KO i Konfederacja kontra PiS ws. zdalnego głosowania. Wyjaśniamy, o co chodzi w sporze w trakcie pandemii

Dlaczego w czwartek Sejm zbierze się jednak na posiedzeniu w gmachu przy Wiejskiej? Obrady zaplanowane na ten dzień wzbudziły ogromne emocje u polityków, a ostatecznie - po sprzeciwie KO i Konfederacji - nie odbędą się zdalnie. Wyjaśniamy, co doprowadziło do tej sytuacji i dlaczego "głosowanie przez internet" od razu wzbudziło sprzeciw części opozycji.

Jeszcze we wtorek, po posiedzeniach Prezydium Sejmu i Konwentu Seniorów, wydawało się, że może będzie osiągnięty konsensus między partiami i przystaną na propozycję marszałkini Elżbiety Witek, by od razu głosować zdalnie. Obrady Sejmu w tym tygodniu są o tyle kluczowe dla walki z pandemią, że bez procedowania w parlamencie w życie nie może wejść rządowa tarcza antykryzysowa, czyli pakiet rozwiązań, mający ratować obecną sytuację.

Już wtedy pojawiały się głosy, że ten pomysł - choć słuszny - jest niezgodny z Regulaminem Sejmu i Konstytucją. W dużym skrócie: na zdalnym głosowaniu w piątek posłowie i posłanki mieliby zaakceptować zmiany w Regulaminie, które zezwalałyby na zdalne głosowanie. W jeszcze większym skrócie: prawo po prostu nie działa wstecz, a tak stałoby się w tym przypadku.

Zobacz wideo Ratownicy medyczni z Częstochowy apelują o pomoc. W każdej chwili może im zabraknąć sprzętu ochronnego

KO i Konfederacja przeciw, Sejm zbierze się stacjonarnie

Dlatego też Koalicja Obywatelska (m.in. PO i Nowoczesna) i Konfederacja, właśnie na bazie takich wątpliwości, m.in. niezgodności głosowania z Konstytucją, dzień później, czyli w środę, sprzeciwiły się takiemu rozwiązaniu.

Konfederacja nie ma reprezentacji w Prezydium Sejmu (nie ma wicemarszałka), ale wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki tłumaczył, że wystąpiły obawy, że właśnie posłowie i posłanki tej formacji oraz Koalicji Obywatelskiej mogliby prowadzić obstrukcję, gdyby doszło do zdalnego głosowania. Na Prezydium Sejmu za to weto dla zdalnego uchwalania zmian w Regulaminie otwarcie wyraziła wicemarszałkini Małgorzata Kidawa-Błońska. Później klub KO i koło Konfederacji nie przystały oficjalnie na propozycje Prezydium.

Sejm zbierze się więc stacjonarnie, ale pod pewnymi warunkami: posłowie będą rozmieszczeni w kilku salach dla bezpieczeństwa, a posiedzenie rozpocznie się w czwartek o godz. 14 i ma potrwać do godz. 15.20 - w czasie niecałej półtorej godziny ma być uchwalona zmiana w Regulaminie. Na sali plenarnej będą wyłącznie przedstawiciele klubów, reszta posłów będzie mogła zabierać głos poprzez komunikator. W piątek - już po zmianie Regulaminu - posłowie zaczną głosować zdalnie.

Witek "nie bierze odpowiedzialności". Ta spoczywa na KO i Konfederacji

Kolportowano też wypowiedź - rzekomą - Kidawy-Błońskiej z Prezydium (nie ma nagrania, choć uczestnicy spotkania zapewniają, że padła). Kandydatka KO na prezydentkę miała powiedzieć:

Konstytucja ważniejsza od ludzkiego życia.

To jeszcze bardziej zaogniło sytuację i dorzuciło jeszcze jeden wątek konfliktu: przedstawiciele PSL i Lewicy zaczęli atakować do spółki z PiS parlamentarzystów z KO i Konfederacji, zaznaczając, że to na nich spoczywa odpowiedzialność za zdrowie posłów i posłanek, skoro tak bardzo chcą głosować w Sejmie.

W środę wieczorem podejście Konfederacji i Koalicji Obywatelskiej krytykowała na antenie TVP Info marszałkini Witek, choć chwaliła Lewicę i PSL-Koalicję Polską za elastyczność w tej sprawie:

Udało się porozumieć tylko z Lewicą i Koalicją Polską - tam odpowiedzialność się pojawiła. (...). To można było zrobić (zmienić zdalnie Regulamin Sejmu - red.), ale nie było zgody. I te głosy, które się pojawiają ze strony PO przede wszystkim, ale także Konfederacji, mówiące o tym, że łamana jest Konstytucją, są kompletnie nie na miejscu, dlatego, że nikt nie przewidział takiej sytuacji i nikt nie stworzył żadnych przepisów. Wobec tego szukaliśmy rozwiązania, które będzie najbezpieczniejsze.

Witek zaznaczyła przy tym, że ona nie bierze odpowiedzialności za czwartkowe głosowanie, bo "odpowiedzialność w tym momencie spada na Platformę i Konfederację".

Elżbieta Witek nie mija się z prawdą, mówiąc, że nie ma takich przepisów, ale można było je uchwalić wcześniej. 2 marca Sejm zebrał się jeszcze nie w ekstraordynaryjnym trybie, by przyjąć ustawę o "szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19". Już wtedy można było pomyśleć nad zmianą Regulaminu Sejmu, widząc, jak w Europie rozprzestrzenia się koronawirus.

Z drugiej strony politycy Platformy Obywatelskiej, którzy są deputowanymi do Parlamentu Europejskiego, nie mieli problemów, by zdalnie głosować w PE, choć tam także regulamin nie zezwalał na zdalne głosowanie. Jednak europarlamentarzyści z krajów wspólnoty osiągnęli konsensus w tej sprawie i naginając przepisy, zaczęli zdalną pracę.

Konfederacja i KO wskazują na ewentualne skutki, jakie przyniosłaby propozycja Witek

Drugi wątek całego zamieszania to ewentualne skutki zdalnego głosowania w Sejmie, bez poprawnie przyjętych zmian w Regulaminie. Tutaj Konfederacja i Koalicja Obywatelska podnoszą jasno: jeżeli pojawiłyby się wątpliwości co do zgodności z prawem czy Konstytucją, w niedalekiej przyszłości sądy mogłyby podważać uchwalone przez "zdalny Sejm" ustawy. Także pakiet ustaw z tzw. tarczy antykryzysowej. Wszystko dlatego, że wadliwa byłaby podstawa takich głosowań.

W wypowiedziach polityków Konfederacji, jak i w mediach społecznościowych tej formacji, można znaleźć np. takie stwierdzenia:

Od wczoraj wyjaśnialiśmy rządzącym, że zorganizowanie nielegalnego posiedzenia Sejmu sprawiłoby, że prawo na nim uchwalone (ochrona dla polskiej gospodarki) mogłoby być podważane.

Podobnie Koalicja Obywatelska, tu cytat z konferencji szefa PO Borys Budki i Kidawy-Błońskiej:

Musimy dbać o to, żeby prawo stanowione w Sejmie nie mogło być kwestionowane. Cieszymy się, że dzięki naszemu uporowi jutro odbędzie się posiedzenie.

To klucz tej układanki: KO i Konfederacja wskazują na trudne do przewidzenia konsekwencje, jeśli pojawiłyby się legislacyjne wątpliwości. Te mogłyby stać się przesłankami ku temu, by podważać ważność ustaw. Dla przykładu: "wakacje kredytowe" z tarczy antykryzysowej mogłyby być kwestionowane przez sektor finansowy ze względu na sposób, w jaki przyjęto ustawę. Nikomu nie trzeba przypominać, ile było zastrzeżeń po głosowaniu budżetu w 2016 roku w Sali Kolumnowej.

Jest jeszcze jedna wspólna płaszczyzna między Koalicją Obywatelską i Konfederacją - obydwie partie wytykają Prawu i Sprawiedliwości, że boi się na kilka godzin zorganizować posiedzenia Sejmu, gdy miliony Polaków i Polek w trakcie pandemii koronawirusa chodzą do pracy.

Podobny argument padał w kontekście wyborów prezydenckich zaplanowanych na 10 maja - skoro one mogą się odbyć, to dlaczego posłowie mają zdalnie głosować? I ostatni przytyk ze strony opozycji: poselski obowiązek. Na Twitterze tak pisała o tym Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej (KO):

Posłowie są posłami też na trudne czasy, świadomie zdecydowali się na udział w polityce. Wybory prezydenckie są powszechne i dotyczą wszystkich Polaków. My możemy zaryzykować swoim zdrowiem, ale wy chcecie zaryzykować zdrowiem wszystkich Polaków!

Przedstawiciele PiS mają na taką krytykę jedną odpowiedź i narrację: zarzucają KO i Konfederacji, że narażają tym stacjonarnym posiedzeniem Sejmu zdrowie Polaków. Przemysław Czarnek, poseł PiS, mówił w TVP Info, że Sejm stanie się przez Budkę czy Krzysztofa Bosaka "potencjalnym miejscem i ogniskiem zarażenia koronawirusem". Później Czarnek kolportował jeszcze w sieci takie stwierdzenia:

Szkoda tylko, że przez upór opozycji będziemy ryzykować zdrowie i życie Polaków w całej Polsce, bo to do nich wrócą posłowie wieczorem.