"Władza idzie na grubo", "cała nauka w piach". Prawnicy o wprowadzaniu aresztu domowego w czasie koronawirusa

Prawnicy wyrażają wątpliwości co do rozwiązań zawartych w rządowej tarczy antykryzysowej. Wskazują, że wprowadza ona "areszt domowy", a więc pozbawienie kogoś wolności bez decyzji sądu, a jedynie na podstawie wniosku prokuratury. Ministerstwo Sprawiedliwości ripostuje, że to znany na świecie "środek zapobiegawczy".

Sejm w piątek będzie zdalnie głosował pakiet ustaw nazywanych tarczą antykryzysową, skierowanych na przestawienie prawa, a także budżetu na walkę pandemii koronawirusa. Wśród nich jest też nowelizacja ustawy "o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19".

Zwarto w niej artykuły zmieniające np. Kodeks postępowania karnego, które oprotestowali już prawnicy, głoszą one m.in.:

Jeżeli oskarżony uniemożliwia lub utrudnia wykonywanie zastosowanego wobec niego środka zapobiegawczego, lub umyślnie naruszył obowiązek, lub zakaz związany ze stosowaniem takiego środka, sąd lub prokurator jest zobowiązany zastosować środek zapobiegawczy gwarantujący skuteczną realizację celów jego stosowania.
Tytułem środka zapobiegawczego można zastosować wobec oskarżonego zakaz opuszczania lokalu.

Prawnicy zaniepokojeni. "Władza idzie na grubo"

Co więcej, środek zapobiegawczy w postaci tego zakazu (dla ułatwienia można nazywać to aresztem domowym) może zastosować sąd, ale też w postępowaniu przygotowawczym prokurator (na okres nie dłuższy niż trzy miesiące).

Stowarzyszenie Adwokacie Defensor Iuris komentując to rozwiązanie, wskazało, że budzi ono "szczególny niepokój". Prawnicy argumentują, że decyzja o umieszczeniu kogoś w areszcie domowym (a to, czy rzeczywiście ktoś pozostaje w domu, sprawdza policja) nie będzie wymagała udziału sądu.

Decyzja ta nie wymaga orzeczenia sądu, natomiast może być w ramach postępowania przygotowawczego stosowana wyłącznie na mocy postanowienia prokuratora. (...). Zgodnie z polskim prawem, nikt nie może być pozbawiony wolności bez zgody sądu. Projektowane regulacje zrywają z podstawową zasadą polskiego oraz międzynarodowego prawa karnego

- czytamy w opinii stowarzyszenia.

Prawnik Wojciech Górowski podnosił, że w ten sposób "władza idzie grubo" i dopytywał, w jaki sposób to rozwiązanie połączyć z koronawirusem. Odpowiedział mu wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta:

Widzieliśmy w ostatnich dniach przypadki, w których sądy wypuszczały przestępców z aresztu z uwagi na koronawirusa. Musi być reakcja, dlatego proponuje się znany na całym świecie środek zapobiegawczy w postaci aresztu domowego.

Wiceminister sprawiedliwości: Na zastosowanie tego środka przysługuje zażalenie do sądu

Do dyskusji - w czasach pandemii oczywiście na Twitterze - włączył się też prawnik Krzysztof Izdebski z Fundacji ePaństwo, który zarzucił Kalecie, że ten broni przepisu de facto "wprowadzającego pozbawienie wolności bez udziału sądu". "Cała nauka myśli demokratycznej począwszy od średniowiecza w piach" - skwitował.

Dyskusja z Panem jest zawsze jałowa, ponieważ specjalizuje się Pan w manipulowaniu i fałszywym przypisywaniu intencji czy poglądów. Na zastosowanie tego środka przysługuje według projektu zażalenie do sądu i to on zdecydowałby o jego zastosowaniu

- zripostował wiceminister sprawiedliwości. Izdebski odpowiedział później, że sprawdził projekt i fragmentu, o którym wspominał Kaleta, nie znalazł.