Woziły ropę, miały ratować rannych w III wojnie światowej, teraz służą podczas pandemii. Największe pływające szpitale świata

Wojsko USA w ramach walki z pandemią uruchomiło swoje dwa wielkie statki szpitalne USNS Comfort i Mercy. Oba nie mają sobie równych na świecie, zarówno pod względem możliwości jak i związanych z tym kosztów. W ostatnich latach dyskutowano, czy w ogóle jest sens je utrzymywać. Teraz niespodziewanie udowadniają swoją wartość.

USNS Comfort popłynął do Nowego Jorku, a USNS Mercy do Los Angeles. Mają tam wspierać normalne szpitale miejskie podczas pandemii. Same nie będą przyjmować zakażonych koronawirusem, ponieważ nie zbudowano ich do pełnienia funkcji szpitali zakaźnych. Mają natomiast przejmować cześć standardowych pacjentów, aby odciążyć lądowe placówki.

Medyczna pomoc z morza 

Oba statki mają ku temu spore możliwości, ponieważ są dużymi i dobrze wyposażonymi pływającymi szpitalami obsadzonymi przez doświadczoną kadrę.

Każdy ma na pokładzie tysiąc łóżek dla pacjentów, w tym 80 na oddziale intensywnej terapii. Do tego 12 sal operacyjnych, tomograf, cztery pracownie radiologiczne, dwie wytwórnie tlenu, obszerne magazyny leków i materiałów medycznych oraz zapas 5 tysięcy jednostek krwi (około 2,5 tysiąca litrów). Na pokładzie jest też oddział zakaźny, choć wojsko USA nie informuje, na ilu pacjentów.

Żeby to wszystko pomieścić trzeba odpowiednio dużego kadłuba. Obie jednostki są jednymi z największych będących na wyposażeniu amerykańskiego wojska. Mierzą 272 metry i ustępują jedynie lotniskowcom atomowym. Ich nadbudówki wznoszą się nad wodą na ponad 30 metrów, czyli odpowiednik dziesięciu pięter. Na nich znajduje się duże lądowisko, zdolne przyjąć nawet ciężkie śmigłowce transportowe. Miejsca jest tyle, że w przeszłości ustawiano tam nawet prowizoryczny hangar dla dwóch mniejszych maszyn, aby mogły działać z pokładu pływającego szpitala.

To największe tego rodzaju jednostki w historii. Żadne inne państwo nie ma obecnie czegoś porównywalnego. Chińczycy mają jeden statek szpital przebudowany ze statku wycieczkowego, ale jest znacznie mniejszy.

embed

Pacjenci zamiast ropy

Gigantyczne jednostki typu Mercy to pochodna rozbuchanych wydatków wojskowych ery Ronalda Reagana. W latach 80. wojsko USA gwałtownie się rozbudowywało i na jego potrzeby tworzono wiele wyposażenia z kategorii największe czy najlepsze jak się da. Tak też się stało ze statkami szpitalnymi.

Poprzednie amerykańskie jednostki tej klasy pochodziły jeszcze z okresu II wojny światowej, była to seria sześciu statków typu Heaven (ang. niebo). Były cztery razy mniejsze od USNS Comfort i Mercy, choć mogły przyjąć na swoje pokłady do 800 pacjentów w mniej komfortowych warunkach. Ostatnie dwie jednostki typu Heaven służyły do lat 80., kiedy zostały zastąpione przez obecne statki-szpitale.

Obie jednostki typu Mercy to przebudowane supertankowce. Zbudowano je w latach 70. w celu transportowania ropy z Alaski do USA. Po niecałej dekadzie służby w pierwotniej roli zostały zakupione przez wojsko. Ich bardzo pojemne kadłuby uznano za idealne dla pływającego szpitala. Nie dość, że można w nich wiele pomieścić, to jeszcze są bardzo stabilne i zapewniają dobre warunki do przeprowadzania operacji.

Przebudowa była bardzo rozległym przedsięwzięciem. Oba statki stały w stoczni po trzy lata, zanim w 1986 (USNS Mercy) i 1987 (USNS Comfort) trafiły formalnie do służby. Ich sylwetka mocno się zmieniła przez dodanie rozległej nadbudówki na prawie całej długości kadłuba. Bez większych zmian została sama skorupa i napęd.

Zobacz wideo

Strategiczny zapas na wojnę i kryzys

Po co właściwie Amerykanom takie wielkie pływające szpitale? Pomyślano je przede wszystkim na wypadek III wojny światowej lub jakiegoś poważnego konfliktu lokalnego. W ich trakcie rannych żołnierzy byłyby masy, zdecydowanie więcej niż można by ewakuować do kraju drogą powietrzną. Statki szpitalne popłynęłyby więc możliwie blisko frontu (mogą działać zacumowane w porcie jak i po prostu krążąc po morzu) i tam stałyby się ważnym ogniwem w łańcuchu ewakuacji rannych do kraju, przygotowując ich do dalszej podróży poprzez przeprowadzenie niezbędnych operacji czy zabiegów.

Oba statki typu Mercy pełniły taką funkcję podczas pierwszej wojny z Irakiem w 1991 roku. Przez ich pokłady przez pół roku przewinęło się 1400 rannych i kilkanaście tysięcy innych pacjentów. Operacja Pustynna Burza poszła zdecydowanie łatwiej niż pierwotnie zakładano więc oba statki wykorzystały jedynie małą część swoich możliwości.

Jednostki typu Mercy mogą być też wykorzystywane podczas różnego rodzaju kryzysów, od katastrof humanitarnych, przez naturalne po takie, jak obecna pandemia. W praktyce to jest głównym zajęciem obu statków szpitali, które wielokrotnie udawały się do państw dotkniętych różnymi katastrofami czy po prostu nie posiadających sprawnej służby zdrowia, niosąc pomoc humanitarną. Amerykanie nie ukrywają, że jest to forma dyplomacji i budowania dobrej opinii na temat USA na świecie. W ojczyźnie pomagały między innymi po zamachach na WTC w 2001 roku czy po huraganie Katrina w 2005 roku.

Obie jednostki większość czasu spędzają nieaktywne w swoich portach macierzystych (USNS Comfort w Norfolk na wschodnim wybrzeżu USA, a Mercy w San Diego na zachodnim wybrzeżu), doglądane jedynie przez załogi szkieletowe. Dopiero po otrzymaniu rozkazu mobilizacji mają być w ciągu pięciu dni całkowicie gotowe do działania (choć w praktyce bywa to dłużej, w 2017 roku USNS Comfort szykował się dwa tygodnie do rejsu do zdewastowanego przez huragan Portoryko).

Personel medyczny (do 1200 osób) normalnie pracuje w szpitalach wojskowych w portach macierzystych i dopiero po otrzymaniu rozkazu przenosi się na pokład. Obsługą samego statku zajmuje się załoga cywilna licząca 71 marynarzy. Formalnie obie jednostki należą do US Navy, ale jako nieuzbrojone jednostki pomocnicze obsadzone przez cywilne załogi nie mają przed nazwą tradycyjnego "USS" (United States Ship) lecz "USNS" (United States Naval Ship).

Teraz oba pływające szpitale mogą odegrać bardzo ważną rolę w największych metropoliach USA. Być może dzięki temu unikną topora. Od lat trwają bowiem w USA dyskusje, czy nie są przesadnym zbytkiem z czasów zimnej wojny. Ich utrzymanie w 2019 roku kosztowało 120 milionów dolarów. W 2018 roku ze strony US Navy wyszła propozycja, aby jeden z nich przedwcześnie wycofać. Nawet w 2019 roku. Jak widać propozycja nie znalazła jednak uznania w Kongresie. Oba statki nadal są w służbie.

Więcej o: