Rząd ucisza medyków. Jeśli w dobie epidemii Polacy będą musieli wybrać lekarzy albo władzę, to wybiorą lekarzy [ANALIZA]

W historii III RP jeszcze nigdy tak wiele nie zależało od tak niewielu. Dzisiaj każdy Polak kibicuje pracownikom służby zdrowia, od których zależy nasze być albo nie być. Próbując siłowo uciszyć ich krytyczne głosy, rząd Mateusza Morawieckiego może sobie zrobić wyłącznie krzywdę. I to bardzo poważną.

"Opinie na temat sytuacji epidemiologicznej, zagrożenia dla przedstawicieli kadr medycznych w danych dziedzinach medycyny czy w obrębie danej grupy zawodowej jak również sposobów zabezpieczenia osobistego przed zakażeniem, powinni wydawać jedynie Państwo jako konsultanci krajowi po wcześniejszej konsultacji z Ministerstwem Zdrowia oraz Głównym Inspektorem Sanitarnym" - czytamy w piśmie wiceminister zdrowia Józefy Szczurek-Żelazko do konsultantów krajowych.

Jednocześnie resort zdrowia domaga się w dokumencie zakazu publicznych wypowiedzi dla konsultantów wojewódzkich. "Tylko takie działanie zapewni przekazywanie informacji merytorycznie prawidłowych, jednolitych oraz nie będzie przyczyną do nieuzasadnionego wzniecania niepokoju w środowisku medycznym" - pisze zastępczyni ministra Łukasza Szumowskiego.

"Nie mogę zapewnić, że scenariusz włoski się nie powtórzy. To zależy od nas" - przyznał w "Porannej Rozmowie Gazeta.pl" minister zdrowia Łukasz Szumowski:

Zobacz wideo

Toksyczna atmosfera i zmowa milczenia

Oficjalnie pismo ma na celu zapobieżenie dezinformacji i rozprzestrzenianiu (nieuzasadnionej) paniki wśród obywateli. Jednak, patrząc na burzliwą wspólną historię obecnie rządzących i środowiska medycznego, trudno wyzbyć się wrażenia, że chodzi o uciszenie niewygodnych komentarzy i przekazywania do opinii publicznej prawdy o kondycji służby zdrowia w obliczu epidemii koronawirusa.

Nie jest przecież tajemnicą, że nie tylko wojewódzcy konsultanci medyczni, ale przede wszystkim lekarze z pierwszej linii frontu nie szczędzili gorzkich słów rządowi. Powodem były braki w zaopatrzeniu medyków w kluczowe pod kątem walki z epidemią produkty (kombinezony, maski, testy), coraz mocniej dojmujące braki kadrowe (spowodowane ogólnie złą sytuacją polskiej służby zdrowia) oraz wadliwe procedury bezpieczeństwa (dotyczą zwłaszcza ochrony pracowników medycznych przed zakażeniem koronawirusem; już dzisiaj mamy kilka szpitali w całym kraju wyłączonych z powodu kwarantanny, w kilku innych sparaliżowane zostało kilka oddziałów).

Dla przykładu historia pewnej załogi ratowników medycznych z Warszawy. "Niedawno pacjent okłamał załogę, która do niego przyjechała. Okazało się, że mógł mieć styczność z zakażonymi koronawirusem. Nasi przełożeni kazali tej załodze, która była po 18-godzinnym dyżurze, zamknąć się w karetce i siedzieć tam do odwołania. Bez jedzenia, bez picia i z toaletą gdzieś w piwnicy. Gdyby nie napisali na Facebooku, co ich spotkało i gdyby ludzie nie przynosili im wody czy jedzenia, to pewnie padliby w tej karetce. Wypuszczono ich po 34 godzinach, gdy już było jasne, że się nie zakazili. Czy poszli do domu? Odpoczęli? Dostali wolne? A skąd, po dwóch, może trzech godzinach musieli być na kolejnym dyżurze. Bo przecież nie ma ich kto zastąpić". Żeby była jasność, ratownik medyczny, który mi tę historię opowiedział bardzo prosił o zachowanie anonimowości. Już wtedy, a było to ponad tydzień temu, obawiał się konsekwencji służbowych za otwarte mówienie o tym, jak w rzeczywistości wygląda bój z zarazą na pierwszej linii frontu.

Bo prawda o środowisku medycznym jest taka, że jest ono hermetyczne, pamiętliwe i mściwe. Ci, którzy stoją w nim wyżej, rzadko przejmują się tymi stojącymi niżej. Zazwyczaj ich wykorzystują, bo właśnie wyzysk jednych medyków przez innych jest jedną z głównych chorób, które trawią polską służbę zdrowia.

Kolejny przykład. Tym razem nieco starszy, bo sprzed ponad roku. O atmosferze i zasadach panujących w służbie zdrowia opowiada młoda rezydentka medyczna. "Podam przykład mojego kolegi, który podpadł i musiał przeprowadzić się z jednego województwa do drugiego, przy czym to drugie nie było sąsiednim województwem, tylko regionem na drugim końcu kraju. Dyrektorzy szpitali potrafią zadzwonić do byłego miejsca pracy i wypytywać się o przeszłość danego lekarza. To oznacza, że nie można się pozbyć raz 'przyklejonej' łatki. Te łatki 'przyklejają' przełożeni i, proszę mi wierzyć, często nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością". Moja rozmówczyni powiedziała to wówczas pod nazwiskiem jedynie dlatego, że kończyła rezydenturę, a swoją zawodową przyszłość wiązała i tak z innym krajem. Mimo tego bała się jednak szykan za odsłonięcie lekarskiej "kuchni".

Trwonienie kapitału Szumowskiego

Wydawałoby się, że tak gigantyczne wyzwanie i nie mniejsze zagrożenie jak epidemia koronawirusa pozwoli odsunąć na bok środowiskowe waśni. Jednak pismo wiceminister Szczurek-Żelazko, niestety, idealnie wpisuje się w nakreślony powyżej klimat wzajemnych wojenek i braku zaufania, dopisując do tej historii kolejny smutny rozdział.

Jest to zupełnie niezrozumiałe z wizerunkowego i politycznego punktu widzenia. To właśnie bowiem Ministerstwo Zdrowia jest w oczach Polaków największym wygranym ostatnich tygodni, a minister Łukasz Szumowski to dziś - nie bójmy się postawić takiej tezy - najbardziej poważany i najuważniej słuchany polityk obozu rządzącego. Wymęczony do granic możliwości i niemal zasypiający na stojąco wciąż sprawia wrażenie człowieka będącego na posterunku i chyba jedynego obecnie polityka, który daje Polakom poczucie, jakby nadal miał nad wszystkim kontrolę.

Potwierdza to zresztą najnowszy sondaż zaufania do polityków, którzy przeprowadził CBOS. Szumowski we wspomnianym badaniu znalazł się na najniższym stopniu podium. Ministrowi zdrowia ufa 46 proc. rodaków, a nie ufa zaledwie 11. Szumowskiego wyprzedzili jedynie prezydent Andrzej Duda (62 proc. zaufania i 29 nieufności) oraz premier Mateusz Morawiecki (odpowiednio: 59 i 30 proc.).

W oczywisty sposób działa to na korzyść całej Zjednoczonej Prawicy, w której Szumowski wyrasta na coraz ważniejszą figurę. Nie bez powodu serwis 300polityka.pl dopiero co informował, że tylko minister zdrowia ma realną moc sprawczą, żeby pokrzyżować plan Jarosława Kaczyńskiego ws. przeprowadzenia wyborów prezydenckich 10 maja. Niezrozumiałe i niefortunne pismo minister Szczurek-Żelazko wydaje się tutaj tym bardziej absurdalne i zakrawa niemalże na autosabotaż tego, co w ostatnich tygodniach wypracował jej bezpośredni przełożony.

List resortu zdrowia do konsultantów krajowych potęguje wrażenie rosnącego chaosu komunikacyjnej w obozie władzy. Jak pisaliśmy na Gazeta.pl, wszystko zaczęło się od dwóch wywiadów prezesa PiS-u - rozmawiał z RMF FM i Polską Agencją Prasową - po których spójna i efektywna maszyna komunikacyjna Zjednoczonej Prawicy zaczęła się z każdym dniem coraz mocniej zacinać. Stanowiska kluczowych polityków wobec takich kwestii jak liczba zasoby sprzętu medycznego czy wybory 10 maja rozmijały się lub wręcz wykluczały, z kolei przekaz prezesa Kaczyńskiego szedł w kontrze do oficjalnej linii rządowej. Pismo resortu zdrowia to kolejna cegiełka w tym sięgającym coraz wyżej murze.

Medycy przed rządzącymi

Wszczynanie (czy też odgrzewanie) zupełnie niepotrzebnego konfliktu z medykami jest dzisiaj rządzącym wybitnie nie na rękę. Z kilku powodów, o których poniżej.

Po pierwsze, w dobie szalejącej epidemii, której apogeum jeszcze przed nami, medycy cieszą się u Polaków największym zaufaniem. Zapominamy im nawet to, że na co dzień jako społeczeństwo lubimy na nich narzekać i się z nimi wykłócać. Teraz to od nich, ich profesjonalizmu i zaangażowania zależy życie i zdrowie nas oraz naszych najbliższych. Politycy - nawet ci, z którymi sympatyzujemy - nie mają po swojej stronie atutów, którymi mogliby to zrównoważyć. Co za tym idzie, wywoływanie wojny z pracownikami ochrony zdrowia to obecnie przepis na polityczne samobójstwo.

Po drugie, niewykluczone, że nastawienie Polaków do pracowników ochrony zdrowia się zmienia. Do tej pory nie darzyliśmy ich specjalną sympatią czy nawet szacunkiem, a kampanie oszczerstw jak ta w mediach publicznych przeciwko lekarzom rezydentom tylko to potęgowały. Być może epidemia koronawirusa wyzerowała pod tym względem licznik. Sami medycy, gdy się ich zapyta o zmianę nastrojów społecznych, przyznają, że czegoś takiego jak obecnie, nie są w stanie sobie przypomnieć. Weźmy tylko akcję #PosiłekDlaLekarza, w ramach której Polacy kupowali posiłki lekarzom nie mającym w ferworze walki z koronawirusem czasu nawet na zrobienie sobie kanapki. Tego rodzaju inicjatyw, w mniejszej i większej skali, jest obecnie sporo. Rządzącym i politykom ogólnie powinno dać to do myślenia. Po zakończeniu epidemii pracownicy służby zdrowia mogą mieć w swoim ręku karty mocniejsze niż kiedykolwiek, jeśli chodzi o poprawę swojej sytuacji.

Wreszcie po trzecie, rządzący cały czas są w trybie kampanijnym, ponieważ data 10 maja wciąż obowiązuje. Jest to jednak kampania specyficzna. Obóz władzy korzysta ze starego mechanizmu psychologii polityki, który mówi, że wobec poważnego kryzysu opinia publiczna jednoczy się wokół władzy, a im ta władza silniejsza, sprawniejsza i bardziej odpowiedzialna, tym większym zaufaniem i poparciem obdarzają ją obywatele. Władza, która w obliczu sytuacji nadzwyczajnej, a taką bez wątpienia jest światowa pandemia, bierze się za łby z jakąś grupą zawodową, na pewno takiej władzy nie pomoże. Warto o tym pamiętać, zanim z kolejnego ministerstwa znów wypłynie kneblujący komuś usta list.

Więcej o:
Komentarze (851)
Koronawirus w Polsce. Ministerstwo Zdrowia knebluje medyków.
Zaloguj się
  • student_zebrak

    Oceniono 269 razy 249

    ...Ministrowi zdrowia ufa 46 proc. rodaków, a nie ufa zaledwie 11. Szumowskiego wyprzedzili jedynie prezydent Andrzej Duda (62 proc. zaufania i 29 nieufności) oraz premier Mateusz Morawiecki (odpowiednio: 59 i 30 proc.)....
    ten kraj nie ma prawa istniec, szczyt glupoty i naiwnosci.

  • karamurek

    Oceniono 141 razy 135

    Zaprowadźcie "naczelnika" (bez ubioru ochronnego i maski) do szpitala zakaźnego, w którym leżą chorzy z koronawirusem, niech osobiście pocieszy chorych na OIOM-ie i podziękuje medykom za zaangażowanie i pracę!

  • doncorleone3

    Oceniono 122 razy 116

    - maseczkę uszyła mi żona
    - przyłbicę wydrukował mi znajomy na drukarce 3D
    - jedzenie podrzucają nam z restauracji za friko
    - rękawiczki mamy kupione za hajs ze zrzuty na fejsie
    - fartuchy ze zrzuty na 'siepomaga'
    - OD RZĄDU MAM ZAKAZ MÓWIENIA O PANDEMII

  • viaac

    Oceniono 120 razy 112

    Kłamstwa i kłamliwa propaganda sukcesu odbije się pisowcom czkawką. Balon pęknie, suweren się ocknie i nie będzie przebacz. Jedyna szansa na przedłużenie rządów mafii to wybory w maju.

  • szaja25

    Oceniono 96 razy 92

    Już się przyzwyczaiłem do kłamstw Matołusza. Do jego rzucania koktajlami Mołotowa, do obalania komuny, do położenia stępki pod Sołdka...itd. Brakuje mi tylko w najnowszym przekazie informacji, jak Alexander Fleming asystował Matołuszowi w odkryciu penicyliny.

  • wierny_nie_poddany

    Oceniono 91 razy 83

    Każdy kłamca ucisza prawdomównego. Począwszy od szumowskiego, uciszającego lekarzy przed wirusem.
    Idziemy tropem Chin, nie Włochów.

  • yo1pek

    Oceniono 84 razy 76

    PIS jest tak zdeprawowany i tak wierzy w moc sprawczą tępej propagandy że kolejne wojenki z lekarzami czy nauczycielami (wypowiedzi Piontkowskiego) są tylko kwestią czasu.

  • bombullo

    Oceniono 69 razy 65

    Czy te sondaze nie sa przypadkiem w "recach" pisuarskich bajokow?
    Jak oni tkich matouszow znajduja,ze wychodza im te procenta?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX