Czy w Polsce nie powtórzy się scenariusz włoski? Łukasz Szumowski w Gazeta.pl: Nie mogę o tym zapewnić

Minister zdrowia był gościem Porannej rozmowy Gazeta.pl. Wyjaśniał, że nikt nie spodziewał się drastycznego przebiegu epidemii, z jakim mamy do czynienia we Włoszech czy Hiszpanii. - Choć było bardzo dużo sprzętu, bogate kraje, efekt był taki, że z powodu lekceważenia zaleceń, żeby zostać w domu, sytuacja wymknęła się spod kontroli - mówił Łukasz Szumowski.
Zobacz wideo

- Wszyscy patrzymy na to, co dzieje się w Hiszpanii, we Włoszech. Czy pan może z ręką na sercu zapewnić Polaków, że takie obrazki, czyli de facto skazywanie ludzi na śmierć z powodu braku sprzętu, nie powtórzą się w Polsce? - pytał swojego rozmówcę Jacek Gądek. 

Nie, oczywiście, że nie jestem, dlatego, że to zależy od tego jak będziemy się zachowywali wszyscy. To nie zależy od tego, ile sprzętu będziemy mieli w Polsce, to nie zależy od tego, ile będzie medyków w Polsce czy ile będzie szpitali w Polsce. Jak widzimy, scenariusz włoski czy hiszpański - tam, niestety, choć było bardzo dużo sprzętu, bogate kraje, efekt był taki, że z powodu trochę lekceważenia tych - bardzo trudnych oczywiście - ale jednak zaleceń, żeby zostać w domu, sytuacja wymknęła się spod kontroli.
W związku z tym jeśli zachowamy dyscyplinę i jeśli będziemy w domu, jeśli nie będziemy się spotykali bez naprawdę niezbędnej potrzeby, to tutaj żadnej gwarancji nie można dać, ale jeśli będziemy się zachowywać solidarnie i z życzliwością wzajemną, ale z dystansem, wtedy mamy szansę spłaszczyć tę krzywą na tyle, żeby każdy pacjent miał szansę na leczenie

- mówił minister zdrowia

Łukasz Szumowski wyjaśniał, że nie da się oszacować, kiedy dojdzie do szczytu zachorowań. - Mamy drastycznie różne przebiegi epidemii. Mamy japońską krzywą, którą udało się wypłaszczyć. Mamy krzywą hiszpańską czy włoską, gdzie to poszybowało pionowo. I teraz kiedy będzie szczyt to naprawdę zależy od nas, od nas jako Polaków - stwierdził. 

Minister odpowiadał również na pytanie o liczbę chorych, jaką jest w stanie przyjąć polska służba zdrowia.  Zapewnił, że gotowych jest 10 tys. miejsc w szpitalach na raz. - Oczywiście wtedy, kiedy będziemy chronili naszych medyków, naszych laborantów, bo tylko w takiej sytuacji mamy szanse, żeby miał kto nas leczyć - doprecyzował.