Indie wprowadziły "kwarantannę totalną". "Jeśli nie wytrzymamy 21 dni, cofniemy się o 21 lat"

We wtorek władze Indii podjęły decyzję o wprowadzeniu trzytygodniowej "kwarantanny totalnej". Ponad 1,3 miliarda Hindusów ma nie wychodzić z domów - działać mają jedynie usługi niezbędne do życia i kluczowe dla państwa. Zdaniem niektórych indyjskich dziennikarzy kraj ten nie jest jednak odpowiednio przygotowany do walki z koronawirusem, co może doprowadzić do katastrofy, której konsekwencje odczuwalne będą również poza jego granicami.

Pierwszy przypadek koronawirusa został zgłoszony w Indiach 30 stycznia. W ciągu kolejnych tygodni odnotowano 519 zakażeń, a dziesięć osób zmarło. Według raportów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), nowy wirus rozprzestrzenia się w Indiach nie tylko poprzez interakcje z osobami, które zaraziły się wirusem poza granicami, ale również lokalnie. Mimo to indyjski rząd wprowadził restrykcyjne kryteria przeprowadzania testów, zapewniając je jedynie osobom podróżującym za granicę oraz tym, z którymi osoby te kontaktowały się bezpośrednio.

Choć w lutym i marcu oficjalne liczby zakażeń dawały powody do optymizmu, indyjskie media zaczęły donosić o kolejnych szokujących historiach związanych z koronawirusem. Lokalna prasa pisała np. o pacjencie hospitalizowanym w New Delhi z objawami COVID-19, który popełnił samobójstwo. W zachodnim stanie Maharasztra lokalna mafia pobiła mężczyznę za publiczne kichanie. Z kolei w północno-zachodnim stanie Pendżab, urzędnicy bezpowrotnie stracili kontakt z 167 osobami, które mogły zarazić się wirusem. Media pisały również o poddanych kwarantannie ludziach, którzy uciekali z niehigienicznych oddziałów izolacyjnych.

Zmiana polityki rządu nastąpiła dopiero 24 marca, kiedy premier Narendra Modi podjął decyzję o trzytygodniowym zakazie wychodzenia z domów. - Jedynym sposobem na uratowanie się przed koronawirusem jest pozostanie w domu. Każda dzielnica, każde miasto, każda wioska będzie zablokowana - mówił polityk w telewizyjnym przemówieniu. - Jeśli nie wytrzymamy 21 dni, cofniemy się o 21 lat - ogłosił.

Zobacz wideo >>> WHO: Mamy prostą wiadomość do wszystkich krajów - testy, testy, testy:

Koronawirus. Indie zmierzają w kierunku katastrofy

Jednak, jak przekonuje na łamach "Foreign Affairs" Vidya Krishnan, wszystko wskazuje na to, że trzytygodniowa "kwarantanna totalna" nie zatrzyma epidemiologicznej katastrofy, której konsekwencje odczują nie tylko mieszkańcy subkontynentu indyjskiego. Dziennikarka specjalizująca się w tematyce chorób zakaźnych w Indiach twierdzi, że choć bieda, przeludnienie oraz niewydolna służba zdrowia stanowią problemy nie do pokonania, nie wyczerpują one listy problemów, przed którymi stają Indie w obliczu pandemii.

Z powodu wysokiego stopnia zanieczyszczenia powietrza, w kraju tym wskaźniki chorób układu oddechowego są wyjątkowo wysokie. W 2018 roku prawie jedna trzecia odnotowanych przypadków przewlekłej choroby układu oddechowego na całym świecie miała miejsce w Indiach. Dotyczy to m.in. 2,8 mln osób chorych na gruźlicę, dla których koronawirus stanowi śmiertelne zagrożenie. 

Według jednego z szacunków przeprowadzonych przy użyciu tych samych modeli matematycznych, które stosowane są w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, w Indach może mieć miejsce 300 milionów przypadków zakażeń przed końcem lipca, z czego około od czterech do pięciu milionów może być poważnych, co potencjalnie może doprowadzić do nawet dwóch milionów zgonów.

Krishnan przekonuje, że COVID-19 może wywołać w Indiach kryzys humanitarny. Kraj ten dysponuje jedynie od 70 tys. do 100 tys. łóżek na oddziałach intensywnej terapii, zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym. "W ostatnim czasie władze nie wykonały żadnych realnych działań w celu poprawienia tej sytuacji. Jednocześnie wprowadzono drakońskie przepisy zwalczania epidemii powołując się przy tym na brytyjską ustawę z 1897 roku, uchwaloną podczas wybuchu dżumy. Ustawa ta daje rządowi szerokie uprawnienia do karania grzywną, przetrzymywania i więzienia ludzi za łamanie zasad kwarantanny" - czytamy w "Foreign Affairs". W zaistniałej sytuacji, krytycy Modiego obawiają się, że jego nacjonalistyczny rząd może wykorzystać twardy polityczny kurs do umocnienia swojej władzy.