Miesiąc, dwa, sześć? Ile potrwa izolacja i jaka może być "nowa normalność" po epidemii

Ile potrwa izolacja spowodowana epidemią i jak będzie wyglądało życie po niej? Wciąż jest tu więcej pytań. Jednak z możliwych scenariuszy wyłania się odpowiedź. Obostrzenia pewnie potrwają do momentu znacznego spadku zachorowań na COVID-19 - ale po tym życie wcale nie wróci do normy. Najpewniej na długo zostaną z nami pewne ograniczenia (np. zakaz dużych imprez) czy nowe nawyki (dezynfekcja dłoni, trzymanie dystansu, maski na twarzach).
Zobacz wideo Woś o przebiegu choroby: Z leczenia domowego trafiłem do szpitala

Zaczęło się od rekomendacji, by myć ręce i kichać w łokieć. Po tym przyszło zamknięcie szkół, granic i dalej lawina innych obostrzeń. Teraz większość usług jest zamknięta, sklepy i transport objęto ograniczeniami, wychodzenie z domu możliwe jest tylko pod pewnymi warunkami. To ma nam pomóc ograniczyć rozwój epidemii koronawirusa. 

Ale jak długo takie środki będą potrzebne? I jak długo jesteśmy w stanie je wytrzymać? Nikt nie jest w stanie precyzyjnie odpowiedzieć na te pytania. Możemy się jednak spodziewać, że wirus szybko nie zniknie. Tymczasem zamknięcie kraju na miesiąc czy dwa jest niełatwe, a na np. pół roku - trudno to sobie wyobrazić. Potrzebny jest zatem scenariusz tego, jak wyjść z obecnego stanu. 

Premier Mateusz Morawiecki mówił, że ma nadzieję na to, iż obecna izolacja "kupi nam czas" pozwoli za jakiś przejść do "nowej normalności". Kluczowe jest słowo "nowa". - Nie taka jak była, bo na pewno musimy bardzo mocno poddać się wszelkim procedurom sanitarnym - mówił premier. Na wtorkowej konferencji mówił o "nowej normalności" w perspektywie "kilku miesięcy". Na czym może ona polegać?  Czy wciąż będzie w niej ryzyko zakażenia? Jak należy wykorzystać "kupowany" obostrzeniami czas, o którym mówił premier? 

Szczepionka i odporność stadna

Najprostszym - z pozoru - wyjściem z epidemii byłoby zdobycie odporności na koronawirusa. Nie musieliby jej mieć nawet wszyscy - gdy odpowiedni odsetek społeczeństwa jest uodporniony, mamy do czynienia z tzw. odpornością zbiorową (lub stadną). Nawet jeśli niektórzy wciąż mogą zachorować, to większość nie - i w takim wypadku wirus nie ma jak się rozprzestrzeniać. To chroni także tych nieuodpornionych. Dzięki odporności zbiorowej nie mamy problemu np. z odrą. Pomogła ona także prawdopodobnie zatrzymać wirus Zika w jednym z miast Brazylii. Odra jest wysoce zakaźna, zatem ma wysoki pułap odporności zbiorowej - ponad 90 proc. SARS-CoV-2 nie rozprzestrzenia się aż tak łatwo. Jednak to nowy wirus i wciąż nie wiemy o nim wszystkiego. Dlatego szacunki dot. odporności stadnej na koronawirusa różnią się - według niektórych potrzebna byłaby odporność 50-60 proc. populacji, według innych 80 proc.

I tu pojawia się problem. Jak to osiągnąć? Są dwie możliwości. Pierwszą jest podana większości populacji szczepionka. W ten sposób utrzymujemy zbiorową odporność np. na wspomnianą odrę. Laboratoria w wielu krajach pracują nad szczepionką przeciwko COVID-19, zaczęły się już nawet pierwsze testy na ludziach. To jednak nie znaczy, że będzie ona gotowa w ciągu tygodni czy nawet miesięcy. Szef WHO i inni eksperci mówią, że może ona być gotowa za 18 miesięcy, czyli pod koniec 2021 roku. Jednak stworzenie skutecznych i bezpiecznych szczepionek zazwyczaj trwa lata i niektórzy uważają mówienie o 18 miesiącach za przesadny optymizm. 

Drugą możliwością jest osiągnięcie odporności zbiorowej "naturalnie", czyli przez zakażenie wirusem większości społeczeństwa. Taki pomysł przez jakiś czas był rozważany w Wielkiej Brytanii. Zrezygnowano z tego jednak na rzecz obostrzeń takich, jak te wprowadzone przez inne kraje. Powód? Zakażenie się milionów osób w krótkim czasie oznaczałby dziesiątki tysięcy ofiar, załamanie systemu opieki zdrowotnej, brak możliwości pomocy wszystkim chorym.

Zatem na powszechne szczepienia przyjdzie nam poczekać, a odporność przez zakażanie to najpewniej droga do tragedii. Co więcej, wciąż nie wiemy jeszcze wszystkiego na temat odporności nabytej po przebyciu choroby czy ewentualnym szczepieniu. Bill Gates (który od jakiegoś czasu ostrzegał przed skutkami pandemii) uważa, że dopiero powszechne szczepienia pozwolą wrócić nam do życia takiego jak przed koronawirusem. Jednak trudno sobie też wyobrazić, żebyśmy żyli z obecnym obostrzeniami przez rok czy dwa. Zatem jakie są możliwe scenariusze wychodzenia ze stanu epidemii i nowej normalności? 

Miesiąc, dwa, dwanaście? 

"The Atlantic" opisuje cztery możliwe scenariusze wychodzenia. Pierwszy to miesiąc lub dwa izolacji społecznej. Jednak zakłada on, że choroba sama z siebie okazuje się mniej groźna. Na to nie wskazują jednak informacje np. z Lombardii czy Nowego Jorku. Drugi - gwałtowny wzrost zachorowań i zbliżenie się do zbiorowej odporności. Pierwsza możliwość jest mało prawdopodobna, druga - tragiczna. Drugi scenariusz mówi o dwóch do czterech miesiącach obostrzeń. Zakłada, że w tym czasie zdobywamy lepszą wiedzę na temat wirusa (m.in. dzięki masowym testom) i to pozwala stopniowo przywracać normalne życie, jednak z pewnymi środkami ostrożności. Możliwy jest np. powrót do życia osób z potwierdzoną odpornością, a izolowanie najbardziej narażonych. Lub możliwość wychodzenia z domu, ale nie masowych zgromadzeń; działanie restauracji, ale z mniejszą liczbą stolików; izolowanie regionów czy miejsc, gdzie pojawiają się ogniska, a może też bardziej narażonych grup społecznych. Do tego rygor higieniczny: mycie rąk, dezynfekowanie dotykanych powierzchni. Ten czas może pozwolić także na znalezienie lepszej metody leczenia COVID-19. To nie zmniejszy liczby zakażeń, lecz może odciążyć szpitale i obniżyć śmiertelność. 

Dwa kolejne scenariusze, o których mówią eksperci cytowanie przez "The Atlantic", są znaczenie dłuższe. Jeden oznaczałby obostrzenia trwające od czterech miesięcy do roku. Mogą być złagodzone latem, jeśli okaże się, że w tym czasie rozprzestrzenianie się wirusa spowalnia. To jednak na razie tylko teoria. Wciąż oznaczałoby to jakiś poziom dystansowania społecznego, np. brak większych zgromadzeń, ograniczenia liczby osób w sklepach. Mogą też zostać zniesione obostrzenia w podróżowaniu, jeśli zakażenie się w swojej okolicy będzie tak samo prawdopodobne, jak w innym mieście. Jednak jeśli to letnie warunki przyczyniłyby się do wyhamowania epidemii, to nowa fala zachorowań mogłaby się pojawić z nadejściem jesieni. Sytuację powinno wtedy łagodzić to, że cześć ludzi będzie odporna, zaś system opieki zdrowotnej - lepiej przygotowany. Najdłuższy scenariusz to od 12 do 18 miesięcy obostrzeń - czyli do czasu, kiedy będziemy mieli szczepionkę. Oczywiście nie wystarczy, że zostanie ona stworzona. Potrzebna będzie produkcja i dystrybucja, a chętny będzie cały świat. Zatem zaszczepienie wszystkich nie odbędzie się z dnia na dzień. Możliwe, że pewne najbardziej narażone grupy dostaną ją pierwsze, a inni poczekają dłużej.  

"Młot i skalpel", czyli "nowa normalność"

Jaki scenariusz jest prawdopodobny w Polsce? To zależy od wielu czynników i nie da się dziś stwierdzić z całą pewnością, który okaże się prawdziwy. Jednak wydaje się, że nawet najbardziej optymistyczny oznacza, że jeszcze przez wiele miesięcy życie codzienne będzie w pewnym stopniu ograniczone. Możliwe są też inne, dodatkowe środki. Giulio Gallera z władz regionu Lombardii mówił, że do czasu upowszechnienia szczepionki konieczne będzie np. powszechne noszenie maseczek na twarz. Pojawiają się też koncepcje szczególnej izolacji osób bardziej narażonych - seniorów i tych z chorobami współistniejącymi, przy pozwoleniu reszcie na jako taki powrót do normalności.  

Poza ograniczeniami, sposobem na walkę z pandemią jest też przejście do ofensywy: masowe testowanie, izolowanie chorych i osób, z którymi miały kontakt. Serwis vox.com opisuje to jako przejście od metody "młota" do "skalpela". Młotem jest wprowadzona teraz w Polsce i innych krajach izolacja społeczna. Skalpelem byłoby stopniowe zamienienie jej na skuteczne wykrywanie maksymalnej liczby chorych i izolowanie ich oraz osób, z którymi miały kontakt. Przykładem może tu być to, co stara się robić Korea Południowa. W Polsce trwają prace nad aplikacją, która (na wzór właśnie krajów azjatyckich) pozwoliłaby wykrywać, kto miał kontakt z zakażonym i izolować te osoby, by zatrzymać rozprzestrzenianie się choroby.

Kiedy możemy spodziewać się luzowania ograniczeń i przechodzenia do nowej normalności? Brytyjski profesor Paul Cosford powiedział, że środki izolacji społecznej będą musiały pozostać w mocy do momentu, kiedy przyrost nowych zakażeń będzie "minimalny".  

Model koreański, scenariusz z Chin

Korea Południowa jest często przedstawiana jako wzór kontrolowania epidemii. Kraj jest geograficznie blisko Chin, pierwsze zachorowania odnotowano tam już w połowie lutego. W marcu doszło do skoku zachorowań, w dużej mierze związanego z jednym ogniskiem choroby w kościele mieście Daegu. Ale od około 10 marca liczna nowych przypadków nie rośnie - jest stała, na poziomie około 100 dziennie.

Co zrobiła Korea? Choć zalecane jest tam dystansowanie społeczne, to nie wprowadzono takich obostrzeń, jak w niektórych krajach. Minister spraw zagranicznych Korei Kang Kyung-wha powiedziała, że jednym z najważniejszych elementów jest masowe badanie pod kątem COVID-19. Wykonywane są dziesiątki tysięcy testów dziennie. Chorzy są izolowani, a ponadto (przy pomocy technologii - co nie jest wolne od kontrowersji) sprawdza się, z kim mieli kontakt, by i te osoby poddać kwarantannie. Według minister kluczowa jest też "absolutna jawność" i informowanie opinii publicznej o szczegółach przebiegu epidemii i działaniach władz. 

Korea jest podawana za przykład, jednak władze podkreślają, że kontrolowanie epidemii wcale nie oznacza, że została ona pokonana. Możliwy jest dalszy wzrost zachorowań, nowe ogniska, a środki ostrożności będą wciąż potrzebne. -  Zdajemy sobie sprawę, że nawet po otwarciu szkół (w kwietniu - red.) nie będzie "normalności" takiej, jak przed koronawirusem. Normalność będzie wyglądał zupełnie inaczej. Tak będzie przez długi czas. Dlatego wszyscy musimy znaleźć sposób na zarządzanie tym na poziomie status quo - powiedziała. 

Swoje ograniczenia ma też model Chiński. W kraju, w którym zaczęła się epidemia, wprowadzono najostrzejsze ograniczenia dla obywateli. Teraz władze podają, że nowych przypadków zakażeń w Wuhan czy w ogóle wewnątrz Chin już praktycznie nie ma, pojawiają się w większości "przywiezione" zachorowania (choć wiarygodność chińskich danych jest poddawana w wątpliwość - więcej o propagandowej wojnie wokół wirusa pisaliśmy tutaj). 

Nawet jednak przyjmując, że rzeczywiście epidemia jest tam w dużym stopniu opanowana, to powrót do normalności jest stopniowy i obarczony obostrzeniami. W Wuhan całkowita izolacja trwała ponad dwa miesiące, ale także jest krok po kroku łagodzona. Jednak nowa normalność to obowiązkowe maski na twarz, pomiary temperatury w miejscach publicznych, czy system kodów, które mieszkańcy mają na telefonach. Jak opisuje CNN, przed wejściem do sklepu czy komunikacji publicznej trzeba zeskanować kod na telefonie - i można wejść tylko, jeśli jest on zielony. Opuszczenie miasta bez pozwolenia czy wyłączenie lokalizacji telefonu sprawia, że kod zmienia się na czerwony. Sciencemag.org opisuje, że choć otwierane są centra handlowe czy restauracje, zamknięte pozostają kina czy uczelnie. Nie ma masowych wydarzeń. Ludzie dalej trzymają dystans, a ci, którzy mogą - pracują z domu. "Nature" opisuje, że eksperci wciąż boją się nowej fali zachorowań. To, jak będzie się rozwijać sytuacja w prowincji Hubei i całych Chinach może być kluczową informacją dla reszty świata.  

Scenariusz? "Dla mnie priorytetem są kombinezony" 

Większość z nas chciałaby wiedzieć, kiedy nasze życia będą mogły wracać do normalności - nawet tej "nowej", z obostrzeniami, jednak pozwalającej na pracę, prowadzenie biznesu, kontakt z bliskimi. Jednak ci na pierwszej linii frontu bywają dalecy od snucia takich rozważań w czasie, gdy mierzą się z ogromnymi wyzwaniami z dnia na dzień. 

 Od czego przede wszystkim zależy, jaki będzie scenariusz? Od darczyńców, którzy mogą nam dać kombinezony ochronne. To jest dla mnie w tej chwili priorytet. Od tego zależy przebieg epidemii, czy dostaniemy kombinezony dla personelu - bez nich nie będzie możliwe diagnozowanie i opieka nad zakażonymi, a to oznacza rozszerzanie się zakażeń

- powiedział w rozmowie z Gazeta.pl prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Prof. Flisiak podkreślił, że braki środków ochronny personalnej są dramatyczne, tymczasem bywa, że darczyńcy przekazują je do szpitali, które wcale nie zajmują się chorymi na COVID-19. Tymczasem my mamy na stanie 30 kombinezonów - stwierdził prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

O możliwości masowych badań prof. Flisiak powiedział, że jest to rozwiązanie, które można stosować gdy wyczerpane są wszystkie inne możliwości zwalczania epidemii, a nam do tego daleko. - Natomiast niezależnie, czy to scenariusz włoski, francuski czy niemiecki, to prędzej czy później dochodzi do dużego wzrostu zachorowań. Różnica polega na liczbie zgonów. A ta zależy od mianownika, czyli tego, jak dużo zakażeń wykryto. Zwłaszcza tych bezobjawowych. We Włoszech ich nie szukano, w Niemczech tak - i tam wskaźnik śmiertelności jest bardzo niski - powiedział. 

Więcej o:
Komentarze (184)
Miesiąc, dwa, sześć? Ile potrwa izolacja i jaka może być "nowa normalność" po epidemii
Zaloguj się
  • wookiee.chewbacca

    Oceniono 45 razy 39

    Na pewno, nie może być cały kraj zamknięty cały czas, gdyż najdalej za dwa miesiące Polska jako kraj po prostu zbankrutuje i będziemy mieli zamieszki przed sklepami i bitwy o jedzenie. Policja nie przyjedzie, bo dla policji też nie będzie pieniędzy. Jeśli w gospodarce nie ma cyrkulacji pieniędzy, skarb państwa tez nic nie dostanie. Nie dostanie kasy z VAT, dochodowego, opłaty paliwowej, ZUS, akcyzy i Polska rozpadnie się bardzo szybko jak za miesiąc czy dwa zabraknie na emerytury i płace dla urzędników.

  • bruna5

    Oceniono 36 razy 30

    Normalność po epidemii, to masowe bankructwa konsumenckie i tysiące ludzi w kolejkach do pośredniaka. Kto wie, czy nie wybuchnie rewolucja z powodu niewypłacalności państwa, łącznie z siłowym obaleniem władzy Kaczystowców.

  • R 80

    Oceniono 32 razy 24

    Ja proponuję wyjść za chwilę i otwierać firmy. I tak oni mają nas w d. ie. Zachować bezpieczeństwo chodzić w maseczkach, ale zarabiać pieniądze. Pamiętajcie oni walcząc o siebie, a nie o nas.

  • polakadam

    Oceniono 36 razy 24

    Jeśli dojdzie do osiągnięcia odporności zbiorowej to suweren będzie mógł znowu przestać się myć.

  • maadzik3

    Oceniono 30 razy 22

    Żaden kraj, żadna gospodarka nie wytrzyma takich 12-18 miesięcy. W większości implozja nastąpi znacznie szybciej. A wtedy... patrzmy na Wenezuelę. W gorszych wariantach na Syrię :(

  • Ha Kade

    Oceniono 25 razy 21

    Didajcie do tego bezmyślnie roztrwonione pieniądze z czasu koniunktury na pińcetplusy, kler i inne łapówki wyborcze i wracamy do zarobków na poziomie PRL: 60? na miesiąc.

  • obywatel_piszczyk

    Oceniono 15 razy 15

    @dejtrejder
    Ale tu jeż ważny czas, Najdalej za 3 miesiące nie będzie czego zbierać jeśli chodzi o gospodarkę, bo Polska już przed epidemią miała ogromny deficyt budżetowy. PiS rozdawał kasę na lewo i prawo. Kasę, której nie miał. To tak, jakbyś wziął kredyt, pieniądze rozdał i jednocześnie stracił pracę, czyli możliwość spłaty. PiS nie ma czym zasypać dziury budżetowej, bo gospodarka stoi.

  • supermarjan

    Oceniono 20 razy 14

    ponad 2 msce blokady gospodarki to jest ZAGLADA.
    pora to zrozumiec.
    calkowite bankructwo. rozpad panstwowosci, zbrojne bandy na ulicach, zaopatrywanie sie w sklepach przez wjazd autem do srodka, kradzież z pol kartofli itp.
    napady, smierc, zniszczenie, byc moze wojna miedzy panstwami, na pewno wojny domowe i pelzajace jak na ukrainie.
    LUDZIE QFFFFA!!! OTRZEŹWIJCIE!!!
    zmarlo ok 60 000 ludzi na ssumeryczną liczbe 8 miliardow!!!
    niech bedzie 120 000 bo wiele panstw klamie a wiele innych nie bada tego niemal wogole.
    dajmy na to ze przy odp. zbiorowej zemrze 1 200 000 ludzi! NA CALYM SWIECIE.
    duzo? ok 150 000 umiera dziennie na tzw naturalne przyczyny.
    wolisz wojny i ofiary w setkach milionow?
    a bron atomowa?
    co to mad max zbanowany? tak trudno obejrzec?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX