Immunolog: Za ok. trzy-cztery tygodnie czeka nas szczyt zachorowa, ale tempo wzrostu jest niskie

Porwnujc liczb zakae koronawirusem w Polsce i na wiecie wiele osb zastanawia si, czy podawane m.in. przez Ministerstwo Zdrowia dane odzwierciedlaj stan faktyczny. Immunolog, dr Pawe Grzesiowski, za porednictwem swojego profilu na Twitterze informuje, e trend mimo wszystko jest widoczny, a tempo wzrostu zakae - niskie.

W sobotę w Polsce potwierdzono najwyższą, jak dotad, liczbę zakażeń w ciągu doby. Obecność koronawirusa wykryto u 249 osób, co daje łącznie 1638 przypadków w kraju. Zmarł również kolejny chory na Covid-19 pacjent, który był 18. ofiarą choroby w Polsce (więcej na ten temat we wczorajszym podsumowaniu).

Tempo wzrostu zakażeń w Polsce wydaje się stosunkowo niskie. Przynajmniej w porównaniu do innych krajów, jak Włochy czy Hiszpania, w których zakażenie potwierdzono odpowiednio u ponad 92 tys. i ponad 73 tys. obywateli, a liczby zgonów sięgają 10 tys. i blisko 6 tys. zakażonych.

Zobacz wideo Czy w szpitalach brakuje niezbędnego sprzętu?

Immunolog o koronawirusie w Polsce: Za ok. 3-4 tygodnie czeka nas szczyt zachorowań

Wiele osób - także w mediach społecznościowych - zastanawia się, czy dane prezentowane choćby przez resort zdrowia dobrze odzwierciedlają rzeczywistą liczbę zakażeń w kraju. Do tych obaw odniósł się w jednym ze swoich ostatnich wpisów na Twitterze immunolog, dr Paweł Grzesiowski.

- Zatory w niektórych laboratoriach są 2-3-dniowe - pisze ekspert. - Faktyczna liczba przypadków jest wyższa. Ale nie chodzi o 100, 200 przypadków mniej czy więcej. Trend jest widoczny - dzięki SKUTECZNEMU spowalnianiu za ok. 3-4 tygodnie czeka nas szczyt zachorowań, ale tempo wzrostu jest niskie - wyjaśnia.

Dr Grzesiowski przyznaje jednak, że testów na obecność koronawirusa robimy wciąż o wiele za mało.

- Są laboratoria w których na badanie czeka się... 4-5 dni - pisze ekspert. - To wynika z nierównomiernego rozłożenia tych placówek. Dzienna liczba testów, aby nie było zatorów, powinna być 4-5 razy większa.

Jak podaje dr Grzesiowski, Polska wykonuje obecnie ok. 600 testów na milion obywateli. Tymczasem Estonia, Austria czy Kanada - ok. 2800 testów na milion mieszkańców.

Ekspert wyjaśnia jednocześnie, że problemem nie jest liczba pobranych do badania próbek. Wąskie gardło to liczba placówek, które dokonują później ich analizy. - Wciąż za mało laboratoriów wykonuje te badania - przyznaje immunolog.

Jak podało w sobotę ministerstwo zdrowia, liczba badanych próbek stale rośnie. W ciągu doby z piątku na sobotę przebadano ich ponad 4,6 tys. Dotychczas w kraju skontrolowano łącznie 38 674 próbki (stan na 29 marca, na godzinę 8.00).