Polak w Chinach: Jednego dnia przychodzi obawa, ale następnego pojawia się nadzieja

Ważne, aby nie poddawać się i walczyć do końca. W lutym były chwile zwątpienia i obawy, że projekty nie zostaną wznowione na czas i wszystko, co budowałem tu tyle lat, nagle zostanie stracone. Trzeba wierzyć, że po burzy zawsze wychodzi słońce - mówi Arnold Adamczyk.

Jak wyglądał początek pandemii w Chinach?

Odczucia na początku były podobne jak w Europie. Choruje kilkaset osób gdzieś daleko, w jakimś Mediolanie - w moim przypadku był to Wuhan - więc nie muszę się martwić. I tu nastąpiło coś, czego, niestety, nie podjęto na czas w Europie i było zaskoczeniem dla wszystkich. W jednej chwili wprowadzono surowe procedury w całych Chinach. Czas ich wprowadzenia zbiegł się z obchodami Chińskiego Nowego Roku, więc pierwszy tydzień obostrzeń był przedłużeniem świąt. Ale później sytuacja stała się bardzo niepokojąca. 

Pan też się zaczął niepokoić?

Dla mnie wprowadzenie tak ostrych obostrzeń i na taką skalę było szokiem, bo nagle wielki kraj przestał funkcjonować i wszyscy jego mieszkańcy przyjęli ten stan bez dyskusji - jakby to była ich codzienność. Byłem zdumiony, że w jednej chwili władze kraju poświęciły dorobek wieloletniego wzrostu gospodarczego dla zahamowania epidemii, której na początku nie traktowałem aż tak poważnie. 

Nikt ze znajomych nawet nie znał kogokolwiek, kto jest chory. Cały czas miałem wrażenie, że zagrożenie nie jest namacalne, że dzieje się gdzieś daleko. To nie może dotyczyć moich spraw. Myliłem się bardzo. 

Chińczycy okazali się jednak niezwykle karni. 

Chińczycy są niezwykle zdyscyplinowani i nie trzeba było im powtarzać dwa razy, że mają pozostać w domach. Nawet na prowincjach, w których pojawiały się pojedyncze zachorowania, stosowano tak samo drastyczne procedury jak w Wuhanie. Miasta przestały funkcjonować, ulice opustoszały, restauracje, urzędy i sklepy zostały zamknięte. Wszyscy zostali w domach i czekali na dalsze instrukcje. Dzięki temu epidemia nie rozwinęła się w innych regionach Chin. 

Była panika?

W pewnym momencie pojawiło się ogólne poczucie strachu o przyjaciół i o własne bezpieczeństwo. Zauważalna była ogólna panika, ale jednocześnie nastąpiła wielka mobilizacja do walki z zagrożeniem, która dała reszcie świata trochę cennego czasu na przygotowanie się. Naiwnością była wiara, że wirus nie rozleje się na inne kraje. 

Tak wyglądało biuro Arnolda AdamczykaTak wyglądało biuro Arnolda Adamczyka fot. Arnold Adamczyk

Pan się jak zachowywał?

Oczywiście stosowałem się do instrukcji władz i zamknąłem się w mieszkaniu. W sumie spędziłem tam trzy tygodnie. 

Ponieważ wokół kompleksu budynków, w którym jest nasz klaster, jest pusta przestrzeń, mogłem codziennie bezpiecznie spacerować, nawet po dwie-trzy godziny, i nie spotykałem nikogo po drodze. Do marketu spożywczego miałem dwa i pół kilometra i chodziłem do niego pieszo co drugi dzień z założoną maską i okularami ochronnymi. Wchodząc do sklepu, dodatkowo zakładałem gumowe rękawiczki. Po powrocie do mieszkania wszystkie przyniesione rzeczy dezynfekowałem sprayem alkoholowym. Ponieważ wszystkie restauracje były zamknięte, zacząłem samodzielnie gotować. Drugą aktywnością było organizowanie pomocy dla przyjaciół w Chinach. 

Czyli wzajemne wsparcie.

Nie było mowy o spotkaniach czy wspólnym wyjściu gdziekolwiek. Najlepsze, co wszyscy mogliśmy zrobić, to maksymalnie odizolować się od innych. Staraliśmy się wspierać wzajemnie w zdobywaniu i dostarczaniu niezbędnych produktów. Niektórzy znajomi utknęli na wsiach, gdzie wyjechali, aby spędzić z rodziną Chiński Nowy Rok. Wysyłałem im wówczas paczki z niezbędnymi środkami oraz maskami, które otrzymałem wcześniej od rodziny i przyjaciół z Polski. W sumie rozesłałem bezpłatnie około trzech tysięcy masek w ponad 40 paczkach, kupionych częściowo przez przyjaciół i z pieniędzy uzyskanych ze zbiórki w Polsce. To pochłonęło mnie całkowicie na dwa tygodnie.

To dobrze. A co pana zdaniem najbardziej pomogło Chinom w opanowaniu sytuacji?

Natychmiastowe wprowadzenie bardzo restrykcyjnych procedur w całym kraju i niezwykłe zdyscyplinowanie społeczeństwa. Także poświęcenie się lekarzy i personelu medycznego, którzy jechali do Wuhanu z całych Chin ze świadomością, że mają wielką misję do wykonania i że mogą z niej nie wrócić. Ze wszystkich dużych miast Chin wyruszały konwoje pomocy z zespołami medyków i były żegnane przez rodziny i lokalnych mieszkańców, tak jakby szli na pierwszą linię frontu, jakby szli na stracenie. Ten tytaniczny wysiłek i zbiorowe poświęcenie wzmocniło chińskie poczucie tożsamości i wszelkie teorie, jakoby monolit władzy w Chinach został naruszony, są skrajnie błędne. Stało się wręcz przeciwnie.

Arnold Adamczyk w obowiązkowej maseczceArnold Adamczyk w obowiązkowej maseczce fot. arch. prywatne

A co było najtrudniejsze?

Powrót naszej firmy do normalnego funkcjonowania. Z jednej strony musieliśmy spełnić szereg restrykcyjnych wymagań sanitarnych, a z drugiej strony wznowić relacje biznesowe i projekty, które uległy zamrożeniu. Niestety, większość naszych zagranicznych klientów weszła w tryb oczekiwania - wstrzymali płatności i decyzje o dalszych działaniach. Mam wrażenie, że przyglądali się, czy przetrwamy, bo w praktyce nie było racjonalnych powodów do takich reakcji. Niektórzy wycofali się w odruchu ogólnej paniki. Tylko nieliczni kontynuowali współpracę i mam dla nich teraz wielki szacunek. Ten okres pierwszych tygodni był najtrudniejszy. To prawie tak jak zacząć działalność od początku.

Jakie ma pan dla nas rady w walce z pandemią?

Wiele się informuje aktualnie w mediach o zasadach postępowania, więc nie będę tego powtarzał. Najważniejsza jest konsekwencja w działaniu i wykluczenie jakichkolwiek wyjątków. Nawet jeśli wprowadzimy ostre procedury i liczba chorych zmaleje i później je odwołamy zbyt wcześnie, to problem wróci i sytuacja się powtórzy. Trzeba się pogodzić z faktem, że taki stan potrwa aż do wygaszenia wszystkich ognisk wirusa na całym świecie lub wprowadzenia powszechnych szczepień, czyli może to być nawet jeden rok.

Z praktycznych zaleceń, tych, które pozwoliły zdusić epidemię w Chinach, jest prowadzenie skutecznej polityki zarządzania kwarantanną - bardzo restrykcyjnej i opartej na centralnej ewidencji i monitorowaniu przemieszczania się osób. To jest klucz do opanowania rozprzestrzeniania się wirusa. Kontrola migracji ludzi, zaczynając od poziomu międzynarodowego, poprzez prowincje, do poziomu miast, dzielnic, osiedli i kończąc na poszczególnych budynkach mieszkalnych.

Co każdy z nas może zrobić?

Jeśli tylko jesteśmy w stanie, to pomagajmy tym, którzy są w gorszej sytuacji. Szczególnie pomagajmy osobom starszym i z innymi chorobami, np. w zakupach albo wyprowadzając psa na spacer - dbając oczywiście o zasady bezpieczeństwa. Można organizować pomoc dla szpitali i lekarzy - od takich prostych gestów jak dowożenie obiadów aż po przeprowadzanie zbiórek na zakup materiałów i sprzętu. 

Miasto Shenzhen w czasie pandemii i już wracające do normyMiasto Shenzhen w czasie pandemii i już wracające do normy fot. Arnold Adamczyk

Czego natomiast powinniśmy unikać?

Sytuacja jest dramatyczna dla biznesu i wiele firm zmierzy się z wizją upadłości. Jest to też pokusa do spekulacji środkami ochronnymi. Bardzo proszę o nierobienie tego i piętnowanie pseudobiznesmenów, którzy chcą zbić fortunę na nieszczęściu innych. Mówię o tym, bo wcześniej spotkała nas dość przykra sytuacja ze strony polskiej firmy. Mianowicie dwa miesiące temu poprosiłem brata o pomoc i zakup w Polsce i przesłanie dla mnie i moich przyjaciół w Chinach kilkuset masek medycznych. Noszenie ich jest obowiązkowe w Chinach, a nie były dostępne w sprzedaży. 

Brat kupił je od polskiego przedsiębiorcy za cenę już wtedy 10-krotnie wyższą od normalnej. Sprawa była pilna i ważna, bo niektórzy moi znajomi musieli chodzić do szpitala z powodów zdrowotnych, a nie dysponowali ani jedną maseczką. Czekali na moją pomoc. Okazało się jednak, że zakupione maski były marnej jakości, bez oznaczenia normy i jakiegokolwiek atestu. Musiałem je zniszczyć. Dlatego proszę, aby absolutnie nie maczać palców w tego typu brudnych biznesach i zgłaszać organom ścigania wszelkie naruszenia zakazów.

Pewnie wie pan już, jakie są najpopularniejsze mity o koronawirusie.

Najbardziej nieszczęśliwym jest przekonanie, że jest to taka "inna grypa". Problem w tym, że w przypadku masowych zakażeń konieczna będzie hospitalizacja pacjentów w szpitalach pod respiratorem. Tysiące chorych oznaczają zapotrzebowanie na setki miejsc w szpitalach ze specjalistyczną aparaturą medyczną, której w tym czasie nie będzie można użyć do leczenia innych chorób. 

Drugim mitem jest, niestety, opinia, że maski medyczne nie chronią przed wirusem i zalecanie ich jedynie chorym lub osobom z objawami choroby. Problem w tym, że wiele osób roznoszących wirusa nie wie o tym. A osoby, które o tym wiedzą, mogą celowo rezygnować z założenia maski, aby uniknąć stygmatyzacji. Jedyną gwarancją, że roznoszący chorobę będą mieli maski na twarzy, jest wprowadzenie obowiązku ich noszenia dla wszystkich bez wyjątku. Tak zrobiono w Chinach.

Od lat prowadzi pan w Chinach firmę. Podzieli się pan doświadczeniami z pandemii z polskimi przedsiębiorcami? 

Sytuacja nakłania wszystkich, w tym przedsiębiorców, do przejścia w stan oczekiwania, aż kataklizm minie i będzie można wznowić działalność. Odruchowo chciałoby się ciąć wszystkie wydatki, wstrzymać inwestycje, ograniczyć aktywność marketingową i odłożyć ekspansję biznesową na przyszłość i przeczekać. Niestety, okres wyczekiwania może okazać się na tyle długi, że dojdzie do utraty płynności finansowej i większość małych przedsiębiorstw upadnie - może to być nawet 80 procent. W tym czasie też nie wszystkie firmy będą postępowały tak samo i wiele z nich zadziała zgoła odwrotnie, przejmując klientów firm, które przeszły w "anabiozę". Czyli zintensyfikuje aktywność biznesową, działania marketingowe i ekspansję, bo kryzys okaże się dla nich okazją na przejęcie części rynku. Dlatego rekomendowałbym Polakom, aby intensywnie działali w ramach prowadzonych działalności biznesowych. Aby nie wchodzili w stan uśpienia. Aby wdrażali nowe projekty, opracowywali nowe usługi zgodne z potrzebami rynku i działali bardziej ofensywnie niż kiedykolwiek wcześniej.

Jaką pan wyciągnął lekcję?

Ważne, aby nie poddawać się i walczyć do końca. Jak wspominałem, w lutym były chwile zwątpienia i obawy, że projekty nie zostaną wznowione na czas i wszystko, co budowałem tu tyle lat, nagle zostanie stracone. Jednego dnia przychodzi obawa, ale następnego dnia pojawia się nadzieja i wszystko może się odmienić błyskawicznie. Trzeba wierzyć, że po burzy zawsze wychodzi słońce.

W tak dramatycznych okolicznościach widać, jak ważne jest koordynowanie wspólnych działań na całym świecie. Pokazuje to też, że Unia Europejska powinna posiadać więcej uprawnień na okoliczność sytuacji kryzysowych, aby móc uruchomić procedury bezpieczeństwa w jednym czasie we wszystkich krajach, bez żadnych wyjątków. To koordynowanie powinno uprawniać do rozpoczęcia wczesnych przygotowań na potrzeby walki ze zbliżającym się niebezpieczeństwem. I później kierowania pomocy ze wszystkich krajów członkowskich do pierwszego ogniska epidemii i zduszenia jej w zarodku. Oczywiście, teraz można łatwo krytykować działania po fakcie i lamentować, że jest już za późno. Nie musi być jednak za późno. Można podjąć kroki dyplomatyczne. UE może poprosić władze ChRL o pomoc chińskich ekspertów oraz o dostawę potrzebnych materiałów i sprzętu. 

Arnold Adamczyk prowadzi Chinach klaster technologiczny dla polskich firmArnold Adamczyk prowadzi Chinach klaster technologiczny dla polskich firm fot. mat. prasowe

Pańska firma solidnie ucierpiała?

W pierwszych tygodniach było bardzo trudno. Na luty mieliśmy umówione wprowadzenie trzech nowych firm do naszego klastra technologicznego i przewidziane wpływy w ramach realizowanych projektów VR. Niestety, wszystko zostało odwołane lub wstrzymane i przychody w tym miesiącu były zerowe. Przyznam, że w tym momencie rozważałem zamknięcie firmy. Miałem obawy, że taka sytuacja potrwa dłużej. 

Marzec natomiast okazał się nowym otwarciem dla naszej działalności w obszarze edukacji na odległość z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości. Nagle wpłynęło mnóstwo zapytań o nasze rozwiązanie, które pozwala na przeprowadzenie 80 eksperymentów z chemii, fizyki i biologii w wirtualnym laboratorium w asyście nauczyciela, który prowadzi lekcję zdalnie. Zainteresowanie szybko zaowocowało umowami na dostawę naszej platformy edukacyjnej m.in. do Hongkongu i Tajlandii. W tej chwili jesteśmy całkowicie pochłonięci realizacją tych nowych wdrożeń i w naszym przypadku "wirus" sprowokował szkolnictwo do wprowadzania nowoczesnych rozwiązań informatycznych w edukacji. I zbieg okoliczności spowodował, że mieliśmy akurat gotowe kompletne rozwiązanie VR. Nie podchodzę do tego jednak z triumfem, bo ogólna sytuacja na świecie jest dramatyczna. 

Domowe biuro w czasach pandemiiDomowe biuro w czasach pandemii fot. Arnold Adamczyk

Coś pan planuje?

Wcześniej, wraz z przyjaciółmi w Polsce, organizowaliśmy pomoc dla chińskich przyjaciół. Przeprowadziliśmy zbiórkę przy wsparciu ekipy z Klawiter Media i zakupiliśmy materiały ochronne, które potem rozesłałem tu, w Chinach, do potrzebujących. Teraz będę starał się pomagać w drugą stronę. Przyjaciele w Polsce potrzebują pomocy, więc będę organizował ją w ramach swoich możliwości stąd - z Chin.

