Koronawirus uderzył w Europę silniej niż w Chiny. "To cena życia w otwartym i zamożnym społeczeństwie"

"Koronawirus coraz gwałtowniej rozprzestrzenia się w Europie, gdzie poszczególne rządy nie przywykły do wydawania ostrych rozkazów, a obywatele nie nawykli do przestrzegania takowych" - twierdzi Richard Perez-Pena, dziennikarz tygodnika "New York Times". Na Starym Kontynencie odnotowano już więcej przypadków zakażenia koronawirusem niż w Chinach, a w samych Włoszech zmarło ponad 3,4 tys. osób.

Naukowcy z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w stanie Maryland, którzy zajmują się badaniem danych dotyczących pandemii, poinformowali, że na świecie odnotowano dotąd ponad 246 tys. przypadków zakażenia koronawirusa. Liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła natomiast 10 tys. 

W Europie liczba zakażonych (100 tys.) oraz odnotowanych przypadków śmierci w wyniku choroby COVID-19 (5 tys.) jest już większa niż w Chinach (81,2 tys. / ok. 3,2 tys. zgonów). Zresztą w samych Włoszech w wyniku pandemii zmarło więcej osób (3,4 tys.) niż w Państwie Środka. 

W artykule opublikowanym na łamach "New York Times'a" Richard Pérez-Peña przeanalizował, jak uwarunkowania ustrojowe w konkretnych państwach mogły przełożyć się na skuteczność walki z wirusem SARS-CoV-2. Już w tytule artykułu pada pytanie o to, czy tak gwałtowna fala zakażeń i zachowań w Europie nie jest przypadkiem ceną życia w otwartych i zamożnych społeczeństwach zachodniej Europy.

W Chinach ludność w kwarantannie była kontrolowana przez drony. "Europejskie rządy nie przywykły do wydawania ostrych rozkazów"

"W krajach Zachodu ludzie byli przyzwyczajeni do swobodnego przemieszczania się i decydowania o swoim losie. Z kolei rządy tych nie przywykły do wydawania ostrych rozkazów, a obywatele nie nawykli do przestrzegania takowych. Co więcej, rządy większości europejskich krajów muszą przecież co rusz spoglądać na sondaże poparcia" - ocenił Pérez-Peña

Zobacz wideo Nowojorska giełda czasowo zamknięta, handel tylko drogą elektroniczną. U dwóch pracowników zdiagnozowano koronawirusa [Źródło: RUPTLY/x-news]]

Pérez-Peña oraz eksperci, z którymi rozmawiał, twierdzą, że Chiny, mimo początkowych potknięć, potrafiły szybko opanować rozwój epidemii. W tym celu władze podjęły tam wiele niepopularnych decyzji, łącznie z zamknięciem w miastach milionów osób i kontrolowaniem ich przy pomocy dronów. Chińscy przywódcy pogodzili się również z tym, że walka z koronawirusem będzie miała daleko idące konsekwencje dla całych gałęzi gospodarki.

Europa mogła szybciej wyciągnąć wnioski? Korea Południowa przeprowadziła 200 tys. testów na koronawirusa

W artykule wysunięto też wniosek, że reakcja Europy - której przywódcy coraz pilniej przyglądali się sytuacji w Chinach i mogli wyciągnąć z niej wnioski - była zdecydowanie spóźniona. "Żadne z wprowadzonych w Europie procedur nie były tak drakońskie i powszechne, jak te, które wykorzystano w przypadku Wuhan" - stwierdził w rozmowie z "NYT" dr Arthur Reingold z Uniwersytetu Kalifornijskiego. 

Dziennikarz "NYT" zwraca uwagę również na to, że w Azji z koronawirusem skuteczną walkę podjęły nie tylko autorytarne Chiny, ale również demokratyczna Korea Południowa, w której przebadano ponad 200 tys. osób. Relatywnie niewielką liczbę przypadków odnotowano też w Singapurze, Hong-Kongu i na Tajwanie. 

Pérez-Peña przytoczył też wpis zamieszczony na Twitterze przez z Francois Balloux, epidemiologa z University College London. "Korea Południowa udowodniła światu, że można opanować epidemię bez naruszenia swobód jednostek i uderzania w krajową gospodarkę" - napisał Balloux. Zdaniem dr. Reingolda takiego modelu nie będzie można łatwo powtórzyć w Stanach Zjednoczonych. "Koreańczycy wykonali ogromną pracę i zaangażowali mnóstwo zasobów. W Stanach Zjednoczonych prawdopodobnie nie udałoby się tego powtórzyć. Minie jeszcze wiele czasu zanim testy na koronawirusa będą w tym kraju łatwo dostępne" - zasugerował Reingold.

“W przypadku epidemii trzeba jak najszybciej przerwać łańcuch zakażeń, dlatego tak ważne jest zachowywanie bezpiecznego dystansu. Jeśli dojdzie do gwałtownego wzrostu zachorowań, trudno już powstrzymać ten proces. Kluczowe jest po prostu nie doprowadzić do tego krytycznego punktu. Problem w tym, że w część europejskich już dawno przekroczyła ten punkt. Przekroczył go również Nowy Jork" - powiedział w rozmowie z dziennikiem dr Thomas R. Frieden, były dyrektor Centrów Kontroli i Prewencji Chorób (agencja rządu federalnego Stanów Zjednoczonych wchodząca w skład Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej). 

Więcej o: