"Nowa normalność" Morawieckiego, czyli zapomnijcie o dawnym życiu i idźcie na wybory

Jacek Gądek
"Nowa normalność" - te słowa premiera Mateusza Morawieckiego są kluczem do naszego życia przez najbliższe miesiące. Życia tak prywatnego, jak i publicznego. "Nowa normalność" oznacza tyle, że być może już za miesiąc mamy chodzić do pracy, zdawać matury i egzaminy, chodzić na msze, ale wszystko to w drakońskim reżimie sanitarnym. I co kluczowe: mamy iść też na wybory prezydenckie. "Nowa normalność" to więc życie inne od tego, które znamy.

Zobacz nagranie. Premier ogłasza zakaz wychodzenia z domu poza niezbędnymi sytuacjami, a także ograniczenia w poruszaniu się w komunikacji publicznej:

Zobacz wideo

Z nieznośnie rozwlekłego i gawędziarskiego w tonie przemówienia premiera Mateusza Morawieckiego można wyłowić myśl najistotniejszą. Premier nakreślił wizję - choć ujął to w dziwaczny sposób - "powrotu do nowej normalności".

Jak ma wyglądać ten proces? Teraz jeszcze bardzo mocno wygaszane mają być osobiste kontakty między ludźmi. Czyli np. maksymalnie 5 osób będzie mogło przyjść na mszę, ślub czy pogrzeb, na spacery będzie można chodzić w nie więcej niż dwie osoby, a w autobusach siedzieć w co drugim fotelu. Celem nowego rozrządzenia jest ograniczenie zachorowań na koronawirusa.

Z kolei celem na czas zaraz po Wielkanocy (czyli po 12 kwietnia) zaplanowano stopniowy powrót do aktywności publicznych - otwarcie szkół czy obecność w miejscach pracy (zamiast pracy zdalnej). Wszystko to ma się jednak odbywać w drakońskim reżimie sanitarnym.

Morawiecki mówił o tym językiem ezopowym: - Chcemy, żeby solidarność międzypokoleniowa [bo ofiarami wirusa są głównie seniorzy - red.] i ta nasza spójność społeczna, wiara w to, że robimy dobrze, i że będzie z powrotem pewna nowa normalność, że wróci normalność - nie taka jak była, bo na pewno musimy bardzo mocno poddać się wszelkim procedurom sanitarnym. Ale jestem przekonany, że za kilka tygodni będziemy mogli w tej nowej dyscyplinie sanitarnej wrócić do życia zawodowego, które jest niezbędne, żeby gospodarka z powrotem się odradzała.

"Wybory prezydenckie mają się odbyć i kropka"

A wybory prezydenckie? Komunikat premiera, a zatem także centrali Prawa i Sprawiedliwości, jest prosty: te mają się odbyć. I kropka. Nowe obostrzenia nie mają wpływu na możliwość ich zorganizowania, bo żaden - a tylko to może przesunąć wybory - konstytucyjny stan nadzwyczajny nie został przecież wprowadzony i nie ma takich planów. Co więcej, nowe obostrzenia niezależnie od pierwszoplanowego celu, jakim jest ograniczenie epidemii, mają się przysłużyć także możliwości ich zorganizowania.

Premier przekonywał, że koronawirus stanie się elementem naszej "nowej normalności" i to nawet, jeśli wzrost liczby zachorowań jest pewny na 100 proc. Premier przekonywał o swojej wierze, że "będziemy potrafili we właściwy sposób żyć, nawet jeżeli [koronawirus] cały czas będzie, niestety, obecny w społeczeństwie". Tezę o "nowej normalności" uwiarygadniał obrazkami z Hiszpanii czy Włoch, gdzie epidemia doprowadziła do załamania się służby zdrowia, selekcji chorych (w praktyce to skazywanie seniorów na śmierć, bo trzeba wybierać, kogo podłączać do respiratora) i zatrzymania gospodarek.

Z takiego porównywania Polski do Włoch i Hiszpanii płynie prosty przekaz: w porównaniu do innych państw, w Polsce i tak jest bardzo dobrze, więc jest się z czego cieszyć.

Przekładając 15 minut wystąpienia premiera na zrozumiały język: musimy się nauczyć żyć z koronawirusem. I to żyć w miarę normalnie, a składowymi tej normalności są szkoła, matura, pójście do pracy i wreszcie także pójście na wybory.

Akurat o wyborach premier mówił bardzo wprost: - Ja nie widzę powodu, by wybory prezydenckie czy egzaminy maturalne się nie odbywały. Oczywiście wszystko będzie musiało się odbyć przy zachowaniu różnych środków.

Na stronach rządu już ukazało się szczegółowe rozporządzenie ministra zdrowia o nowych obostrzeniach. Są one bardzo daleko idące - de facto wprowadzają ogólnopolską kwarantannę, choć z wyjątkami na drogę do pracy, wolontariat w walce z koronawirusem czy niezbędne zakupy bądź niesienie pomocy najbliższym.

Władza bardzo mocno eksploatuje ustawę o zapobieganiu oraz zwalczanie zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, zamiast wprowadzać konstytucyjny stan nadzwyczajny. Obowiązujący obecnie stan epidemii (on nie przesuwa wyborów) to de facto proteza stanu nadzwyczajnego (który już wymusza przesuniecie wyborów).

Ale czy wszystkie nowe, bardzo szczegółowe (dotyczące spacerów, jazdy autobusami, mszy w kościołach) obostrzenia może wyegzekwować policja? Nie.

Praktyczny stan nadzwyczajny bez przekładania wyborów? Rząd ma narzędzia

Czy z pomocą wojska rząd może próbować to robić? Tak, i to bez problemów, bo specustawą PiS wprowadziło art. 44a do ustawy o chorobach zakaźnych ("Jeżeli użycie innych sił i środków jest niemożliwe lub może okazać się niewystarczające, Minister Obrony Narodowej może przekazać do dyspozycji Głównego Inspektora Sanitarnego (…) pododdziały lub oddziały Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, wraz ze skierowaniem ich do wykonywania zadań z tym związanych").

Ale w ustawie o chorobach zakaźnych jest art. 47, który - interpretowany szeroko - jest furtką do powoływania szeregowych obywateli do zwalczania epidemii.

Art. 47 [skierowanie do pracy przy zwalczaniu epidemii] stanowi w punkcie 1: "Pracownicy podmiotów leczniczych, osoby wykonujące zawody medyczne oraz osoby, z którymi podpisano umowy na wykonywanie świadczeń zdrowotnych, mogą być skierowani do pracy przy zwalczaniu epidemii. Do pracy przy zwalczaniu epidemii mogą być skierowane także inne osoby, jeżeli ich skierowanie jest uzasadnione aktualnymi potrzebami podmiotów kierujących zwalczaniem epidemii”.

Dr Ryszard Piotrowski: - Można skierować do pracy przy zwalczaniu epidemii, czyli egzekwowania rozporządzenia ministra zdrowia, które ma na celu zwalczanie epidemii, także inne osoby, aniżeli pracownicy podmiotów leczniczych, ale wówczas trzeba im zapewnić przywileje opisane w ustawie. Nie jest jasne, czy powinny to być wyłącznie osoby, o których mowa w wojewódzkim planie działania na wypadek wystąpienia epidemii (art. 44, ust. 2).

Czy zatem na przykład minister zdrowia ("podmiot kierujący zwalczaniem epidemii") może niemal każdą osobę powołać do liczenia ludzi wchodzących do kościoła na mszę? Tak - jak rząd będzie chciał to zrobić, to zrobi, bo przepis jest ogólny i niejasny. Albo do kontrolowania, czy kilka osób na spacerze ma prawo iść razem? Tak. Albo do sprawdzania, czy w autobusie ludzie siedzą w co drugim rzędzie? Również tak.

De facto zatem można w stanie epidemii, czyli bez przesuwania wyborów, stosować metody przypisane opisanym w konstytucji stanom nadzwyczajnym, jak np. stanowi klęski żywiołowej. Ale sięgniecie po taką "opcję atomową" byłoby wyjątkowo jaskrawą próbą obchodzenia konstytucji. Niemniej, rząd ma narzędzia do wprowadzenia praktycznego stanu nadzwyczajnego, bez przesuwania wyborów.