PiS wzoruje się na wyborach w Bawarii? W Niemczech głosowanie korespondencyjne odbywa się od 63 lat

15 marca w Bawarii odbyła się pierwsza tura wyborów samorządowych. Po zarządzeniu premiera kraju związkowego 29 marca (czyli w drugim terminie) wybory zostały przeprowadzone w całości korespondencyjnie. Podobnie w Polsce wybory chce przeprowadzić Prawo i Sprawiedliwość: w porównaniu do niemieckiego landu odbędą się one jednak na o wiele większą skalę i bez cennego, 60-letniego doświadczenia w tej kwestii.
Zobacz wideo Co z terminem wyborów? Pytamy ministra Wosia

Niemiecka agencja prasowa DPA podała, że po raz pierwszy w historii Bawarii wszyscy wyborcy mogli wziąć udział w wyborach oddając swoje głosy listownie. Z powodu zagrożenia koronawirusem w landzie nie zorganizowano lokali wyborczych, a głosowanie odbyło się korespondencyjnie. Według "Sueddeutsche Zeitung" aż 99,7 proc. głosów zostało oddanych poprawnie. W wyborach udział wzięło 51 proc. uprawnionych obywateli landu.

W części Bawarii przeprowadzono wybory w trybie korespondencyjnym - udział w nich wzięło 51 proc. uprawnionych obywateli

Głosowanie dotyczyło jednak nie całej Bawarii, ale 750 miast, gmin i powiatów. Wybory objęły więc tylko część 13-milionowego landu, który jest trzykrotnie mniejszy od Polski. Głosowanie korespondencyjne w Niemczech nie jest na dodatek niczym nowym - przeprowadzane jest już od 63 lat.

Dyrektorka Programu Europejskiego w Instytucie Spraw Publicznych dr Agnieszka Łada w rozmowie w TVN24 przyznała jednak, że mimo doświadczenia i mniejszego zasięgu, wybory nie odbyły się bez żadnych problemów. - Trzeba pamiętać, że w Niemczech możliwość wyboru korespondencyjnego istnieje od 1957 roku. Niemcy doskonale znają ten system: jako wyborcy i jako państwo, jako samorząd. To nie jest nic nowego. Tam nikt nikomu nie musiał tłumaczyć, jak to przebiega, poza tym co zwykle jest tłumaczone, bo Niemcy to znają. Były opóźnienia, były problemy, to nie jest tak, że wszystko poszło bez szwanku - powiedziała.

Prawo i Sprawiedliwośćprojekt o głosowaniu korespondencyjnym chce wprowadzić na 40 dni przed wyborami. Do głosowania listownego uprawnionych będzie 30 milionów obywateli, do których w takiej sytuacji będą musiały być wysłane pakiety wyborcze. Do tej pory nie ustalono procedur takiego ogólnopolskiego głosowania. "Projekt zmian w Kodeksie wyborczym trafi do Sejmu w piątek. Czyli Senat może 3 maja odrzucić projekt. To oznacza, że 4 maja Sejm może odrzucić uchwałę Senatu i wówczas ustawa wchodzi w życie w dniu 5 maja. To oznacza, że na rozdysponowanie 30 milionów pakietów korespondencyjnych będzie 4 dni" - skomentował projekt ustawy prawnik i były polityk Roman Giertych.

Głosowanie korespondencyjne w Bawarii zostało uchwalone po tym, jak lekarze krytykowali przeprowadzenie pierwszej tury wyborów w landzie. Mimo środków ostrożności na tydzień po głosowaniu odnotowany został wzrost zakażeń koronawirusem. Podobna sytuacja ma miejsca także we Francji, gdzie COVID-19 stwierdzany jest u coraz większej ilości wolontariuszy oraz pracowników lokali wyborczych.