Ministerstwo zdrowia zakazało konsultantom wypowiadania się nt. epidemii. "Tak robiono w realsocjalizmie"

Kilka dni temu wiceminister zdrowia skierowała do krajowych konsultantów z zakresu medycyny pismo ws. zakazu wypowiadania się nt. epidemii koronawirusa. Zdaniem prof. Krzysztofa Simona, ordynatora oddziału chorób zakaźnych w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym, działanie resortu jest "absurdalne" i przypomina praktyki wprost z "realsocjalizmu".

W miniony czwartek Ministerstwo Zdrowia skierowało do krajowych konsultantów z zakresu medycyny pismo ws. zakazu wypowiadania się wojewódzkich konsultantów nt. epidemii koronawirusa. Konsultanci krajowi swoje wypowiedzi konsultować mają natomiast bezpośrednio z resortem zdrowia oraz GIS.

W piśmie podpisanym przez sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Józefę Szczurek-Żelazko wyrażona jest prośba o "zobowiązanie konsultantów wojewódzkich w reprezentowanych przez Państwa dziedzinach do zaprzestania samodzielnego wydawania opinii dotyczących koronawirusa SARS-CoV 2 odpowiedzialnego za epidemię COVID-19".

Część lekarzy wyraziła stanowczy sprzeciw i działania ministerstwa określili jako "szantaż i próbę uciszenia środowiska". 

Prof. Simon: Pismo pani mister jest absurdalne

Pismo przesłane do krajowych konsultantów w ostrych słowach skrytykował prof. Krzysztof Simon, ordynator 1. oddziału chorób zakaźnych w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym i wojewódzki konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych.

Jestem propaństwowcem, niezależnie od tego, kto i jak rządzi tym krajem, i służę mu realizując polecenia rządu. Pismo pani minister Żelazko jest jednym z kilku absurdalnych wydanych przez nią i bardzo niemądrych. To narusza moje podstawowe prawa obywatela, moją wiedzę i wykształcenie. Nikt nie ma mi prawa zakazywać tego, bo tak robiono w realsocjalizmie i w czasach nazistowskich

- stwierdził prof. Simon, cytowany przed wrocławski oddział "Gazety Wyborczej"

Zobacz wideo Mateusz Morawiecki: Musimy dalej ograniczać dystans społeczny

W trakcie wideokonferencji z dziennikarzami Simon stwierdził, że w Polsce - mimo sygnałów biegnących ze świata - reakcja na szerzącą epidemię koronawirusa pojawiła się zdecydowanie zbyt późno. - Było wiadomo od dawna, że jest epidemia w Chinach. Przecież oni jeżdżą po całym świecie, budują fabryki pod Wrocławiem, nasze agencje wywiadu podawały, że taka epidemia się szykuje i trzeba zareagować. Jak pojawiły się pierwsze przypadki zachorowania, to okazało się, że w magazynach nie ma maseczek, strojów, wszystkiego nie ma. Jak nasi się zorientowali, to Chiny zablokowały już produkcję (...) - powiedział Simon.

Ordynator 1. oddziału chorób zakaźnych wrocławskiego szpitala dodał, że w ostatnich dniach stan zaopatrzenia jego placówki w potrzebny sprzęt uległ poprawie. Nie oznacza to jednak, że wszystkie przeszkody udało się wyeliminować. - Problem jest jednak nadal z dobrej jakości maskami i strojami, które będą nas chronić przed kontaktem z wirusem. Awaryjnie używamy strojów plastikowych jak na wojnę biologiczną, które kompletnie nie nadają się do opieki nad pacjentem. Pielęgniarka nie jest w stanie zrobić w tym zastrzyku, na izbie przyjęć wytrzymuje się dwie godziny, bo ludzie mdleją. To kwestia organizacji funkcjonowania państwa, które powinno takie rzeczy zabezpieczyć - ocenił Simon.