalii 85-letni były prezydent, Antonio Ramalho Eanes, wezwał osoby w wieku emerytalnym, by w razie, gdyby zaistniała taka konieczność, rezygnowały z respiratorów na rzecz młodszych i silniejszych osób, podaje portugalskie "Diario de Noticias" . W Nowym Jorku w ciągu kilku dni skończą się miejsca w szpitalach, a ratownicy medycznie mieli dostać wytyczne, by reanimować tylko przez 20 minut, a jeśli się nie uda - ciało zostawić, informuje "New York Post" .

Lekarze, ratownicy i pielęgniarki są zmuszani do wybierania, o czyje życie będą walczyć. Trzeba zrobić wszystko, żeby jak najrzadziej musieli podejmować takie decyzje.

Druga fala

Prezenter australijskiej stacji Sky News, Peter Gleeson, powiedział na wizji, że od zachowania młodych osób zależy teraz przyszłość Australii. A dwudziestolatki, które lekceważą nakaz dystansowania społecznego, powinni się "wstydzić samych siebie" za "brak inteligencji emocjonalnej".

 

Ale musimy być realistami: szczególnie trudne okaże się pozostanie w domach, kiedy temperatury będą już prawdziwie wiosenne, a ludziom zacznie się wydawać, że zagrożenie minęło lub przycichło. To, co się może stać, gdy za szybko wyjdziemy z domów, zobrazował dr Gregory Poland, ekspert ds. szczepionek i lekarz chorób wewnętrznych, w rozmowie z "The Guardian" . Ostrzega, że jeśli za szybko zaczniemy łamać zasady izolacji, czeka nas druga fala zachorowań. I upomina:

- Spójrzcie na złotego medalistę z Afryki Południowej [Cameron van der Burgh, 31-latek, mistrz olimpijski zakażony koronawirusem - przyp. red.], który powiedział, że nigdy w życiu nic go tak nie powaliło. Przyjrzyjcie się zdjęciom młodych ludzi pod respiratorami albo tym, którzy już stracili życie. I kontynuuje: - Zdajesz się na los. Podam taki przykład. Gdybym miał pistolet z setką komór i jedną kulą, zaryzykowałbyś? Pozwoliłbyś mi go przystawić do głowy twojej siostry, żony, mamy?

Zostań w domu!

W 1918 roku, podczas początków innej epidemii, Stany Zjednoczone planowały parady, by świętować koniec wojny. Choć w Filadelfii chorych na grypę hiszpankę było już 600 osób, zdecydowano się bawić na ulicach. W Saint Louis, innym mieście dotkniętym zarazą, podjęto zgoła odmienną decyzję - zakazano wszelkich imprez masowych. Miesiąc później liczba chorych w Filadelfii przekroczyła 10 000, podczas gdy w Saint Louis nigdy nie osiągnęła 1000.

Choć koronawirus i grypa różnią się od siebie pod wieloma względami - zarówno śmiertelnością, jak i tym, jak się przenoszą - sytuacja sprzed ponad 100 lat pokazuje, jak ważna jest izolacja.

Badacze z Uniwersytetu Imperial College w Londynie obliczyli, że pandemia może tylko w tym roku spowodować śmierć 20 milionów osób na całym świecie. W symulacji bez zachowania dystansu społecznego liczba ta rośnie dwukrotnie. 

Podobnie czarny scenariusz, nieuwzględniający izolacji, opublikowało U.S. Centers for Disease Control and Prevention : od 160 do 210 milionów ludzi zarażonych do grudnia, 1 milion hospitalizowanych i od 200 000 do 1,7 miliona umierających w samych Stanach Zjednoczonych. 

Jakie będą te liczby w rzeczywistości? Który scenariusz się sprawdzi? Wiele zależy między innymi od tego, czy moje pokolenie, które pierwszy raz w życiu usłyszało "nie", zostanie w domu.

Agata Porażka. Ur. 1998. Dziennikarka weekendowego magazynu Gazeta.pl, wcześniej pisała dla Wirtualnej Polski. Studiuje w Szkole Głównej Handlowej.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o: