Wróciła z Londynu, dostała gorączki. Służby odsyłają między pogotowiem, szpitalem a sanepidem

Po powrocie z Wielkiej Brytanii nasza czytelniczka dostała gorączki, a osoba, z którą się widziała, ma podejrzenia zakażenia koronawirusem. Jednak ona sama nie mogła dostać jasnej informacji, czy i jak pojechać do szpitala na badanie.
Zobacz wideo Kosiniak-Kamysz: Kampanii nie ma już od ponad tygodnia

W najbliższych dniach do Polski będą wracać tysiące osób, które korzystają z możliwości powrotu do kraju pomimo wprowadzenia kontroli i częściowego zamknięcia granic. Każda powinna poddać się 14-dniowej kwarantannie w domu i obserwować swój stan zdrowia. W przypadku pojawienia się objawów zapalenia dróg oddechowych (gorączka, kaszel, duszności) należy zgłosić się do sanepidu. A co dalej? To już nie jest tak jasne, jak pokazuje sytuacja, w jakiej znalazła się nasza czytelniczka. 

Jak opisała, w ubiegłym tygodniu była w Londynie i wróciła do Polski w niedzielę w pierwszej fali współorganizowanych przez rząd i LOT powrotów. 

"W poniedziałek wieczorem wieczorem okazało się, że osoba, z którą widziałam się na miejscu, ma objawy wirusa i czeka na wynik testu" - napisała. We wtorek ona sama obudziła się z podwyższoną temperaturą - 37,5 stopnia Celsjusza. "Najpierw zadzwoniłam do sanepidu, bo to sugerowała instrukcja, którą dostałam na lotnisku. Po kilkunastu próbach udało się dodzwonić" - zrelacjonowała. Na infolinii przeprowadzono wywiad medyczny i zalecono pozostanie w domu i czekanie na dalsze objawy, a także podano numer na pogotowie. "Bo ponoć sanepid nie ma możliwości przetransportowania osoby z podejrzeniem choroby" - napisała. 

Pogotowie podało numer do szpitala, w którym powiedzieli, że mają mnóstwo pracy, ale mogą przyjąć kogoś koło 13, jeśli sam dotrze własnym autem. Osoby, które nie mają takiej opcji, szpital odsyła do... sanepidu, bo ponoć sanepid ma jednak możliwość transportu. Potem były kolejne telefony - sanepid znowu powiedział, że nie zajmuje się transportem, ktoś na pogotowiu powiedział, że można przyjść do szpitala pieszo

- napisała. Z czasem temperatura spadła do 37 stopni i czytelniczka dalej monitoruje stan zdrowia. Jednak zwraca uwagę, że służby odsyłają do siebie nawzajem i panuje chaos informacyjny. "Widać poważny rozdźwięk między deklaracjami ministerstwa o jakości deklarowanego wsparcia, a tym co wiedzą i mogą zrobić ludzie na pierwszej linii kontaktu z potencjalnym pacjentem" - czytamy w liście.

Jak dostać się na badanie w przypadku braku własnego pojazdu?

Z obecnych wytycznych wynika, że postępowaniu epidemiologicznemu podlega osoba, u której wystąpił objaw infekcji układu oddechowego oraz która miała kontakt z zakażonym lub była w regionie z podejrzeniem utrzymującej się transmisji koronawirusa. Wysłaliśmy do Ministerstwa Zdrowia zapytanie, czy osoba w takiej sytuacji jak nasza czytelniczka powinna zostać objęta postępowaniem epidemiologicznym i ew. trafić do szpitala i zostać poddana badaniu na obecność koronawirusa. Czekamy na odpowiedź.

Zapytaliśmy także, jak osoba, która nie posiada własnego transportu, a nie ma uzasadnienia przewiezienia jej karetką może dostać się do szpitala, jeśli polecono jej udać się tam, oraz czy prawdą jest, jakoby sanepid miał w kompetencji organizowanie transportu dla takich osób? Czekamy na odpowiedź na powyższe pytania.

Dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus na poniedziałkowym spotkaniu z mediami podkreślał, że by walczyć z pandemią należy przetestować jak największą liczbą osób, a następnie odizolować osoby chore i zakażone. 

Więcej o: