Włochy. System na granicy załamania. Rozpaczliwy apel lekarzy: Tak samo będzie u was, jeśli nic nie zrobicie

System ochrony zdrowia w Lombardii może się załamać z powodu licznych nowych zakażeń koronawirusem. Ten włoski region jest najbardziej dotknięty pandemią. Gubernator Attilio Fontana zwrócił się do rządu z apelem o pomoc i drastyczne zaostrzenie środków bezpieczeństwa. Lekarze z kolei - jak sami mówią - są na wojnie, a sytuacja w szpitalach jest katastrofalna.

W Lombardii w ciągu doby zmarło ponad 500 osób. Stwierdzono ponad 3 tysiące nowych zakażeń. Najtrudniejsza sytuacja panuje w Bergamo i w Brescii. W regionie może zabraknąć miejsc na oddziałach intensywnej terapii.

Jednocześnie w Lombardii pracuje nadal ponad połowa fabryk. Lokalne władze domagają się, aby rząd nakazał je natychmiast zamknąć i zaangażował wojsko, które pomogłoby policji w walce z łamaniem zakazu opuszczania mieszkań bez powodu. W ciągu tygodnia na terenie Włoch odnotowano ponad 50 tysięcy takich wykroczeń.

Lekarze mówią o katastrofie i tsunami

Dziennikarze Sky News odwiedzili jeden ze szpitali w Lombardii, gdzie rozmawiali z przemęczonymi lekarzami i obserwowali ich walkę z koronawirusem. W szpitalu w Cremonie reporterzy widzieli też rzędy ustawionych w kaplicy trumien z ciałami osób, które - ze względu na całkowitą kwarantanne - nie mogły nawet pożegnać się ze swoimi bliskimi. 

"System jest o krok od załamania, tak samo lekarze. Ale nie poddają się. Nie są na pierwszej linii frontu w tej wojnie, są jedyną linią" - czytamy w Sky News. - Nie potrafię powiedzieć jak się teraz czuję. To jest wojna, to jest katastrofa - powiedziała dziennikarzom dr Leonor Tamayo. - Jest bardzo niebezpieczne. Mamy tu katastrofę, tsunami. Pracujemy 12 godzin dziennie. Idziemy na kilka godzin do domu i wracamy do pracy, bo jesteśmy tu dla pacjentów - dodała. 

Zobacz wideo Piękna akcja. Włoscy policjanci klaszczą w podzięce dla lekarzy i pielęgniarek

Z kolei dr Emauela Catenacci, wykształcenia neurochirurg, dziś pracująca na oddziale intensywnej opieki, poprosiła dziennikarzy o apel do świata. - Zatrzymajcie się - izolujcie ludzi, zaprzestańcie wszelkich kontaktów, bo inaczej sytuacja będzie jak tsunami, które przybiera na sile i w końcu eksploduje - mówiła. 

- Nie myślcie, że to się dzieje tylko tutaj i nie wydarzy się nigdzie indziej. Tak samo będzie u was, jeśli nie zrobicie nic, by zatrzymać epidemię - ostrzegała.