Arnold Adamczyk. Dyrektor firmy Sunway Network działającej w Chinach i Hongkongu od 2012 roku. Szef chińskiego oddziału firmy Arne AI Design. Założyciel i koordynator HiTech Zone - pierwszego klastra polskich firm technologicznych w Chinach.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Komentarze (44)
Polak w Chinach: Jednego dnia przychodzi obawa, ale następnego pojawia się nadzieja
Zaloguj się
  • ziggybam

    Oceniono 13 razy 11

    Właśnie - maski, okulary i rękawiczki. Jeśli macie je w domach (czyli już je wykupiliście służbie zdrowia) - trzeba je zakładać. TERAZ. Wszelki wypadek jest teraz.
    Oczywiście że maska chirurgiczna daje najmniej (choć chroni przed aerozolem ze śliną), a maska z zaworem powinna być co najmniej FFP2 czy N95 a zawór powoduje, że wydychane powietrze nie jest filtrowane - a więc jeśli wy jesteście zarażeni - nie chroni innych. Ale tak czy siak - im więcej masek ludzie mają na sobie - tym mniej zarazi się od tych zarażonych (mających maski lub nie).
    Tak, wiem że WHO nie zaleca masek dla wszystkich, a zakładając je i zdejmując trzeba zachować ostrożność, żeby nie przemieść tego co jest na zewnętrznej powierzchni na twarz lub powierzchnię wewnętrzną. A jednak kraje azjatyckie, jedyne do tej pory gdzie skutecznie powstrzymano (Chiny) lub powstrzymuje się (Korea, Japonia) epidemię, takie maski zalecają lub nakazują, nie tylko służbie zdrowia. Moim zdaniem niezalecanie masek przez WHO to przede wszystkim ochrona ich dostępności dla służby zdrowia.

  • euphoria12

    Oceniono 8 razy 8

    Super takich wieści nam trzeba.

  • 24140_naleczowiak

    Oceniono 9 razy 7

    Reasumując:
    1) to nie jest zwykła grypa!! to smiertelna choroba!
    2) maski na twarz dla każdego, gdyż nie wiadomo kto jest nosicielem, a kto nie
    3) każdy, a nie że mnie to nie dotyczy!

  • mariandusza

    Oceniono 6 razy 6

    Wszystkie rządy swiata dbają o swoich obywateli, Polska jest wyjątkiem, tu priorytetem jest utrzymanie władzy i drenowanie publicznych pieniędzy przez zorganizowaną grupę zwaną w skrócie pis.

  • rowerem999

    Oceniono 6 razy 6

    Czesi wykupili z Polski całe zapasy środków ochrony już w styczniu. Estonia się zaopatrzyła Niemcy zakazali wywożenia tego towaru z kraju. A rząd myślał że koronawirus to pic na wodę czym idowodnił w Lutym na konferencji prasowej pan Morawiecki z panem Szumskim że wirus jest sprawą Chin pomimo tego że w Europie wirus się już pojawił. Brak testów labolatoriów środków ochrony respiratorów i osób mających umiejętności by je obsługiwać. Bravo wy a jeszcze chcą byśmy szli na wybory gd-ie zarażą się tysiące

  • joankb

    Oceniono 10 razy 6

    Mnie ten wywiad przyniósł raczej dawkę pesymizmu.
    Zmarnowaliśmy i marnujemy czas. Medyków "w zapasie" też w kraju nie ma, aparatury takoż.

  • rejestracjanowegokonta

    Oceniono 4 razy 4

    Chiński nowy rok to największa migracja ludności w nowożytnym świecie. Tam żyje przeszło miliard ludzi. I teraz w to święto pracownicy z wielkich miast zaczynają się przemieszczać do rodzin na prowincji. Musielibyście zobaczyć jak wówczas to wygląda, jak przepełniony jest transport itd. Stąd mogę sobie to wyobrazić, że Chiny całe musiały w tym momencie stanąć jak mówi Adamczyk. Bo gdyby tego nie zrobili to byłyby jaja.

  • RAFF HELM (MONSTERENERGY)

    Oceniono 6 razy 4

    I tu jest sedno tej sprawy , bezwzgledny zakaz wychodzenia z domow , a ludzie jak te slepe cmy do slonca lgna , troche extremalna sytuacja i ta masa ludzka jest pogubiona rozsypana jak domek z kart , taka mentalnosc europejczykow.Chroniac siebie , ratujesz reszte ludzi....

  • Dariusz Romuald

    Oceniono 6 razy 4

    Siedzieć w domu. A jak toś musi już wyjść to powinien mieć założoną maskę. Bo nikt nie wie czy nie roznosi wirusa. Powinien być obowiązek noszenia masek. Jak w Chinach i Czechach. One zapobiegają roznoszeniu się wirusa. To "szczepionka".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX